08.10.2023, 15:25 ✶
Nie mógł wyzbyć się wrażenia, że jest obserwowany. Czy to oczy niemagicznych były skierowane ku niemu? Dyskretnie rozejrzał się wokół i natrafił na oczy Laurenta Prewetta. Nie znał go dobrze - wstydził się tego, lecz w tamtym momencie nie był nawet pewien jego imienia - ale nie przeszkodziło to Perseusowi w odpowiedzeniu mu ciepłym uśmiechem, kontrastującym z jego chłodną aparycją. Zaraz jednak kontakt wzrokowy się urwał, a obaj mężczyźni wrócili myślami do swojego towarzystwa.
Roześmiał się serdecznie. Nie wiedział nic o osobliwej relacji Erika z księżycem, o noszonym przez niego brzmieniu i koszmarze, który przeżywał w każdą pełnię. Uśmiechał się więc do niego; beztrosko i nieco nawinie, dopatrując się sceptycyzmu swojego towarzysza w ogromnej ilości pracy, jaka spadła na jego barki po Beltane. Przez moment walczył z chęcią poruszenia tematu wydarzeń na Polanie Ognisk, ostatecznie uznając to za zbyt nietaktowne, choć wewnątrz aż
— W pewnym sensie jestem przyjezdnym — odpowiedział Longbottomowi, rozglądając się za wolnym talerzykiem, by skosztować sałatki, którą jadł jego towarzysz. Wyglądała apetycznie, a Perseus czuł jak jego żołądek domagał się jedzenia. Zanim jednak zdążył zapytać Erika o to, które ze smakołyków poleca, usłyszał za sobą głos.
Zwrócił więc swe oblicze ku Ururu, a brwi uniosły się w grymasie zdumienia. Nie znał imienia tego mężczyzny i był pewien, że nigdy wcześniej nie widział go w Dolinie, zaś akcent wskazywał na to, że nie ma do czynienia z Brytyjczykiem. Doszedł zatem do wniosku, że musiał być to przyjezdny. Zdawało mu się, że ostatnimi czasy coraz więcej ich pojawia się w miasteczku, choć wrażenie to mogło być zakrzywione przez ilość nowych pacjentów w Lecznicy Dusz oraz odwiedzających ich rodzin.
Czy powinien obrazić się o nazwanie go mugolem? Ego podpowiadało mu, by skarcić młodzieńca, lecz Perseus zmęczony był już unoszeniem się dumą. Krztusił się nią i dość miał udowadniania czegoś ludziom wokół. Najważniejsze, że on znał swoje prawdy.
Pokręcił więc głową.
— Czasami chciałbym — odparł ze smutnym uśmiechem — być nieświadom zagrożenia, jakie nad nami wisi.
Kiedy jednak ponownie spojrzał w niebo, poczuł, że nie ma to żadnego znaczenia. Nie myślał już o przyszłości, o orężu tego, który nazywał się Voldemortem i tych, którzy nieśli jego schedę. Liczyło się tylko to, co było w tej chwili - a był spokój i jedność z otaczającym go światem. Jego błędy zostały zapomniane, grzechy odpuszczone, zaś rany na psyche zasklepione. Pod powiekami zebrały się gorące krople wyrażające jego ulgę. Otarł jej rękawem, udając, że coś wpadło mu do oka.
Jak dobrze, że z odsieczą przyszedł mu Erik
— Tak, jeśli amnezjatorzy dobrze wykonają swoją pracę... — ostrożnie się z nim zgodził — Część z nich wróci do swojego życia, jakby nic się nie wydarzyło. Machnie ręką, zrzuci winę na karb przepracowania, alergii, zmiany ciśnienia, czy Merlin wie czego jeszcze. Ale będą też tacy, którzy będą walczyć o odpowiedzi. Nazwą ich szaleńcami, niestety.
Spojrzał w kierunku Ray Palmer i Goshawków.
Roześmiał się serdecznie. Nie wiedział nic o osobliwej relacji Erika z księżycem, o noszonym przez niego brzmieniu i koszmarze, który przeżywał w każdą pełnię. Uśmiechał się więc do niego; beztrosko i nieco nawinie, dopatrując się sceptycyzmu swojego towarzysza w ogromnej ilości pracy, jaka spadła na jego barki po Beltane. Przez moment walczył z chęcią poruszenia tematu wydarzeń na Polanie Ognisk, ostatecznie uznając to za zbyt nietaktowne, choć wewnątrz aż
— W pewnym sensie jestem przyjezdnym — odpowiedział Longbottomowi, rozglądając się za wolnym talerzykiem, by skosztować sałatki, którą jadł jego towarzysz. Wyglądała apetycznie, a Perseus czuł jak jego żołądek domagał się jedzenia. Zanim jednak zdążył zapytać Erika o to, które ze smakołyków poleca, usłyszał za sobą głos.
Zwrócił więc swe oblicze ku Ururu, a brwi uniosły się w grymasie zdumienia. Nie znał imienia tego mężczyzny i był pewien, że nigdy wcześniej nie widział go w Dolinie, zaś akcent wskazywał na to, że nie ma do czynienia z Brytyjczykiem. Doszedł zatem do wniosku, że musiał być to przyjezdny. Zdawało mu się, że ostatnimi czasy coraz więcej ich pojawia się w miasteczku, choć wrażenie to mogło być zakrzywione przez ilość nowych pacjentów w Lecznicy Dusz oraz odwiedzających ich rodzin.
Czy powinien obrazić się o nazwanie go mugolem? Ego podpowiadało mu, by skarcić młodzieńca, lecz Perseus zmęczony był już unoszeniem się dumą. Krztusił się nią i dość miał udowadniania czegoś ludziom wokół. Najważniejsze, że on znał swoje prawdy.
Pokręcił więc głową.
— Czasami chciałbym — odparł ze smutnym uśmiechem — być nieświadom zagrożenia, jakie nad nami wisi.
Kiedy jednak ponownie spojrzał w niebo, poczuł, że nie ma to żadnego znaczenia. Nie myślał już o przyszłości, o orężu tego, który nazywał się Voldemortem i tych, którzy nieśli jego schedę. Liczyło się tylko to, co było w tej chwili - a był spokój i jedność z otaczającym go światem. Jego błędy zostały zapomniane, grzechy odpuszczone, zaś rany na psyche zasklepione. Pod powiekami zebrały się gorące krople wyrażające jego ulgę. Otarł jej rękawem, udając, że coś wpadło mu do oka.
Jak dobrze, że z odsieczą przyszedł mu Erik
— Tak, jeśli amnezjatorzy dobrze wykonają swoją pracę... — ostrożnie się z nim zgodził — Część z nich wróci do swojego życia, jakby nic się nie wydarzyło. Machnie ręką, zrzuci winę na karb przepracowania, alergii, zmiany ciśnienia, czy Merlin wie czego jeszcze. Ale będą też tacy, którzy będą walczyć o odpowiedzi. Nazwą ich szaleńcami, niestety.
Spojrzał w kierunku Ray Palmer i Goshawków.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory