• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
« Wstecz 1 2 3
[ 25Maj1972] Kiedy dziewczyna, którą lubisz, lubi Twojego przyjaciela | Brenna x Tony

[ 25Maj1972] Kiedy dziewczyna, którą lubisz, lubi Twojego przyjaciela | Brenna x Tony
Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#5
08.10.2023, 20:40  ✶  
Siedzenie za biurkiem nie pasowało do Brenny równie mocno, co do Atreusa. Byli na świecie ludzie, którzy działali i ta dwójka należała do takowych. Lubił w nich ten zapał i energię, u Brenny był to jeden z powodów, dla których tak się nią interesował. Westchnął do swoich myśli, przesuwając spojrzeniem po izbie, w której sie znalazł. Ten departament miał teraz chyba najwięcej pracy, wydarzenia z Beltane dosłownie dawały "popalić". Czy żałował, że go to wszystko ominęło? Może trochę. Wtedy miałby szansę ukraść Longbottomównie wianek. Tamtego wieczoru były jednak sprawy, którymi musiał się niezwłocznie zająć, niedotyczące niczego poza nim samym. Czasami takowe miewał, nie wszystko sprowadzało się do wojny, Lodra Voldemorta czy obowiązków ciążących na nim, jako na dziedzicu rodu. Czasem był naprawdę wściekły, że urodził się, jako pierwszy i był na to wszystko skazany. Rodzina chciała przeżyć życie i dokonać jego wyborów, ale alternatywą było przecież wydziedziczenie.
- Trochę mamy, ale nijak to się ma do waszego natłoku obowiązków. Mam nadzieję, że nie zapominasz o odpoczynku. Obydwoje z Atreusem jesteście nadgorliwie aktywnymi z grupy uderzeniowej i aurorami. - wzruszył ramionami i przez chwilę chciał poszukać Bulstrode wzrokiem, ale ostatecznie jego spojrzenie wcale nie uciekło ze śliicznej twarzy Brenny. Skubana. Była najładniejszą dziewczyną, jaką widział i jak na złość, gdy on chciał zainteresowania jednej, konkretnej osoby, nie mógł mieć. Parszywa niesprawiedliwość. Nie mógł jednak mówić tego głośno. - A ja nadal mam kartę, którą mi dałaś. To mój talizman. - powiedział z westchnięciem, klepiąc kieszeń marynarki. Faktycznie tak było. Cholera, czy on w ogóle kiedyś jawnie Brennie nakłamał? A ona nadal patrzyła na niego czasem w sposób, jakby był zarazą. Nie wspominając o unikaniu na stołówce, chłodzie i wszystkim innym, co było demotywujące, ale Antek był uparty. Wiedział, gdy ludzie go nie lubili, to była rzecz typowa dla komorników, bo ich nie lubił prawie nikt.
Przytaknął, spojrzał na swój sygnet, a potem znów na nią i zaczął mówić to, o czym się dowiedział od Staszka, a co był pewien, jej się nie spodoba. I miał nadzieję, że nie było prawdą, bo chyba by dostał ataku serca, gdyby Atreus nagle z Brenną się związał.
- Ja w to oczywiście nie wierzę, nie jesteś taka. Pewnie mało kto w to wierzy, mój szanowny przyjaciel to atencyjny babiarz. - powiedział prędko, unosząc dłonie w obronny geście. Zawsze bronił i wierzył szczerze w jej dobre imię, nie była taka, jak większość nachalnych i łatwych kobiet, z którymi dobrze urodzeni czarodzieje mieli do czynienia. Brenna była po prostu Brenną, jedyną w swoim rodzaju. Trochę się zaniepokoił, jak zakrztusiła się kawą, ale nie zareagował, nie chciał jej bardziej rozgniewać.
