08.10.2023, 20:35 ✶
– A, jasne, do treningu to pewnie, tak głupio komuś urżnąć ucho czy coś. Raz zaklęcie zabezpieczające puściło, jak biłam się z bratem, i potem nie byłam pewna, czy ja się bardziej boję, że ręka mi zaraz odpadnie, czy że jak odpadnie, to nie dam rady tego ukryć przed matką… Ale lepiej grozić tymi nie stępionymi – odparła Brenna, uśmiechając się, tym razem już szeroko, i ten uśmiech nie obejmował tylko ust, ale sięgał też oczu.
W Dolinie Godryka zapewne było trochę oberwanych dzieci. Ani nie wszyscy mugole, ani nie wszyscy czarodzieje byli bogaci… ale fakt, ciężko było znaleźć tutaj dzieciaki faktycznie potrzebujące tego, aby cyrk porwał je i wywiózł gdzieś w siną dal. Brenna nie wyglądała jeszcze tak źle – była względnie czysta i nie wydawała się niedojadać – ale prezentowała się raczej jak gówniara z jakiegoś domu, gdzie jest zbyt wiele dzieci, i za mało czasu i pieniędzy dla nich wszystkich niż jedyna córka dziedzica rodu z nienaruszalnego dwudziestki ósemki.
Był to przypadkiem chyba jedyny ród czystej krwi, gdy nikogo nie dziwiło sięganie czasem najpierw po pięść, nie po różdżkę, a miecz wiszący nad kominkiem otaczano niemalże nabożną czcią.
– Bren – przedstawiła się, mocno ściskając jego rękę. Dziecięca dłoń była pokryta drobnymi odciskami, jak zawsze, gdy wracała do domu i zyskiwała okazję robienia tych wszystkich rzeczy, na które nie pozwalali w Hogwarcie. – A noży już używasz? – spytała, obracając się znowu ku kolekcji. One w końcu niekoniecznie wymagały szermierki…
– Hm… no ten jest beznadziejny, on ma ładnie wyglądać, a ten nie nadaje się do bicia, tylko do rzucania… z mieczy to najlepszy będzie ten, bo ten obok ma niewygodną rękojeść, a z noży to totalnie ten – oceniła krytycznie. Jej umiejętności rzemieślnicze były beznadziejne, ale wiedziała, co jest dobre do treningów. I… oczywiście, jako „ten najlepszy” nóż wskazała ulubioną broń Flyna. Kompletnie nieświadoma, do kogo ta wcześniej należała. – Serio? Pewnie, że tak! – ucieszyła się szczerze. Oczywiście, Bell miał nad nią ogromną przewagę – był zwyczajnie starszy, dużo wyższy i silniejszy. Tak naprawdę jedyny moment, gdy mogłaby z nim wygrać w tym wieku, to wykorzystując element zaskoczenia. Ale pokazanie mu paru sztuczek z mieczem w zamian za pokazanie kilku sztuczek z nożami? To był już dobry interes, zwłaszcza, że Brenna właściwie ćwiczyła wyłącznie ze starszym bratem. Czasem z kuzynką. To w pewnym momencie – a przecież tłukli się między sobą od ośmiu lat mniej więcej – stało się nieco nazbyt przewidywalne. – I nie potrzebujesz forów. Przecież jesteś koszmarnie wielki. Prawie jak mój tata.
W Dolinie Godryka zapewne było trochę oberwanych dzieci. Ani nie wszyscy mugole, ani nie wszyscy czarodzieje byli bogaci… ale fakt, ciężko było znaleźć tutaj dzieciaki faktycznie potrzebujące tego, aby cyrk porwał je i wywiózł gdzieś w siną dal. Brenna nie wyglądała jeszcze tak źle – była względnie czysta i nie wydawała się niedojadać – ale prezentowała się raczej jak gówniara z jakiegoś domu, gdzie jest zbyt wiele dzieci, i za mało czasu i pieniędzy dla nich wszystkich niż jedyna córka dziedzica rodu z nienaruszalnego dwudziestki ósemki.
Był to przypadkiem chyba jedyny ród czystej krwi, gdy nikogo nie dziwiło sięganie czasem najpierw po pięść, nie po różdżkę, a miecz wiszący nad kominkiem otaczano niemalże nabożną czcią.
– Bren – przedstawiła się, mocno ściskając jego rękę. Dziecięca dłoń była pokryta drobnymi odciskami, jak zawsze, gdy wracała do domu i zyskiwała okazję robienia tych wszystkich rzeczy, na które nie pozwalali w Hogwarcie. – A noży już używasz? – spytała, obracając się znowu ku kolekcji. One w końcu niekoniecznie wymagały szermierki…
– Hm… no ten jest beznadziejny, on ma ładnie wyglądać, a ten nie nadaje się do bicia, tylko do rzucania… z mieczy to najlepszy będzie ten, bo ten obok ma niewygodną rękojeść, a z noży to totalnie ten – oceniła krytycznie. Jej umiejętności rzemieślnicze były beznadziejne, ale wiedziała, co jest dobre do treningów. I… oczywiście, jako „ten najlepszy” nóż wskazała ulubioną broń Flyna. Kompletnie nieświadoma, do kogo ta wcześniej należała. – Serio? Pewnie, że tak! – ucieszyła się szczerze. Oczywiście, Bell miał nad nią ogromną przewagę – był zwyczajnie starszy, dużo wyższy i silniejszy. Tak naprawdę jedyny moment, gdy mogłaby z nim wygrać w tym wieku, to wykorzystując element zaskoczenia. Ale pokazanie mu paru sztuczek z mieczem w zamian za pokazanie kilku sztuczek z nożami? To był już dobry interes, zwłaszcza, że Brenna właściwie ćwiczyła wyłącznie ze starszym bratem. Czasem z kuzynką. To w pewnym momencie – a przecież tłukli się między sobą od ośmiu lat mniej więcej – stało się nieco nazbyt przewidywalne. – I nie potrzebujesz forów. Przecież jesteś koszmarnie wielki. Prawie jak mój tata.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.