08.10.2023, 18:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.10.2023, 19:01 przez Brenna Longbottom.)
Prawdopodobnie większość trzynastolatek przyłapanych w miejscu, w którym nie powinny być, przez dorosłą osobę – bo w tym okresie te pięć lat stanowiło przepaść – i oskarżonych o kradzież, przestraszyłaby się albo przynajmniej się speszyła.
Brenna do takich osób nie należała.
W jej życiu po prostu nie wydarzyło się dotąd nic, co wyrobiłoby w niej choć odrobinę zdrowego strachu przez pewnymi rzeczami, poza tym była więcej niż pewna, że gdyby faktycznie groziło jej niebezpieczeństwo, to potrafiłaby któryś z tych noży złapać i całkiem dobrze nim dźgnąć. Była to ze strony Brenny zapewne nadmierna pewność siebie, ale była smarkulą – której nawet nie przyszłoby do głowy, by dać się łatwo zbić z tropu.
– Gdybym chciała je kraść, to bym z nimi uciekała, a nie tu stała, prawda? Ja tylko sobie oglądam – oświadczyła Brenna, przenosząc spojrzenie wielkich, brązowych oczu z broni na Alexandra, i przy okazji ukazując malowniczo rozkwaszony nos. Zaiste, była smarkulą. W takim wieku i z takim charakterem, że ani ona nie mogła zrobić wrażenia na Bellu, ani nie istniała żadna szansa, że ona choćby dostrzeże coś uroczego w lokach czy twarzy mężczyzny. – A ten miecz jest tępy – uświadomiła go, spoglądając na broń, którą wyciągnął ku niej, jakby w pogróżce. Alexander zwyczajnie bardzo, bardzo źle trafił, bo dziewczyna nie tylko sama uczyła się szermierki, ale też przede wszystkim (wszak w wieku trzynastu lat nie była jeszcze wirtuozem) widywała w akcji prawdziwych szermierzy. I oglądała wiele mieczy. Nie było szans, żeby nie zauważyła, że ostrze jest stępione i że…
…cóż, wcale nie stanowi przedłużenia ręki. Bo ta ręka nie była ewidentnie ręką szermierza.
Kąciki ust Brenny drgnęły lekko.
– I źle go trzymasz. Jak uderzysz w taki sposób, to wytrąci ci go z dłoni nawet dziesięciolatek.
Jeżeli chciał ją nastraszyć, musiał sięgnąć po nieco inne metody. Bo to nie tak, że przestraszenie jej było absolutnie niemożliwe, w końcu miała ledwo trzynaście lat i za jej odwagą stały pewne naiwne, dziecięce złudzenia… ale nie miał szans zrobić tego za pomocą tego ostrza.
Brenna do takich osób nie należała.
W jej życiu po prostu nie wydarzyło się dotąd nic, co wyrobiłoby w niej choć odrobinę zdrowego strachu przez pewnymi rzeczami, poza tym była więcej niż pewna, że gdyby faktycznie groziło jej niebezpieczeństwo, to potrafiłaby któryś z tych noży złapać i całkiem dobrze nim dźgnąć. Była to ze strony Brenny zapewne nadmierna pewność siebie, ale była smarkulą – której nawet nie przyszłoby do głowy, by dać się łatwo zbić z tropu.
– Gdybym chciała je kraść, to bym z nimi uciekała, a nie tu stała, prawda? Ja tylko sobie oglądam – oświadczyła Brenna, przenosząc spojrzenie wielkich, brązowych oczu z broni na Alexandra, i przy okazji ukazując malowniczo rozkwaszony nos. Zaiste, była smarkulą. W takim wieku i z takim charakterem, że ani ona nie mogła zrobić wrażenia na Bellu, ani nie istniała żadna szansa, że ona choćby dostrzeże coś uroczego w lokach czy twarzy mężczyzny. – A ten miecz jest tępy – uświadomiła go, spoglądając na broń, którą wyciągnął ku niej, jakby w pogróżce. Alexander zwyczajnie bardzo, bardzo źle trafił, bo dziewczyna nie tylko sama uczyła się szermierki, ale też przede wszystkim (wszak w wieku trzynastu lat nie była jeszcze wirtuozem) widywała w akcji prawdziwych szermierzy. I oglądała wiele mieczy. Nie było szans, żeby nie zauważyła, że ostrze jest stępione i że…
…cóż, wcale nie stanowi przedłużenia ręki. Bo ta ręka nie była ewidentnie ręką szermierza.
Kąciki ust Brenny drgnęły lekko.
– I źle go trzymasz. Jak uderzysz w taki sposób, to wytrąci ci go z dłoni nawet dziesięciolatek.
Jeżeli chciał ją nastraszyć, musiał sięgnąć po nieco inne metody. Bo to nie tak, że przestraszenie jej było absolutnie niemożliwe, w końcu miała ledwo trzynaście lat i za jej odwagą stały pewne naiwne, dziecięce złudzenia… ale nie miał szans zrobić tego za pomocą tego ostrza.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.