Wyglądała na złą, zamyśloną i trochę w potrzasku, jakby nie wiedziała, co ma zrobić. Nie, jakby to, co chciała zrobić, kłóciiło się z tym, co powinna zrobić? Przyglądał się jej więc w milczeniu, wiedząc, że nie ma prawa się wtrącać, ale pięści go trochę zaswędziały, że tak o niej mówili. Uniósł brwi, gdy zawołała i zgłosiła się na dodatkowe patrole, kręcąc głową. Con za głupia baba, wykończy się! Jeszcze pewnie na nokturnie albo w innym podejrzanym miejscu, bo Brenna przecież nie mogła wybrać spacerku po parku, nie byłaby sobą. Mógł chronić po cichu finanse ich rodziny, ale jak niby miał ją obronić przed stadem ludzi, którzy chcieliby ją skrzywdzić. Przeklął w myślach paskudnie, zwilżając jednak wargi i wbijając wzrok w stół, kosmyk włosów spłynął mu na czoło, uwolniony z ułożonej fryzury.
- Nie szkodzi. - odparł krótko, bo co miał jej powiedzieć? Wyprostował się, kładąc dłonie na kolanach i wbił w nią spojrzenie. Łagodne i jakieś troskliwe, jak to zwykle na nią spoglądał, już od tych walentynek w schowku. Wyglądała jeszcze ładniej, gdy była uśmiechnięta, Tosiek mógłby przysiąc, że odrobinę zaróżowiły mu się policzki, więc chrząknął, spoglądając gdzieś na jej dłonie.
- Ty mnie w ogóle nie słuchasz, co? - zapytał retorycznie, wznosząc spojrzenie do nieba. Nigdy go nie słuchała lub przeinaczała to, co mówił. Nie chciała go słuchać, wiedział, a jednak pomimo tego poczuł zirytowanie i żal. Bo nie zrobił jej absolutnie niczego złego, czym mógłby sobie na takie lekceważenie zasłużyć. - Nie przyszedłem tu dlatego, że martwię się o Atre. Uważam, że nie jesteś kobietą, która napastowałaby kokolwiekc — niezależnie od kalendarza. I nie zasługujesz, żeby ktokolwiek tak o Tobie mówił. Jesteś ponadto, Panno Longbottom. Dlatego właśnie Ci powiedziałem.
Wyjaśnił ze wzruszeniem ramion i odrobiną zrezygnowania w głosie. Podniósł na nią spojrzenie, raz jeszcze przesunął po jej twarzy, zatrzymując się nieco dłużej na jej oczach. Uśmiechnął się szczerze, w sposób wciąż przypominający ten, w który uśmiechał się w Hogwarcie. Nie zamierzał jej robić wyrzutów, nie chciał się na nią wściekać. - Pójdę już, jesteś pewnie bardzo zajęta. Uważaj na siebie, na tych patrolach i w ogóle, dobra? Gdybyś czegokolwiek potrzebowała — tak, wiem, wiem, nigdy nie będziesz. - to wiesz, gdzie mnie szukać.
Zaczął wstawać, poprawiając rękawy marynarki. Nie mógł się jakoś zebrać, żeby spojrzeć jej w oczy, nie chciał, żeby dostrzegła rzeczy, których nie powinna. Dopóki fascynacja, ba, uczucie do Brenny było destrukcyjne tylko dla niego, mógł to znieść.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Ian Borgin (1848), Brenna Longbottom (1904)




Wiadomości w tym wątku
[ 25Maj1972] Kiedy dziewczyna, którą lubisz, lubi Twojego przyjaciela | Brenna x Tony - przez Anthony Ian Borgin - 09.09.2023, 23:32
RE: [ 22Maj1972] Kiedy dziewczyna, którą lubisz, lubi Twojego przyjaciela | Brenna x Tony - przez Brenna Longbottom - 09.09.2023, 23:43
RE: [ 25Maj1972] Kiedy dziewczyna, którą lubisz, lubi Twojego przyjaciela | Brenna x Tony - przez Anthony Ian Borgin - 10.09.2023, 00:16
RE: [ 25Maj1972] Kiedy dziewczyna, którą lubisz, lubi Twojego przyjaciela | Brenna x Tony - przez Brenna Longbottom - 10.09.2023, 00:30
RE: [ 25Maj1972] Kiedy dziewczyna, którą lubisz, lubi Twojego przyjaciela | Brenna x Tony - przez Anthony Ian Borgin - 08.10.2023, 20:40
RE: [ 25Maj1972] Kiedy dziewczyna, którą lubisz, lubi Twojego przyjaciela | Brenna x Tony - przez Brenna Longbottom - 08.10.2023, 21:00

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa