08.10.2023, 19:21 ✶
Był tylko jeden pantofel, pod który Tosiek mógłby wejść i Stanley z pewnością nie chciał o tym słyszeć. Nie wiedział jednak, że jego ukochany kuzyn ma już nad sobą taki obcas, należący do pewnej jasnowłosej niewiasty o artystycznej duszy. O tym jednak miał się nie dowiedzieć w najbliższym czasie, bo dziś mieli się po prostu dobrze bawić.
Anthony uwielbiał dobrą zabawę.
- No raczej. Mnie męczą, a Ciebie nie. Gdzie tu sprawiedliwość? Wiem, że jesteś nieśmiały, ale no Stasiu, masz w sobie na pewno iskrę godną Borignowego ogiera. - odpowiedział mu z westchnięciem, całkiem dyplomatycznie i całkiem nieświadomie tego, jak wyglądało jego życie uczuciowe. On nie wierzył w miłość, nie chciał Pani Borgin, nie chciał właściwie niczego z tego, co było mu dane. Chciał tego, czego mieć nie mógł, takie właśnie było życie kurewsko sprawiedliwie. No chciał też Belle, ale nie mówił o tym nikomu.
- Aha. Nie no, noc młoda, znajdziemy drogę. Jak nie, to niedaleko Pokątnej jest dobry klub z tancerkami. Lou mi pokazał. - wzruszył ramionami, wspaniałomyślnie oferując alternatywę. Znał trochę zabawowe oblicza Londynu, tylko nie był pewien, które się kuzynowi spodobają, a które nie. - Niezła blondynka tam pasuje, bo Ty chyba wolisz blondynki, nie?
Zapytał z ciekawością, bo w sumie nie mógł sobie przypomnieć, za jakimi dziewczynami Stasiu uganiał się w szkole. On sam blondynki lubił najmniej, zwykle były dość wysokie i chude, nie miały też tak pełnego biustu, jak mogłyby mieć. Dodatkowo czystokrwiste czarownice zawsze kojarzyły mu się z ciemnymi włosami.
Klaun był obrzydliwy. Kto w ogóle robi takie niedorzeczne żarty? Ani to śmieszne, ani przyjemne. W pierwszej chwili miał ochotę go podpalić, bo młody Borgin miał szczególną słabość do płomieni, ale potem wydarzyła się tak nieprawdopodobna, fascynująca i śmieszna rzecz, że był skłony wybaczyć. Niezbyt często wybaczał.
- To jest zajebiste, stary! Dar od losu, a nie na spokojnie. Musimy to wykorzystać. - oznajmił, pochłonięty podziwianiem samego siebie, a potem jeszcze Stanleya, na którego nie omieszkał zagwizdać. Zdarzały się gorsze rzeczy niż zamiana w kobietę, nie było więc sensu dramatyzować. - Tylko dobę? - zawył z rozczarowaniem nieco piskliwie, tupiąc nogą tak, że but został na ziemi, a wyszła z niego mniejsza, damska stopa w zbyt dużej skarpetce. Faktycznie, nie wyglądali specjalnie schludnie, zwłaszcza że bez gorsetu to im koszule trochę mogły prześwitywać. Anthony zakrył się więc na biuście, wzdychając z miną męczennicy i odgarniając długie pasmo włosów na plecy.
- Taki byłeś przeciwny, a właśnie nadałeś nam imiona. Przyznaj Stacey, podoba Ci się nowa rola? POWINNYŚMY udać się na zakupy, bo wyglądamy niezbyt godnie. A nadal mamy nazwisko Borgin. Myślisz, że Atreus, Lou i Sauriel by się złapali, gdybyśmy weszły w role? - Antoinette zbliżyła się do kuzynki, obejmując ja ramieniem i puszczając jej oczko, uśmiechnęła się odrobinę złowieszczo. Marynarka zsunęła się jej z jednego ramienia, zakrywając wolną dłoń. - Jak będziemy chodzić, to spadną nam spodnie. - zauważył dyplomatycznie, unosząc rękę do góry i drapiąc się po policzku, schował kosmyk włosów za ucho. Cudownie byłoby tak wkręcić przyjaciół, mieliby za swoje. Dokuczałby im potem przez resztę życia. Czując, jak materiał kołysze mu się na ciele, zapiął pasek najciaśniej, jak mógł, chociaż nie mogło to wystarczyć na długo. Wciągnął też marynarkę, zapinając guziki. - Musimy zadbać o dekolt, bo to się marnuje. - wskazał na swoją klatkę piersiową oraz klatkę piersiową Stasia, a właściwie teraz to Stacey.
Anthony uwielbiał dobrą zabawę.
- No raczej. Mnie męczą, a Ciebie nie. Gdzie tu sprawiedliwość? Wiem, że jesteś nieśmiały, ale no Stasiu, masz w sobie na pewno iskrę godną Borignowego ogiera. - odpowiedział mu z westchnięciem, całkiem dyplomatycznie i całkiem nieświadomie tego, jak wyglądało jego życie uczuciowe. On nie wierzył w miłość, nie chciał Pani Borgin, nie chciał właściwie niczego z tego, co było mu dane. Chciał tego, czego mieć nie mógł, takie właśnie było życie kurewsko sprawiedliwie. No chciał też Belle, ale nie mówił o tym nikomu.
- Aha. Nie no, noc młoda, znajdziemy drogę. Jak nie, to niedaleko Pokątnej jest dobry klub z tancerkami. Lou mi pokazał. - wzruszył ramionami, wspaniałomyślnie oferując alternatywę. Znał trochę zabawowe oblicza Londynu, tylko nie był pewien, które się kuzynowi spodobają, a które nie. - Niezła blondynka tam pasuje, bo Ty chyba wolisz blondynki, nie?
Zapytał z ciekawością, bo w sumie nie mógł sobie przypomnieć, za jakimi dziewczynami Stasiu uganiał się w szkole. On sam blondynki lubił najmniej, zwykle były dość wysokie i chude, nie miały też tak pełnego biustu, jak mogłyby mieć. Dodatkowo czystokrwiste czarownice zawsze kojarzyły mu się z ciemnymi włosami.
Klaun był obrzydliwy. Kto w ogóle robi takie niedorzeczne żarty? Ani to śmieszne, ani przyjemne. W pierwszej chwili miał ochotę go podpalić, bo młody Borgin miał szczególną słabość do płomieni, ale potem wydarzyła się tak nieprawdopodobna, fascynująca i śmieszna rzecz, że był skłony wybaczyć. Niezbyt często wybaczał.
- To jest zajebiste, stary! Dar od losu, a nie na spokojnie. Musimy to wykorzystać. - oznajmił, pochłonięty podziwianiem samego siebie, a potem jeszcze Stanleya, na którego nie omieszkał zagwizdać. Zdarzały się gorsze rzeczy niż zamiana w kobietę, nie było więc sensu dramatyzować. - Tylko dobę? - zawył z rozczarowaniem nieco piskliwie, tupiąc nogą tak, że but został na ziemi, a wyszła z niego mniejsza, damska stopa w zbyt dużej skarpetce. Faktycznie, nie wyglądali specjalnie schludnie, zwłaszcza że bez gorsetu to im koszule trochę mogły prześwitywać. Anthony zakrył się więc na biuście, wzdychając z miną męczennicy i odgarniając długie pasmo włosów na plecy.
- Taki byłeś przeciwny, a właśnie nadałeś nam imiona. Przyznaj Stacey, podoba Ci się nowa rola? POWINNYŚMY udać się na zakupy, bo wyglądamy niezbyt godnie. A nadal mamy nazwisko Borgin. Myślisz, że Atreus, Lou i Sauriel by się złapali, gdybyśmy weszły w role? - Antoinette zbliżyła się do kuzynki, obejmując ja ramieniem i puszczając jej oczko, uśmiechnęła się odrobinę złowieszczo. Marynarka zsunęła się jej z jednego ramienia, zakrywając wolną dłoń. - Jak będziemy chodzić, to spadną nam spodnie. - zauważył dyplomatycznie, unosząc rękę do góry i drapiąc się po policzku, schował kosmyk włosów za ucho. Cudownie byłoby tak wkręcić przyjaciół, mieliby za swoje. Dokuczałby im potem przez resztę życia. Czując, jak materiał kołysze mu się na ciele, zapiął pasek najciaśniej, jak mógł, chociaż nie mogło to wystarczyć na długo. Wciągnął też marynarkę, zapinając guziki. - Musimy zadbać o dekolt, bo to się marnuje. - wskazał na swoją klatkę piersiową oraz klatkę piersiową Stasia, a właściwie teraz to Stacey.