08.10.2023, 19:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.10.2023, 19:05 przez Edward Prewett.)
Cyrk Bellów rozłożony w Little Hangleton
Jak każdy Prewett miałem swojego ulubionego abraksana, nie mogłoby być inaczej. Z tymże abraksanem łączyły mnie więzi przekraczające pojęcie większości społeczeństwa czarodziejskiego, o mugolach nie wspomniawszy. Tak też by tę więź pielęgnować, pozwalałem sobie raz na jakiś czas opuszczenie własnego królestwa w celu przewietrzenia głowy mojej i kopyt mojego abraksana. Zwał się Radoslav. Po prostu Radoslav. I niegdyś był znakomitym czempionem. Pewnie dalej by był, bo był uparty, ale miał już swoje lata, a chwały również zdobył wystarczająco w swoim życiu. Taka to była historia.
Druga historia dotyczyła pewnej małej, rudowłosej dziewczynki pracującej kilka lat temu w cyrku, jak się nie myliłem to właśnie w tym cyrku, co to się rozstawił na jednym z pól w Little Hangleton. Jako że tamtędy czystym przypadkiem przelatywałem, a też z góry ujrzałem wielkie namioty cyrku, z ciekawości i własnej wewnętrznej pasji do wszelakich artystów, postanowiłem wylądować tuż obok. Poklepałem abraksana po szyi, zostawiając mu na drobną chwilę wolną wolę, a sam ruszyłem w kierunku centralnego wejścia.
Sam nie byłem pewien, gdzie powinienem się skierować by cokolwiek ujrzeć, więc skierowałem się ku największemu z namiotów. Obawiałem się niestety, że występy w tej chwili się nie odbywały, choć kręciło się paru interesantów i paru członków cyrków. Ci już tak dostojnie, tak elegancko jak te ich akrobatki to nie wyglądali. Obdartusy, ale to już ich interes. Cóż, nie zaczepiałem, tylko poszedłem dalej przed siebie ku wielkiej scenie.