Pytał jej, czy lubi przewodzić. Czy lubi kontrolować i być w kontroli. Wieść prym, czy może się poddawać. I choć jej nie znał - już poznał ją z dwóch stron. Z jednej strony chciała być świadoma tak swoich słów, swego ciała, jak i swoich myśli. Nie chciała zostać przez nie zdradzona i przez to też zdradzić. Zrobić zły ruch do przodu pod wpływem obcego wpływu (choćby alkoholu), żeby potem nagle być zmuszoną do zrobienia paru kroków w tył. Nie przeszkadzało jej jednak to, żeby to jego dłonie ją prowadziły. Wyznaczała swoją granicę, która tutaj się załamała i sprawiła, że odległość między dwójką ludzi zamieniła się w nicość. I nastała cisza. Przerywana śpiewem ptaków, absolutnie słodka cisza. Laurent spoglądał na piękną Elaine, która była mu dzisiaj towarzyszką odrywającą od codzienności i przypominającą o tym, że czas można spędzać na tak wiele różnych sposobów zapierających dech w piersiach, że naprawdę wszystko, co złe, nie miało znaczenia. Zbierz to wszystko w pusty koszyk, skoro i tak wszystkie dobroci były wyłożone tutaj, a te najlepsze kryły się w oczach istoty o rudych włosach. Nie było między nimi teraz większych poruszeń, słowa też przez moment stały się zbędne, kiedy wszystkie tajemnice i sekrety przekazywane były przez oczy. Zwierciadła duszy. Nie potrafisz czytać liter. Potrafisz czytać z ducha? Wyglądała teraz tak, jakby potrafiła, albo przynajmniej chciała się nauczyć, więc Laurent nie przerywał, uśmiechając się ciepło.
Uniósł lekko brwi w przyjemnym zdziwieniu, kiedy oświadczyła, że jest ciekawą osobą, przysunęła się i znalazła jeszcze bliżej... więc pochylił się, żeby złożyć całusa na jej usteczkach. Niemal roześmiał się przy tym w głos, jak z jakiegoś psikusa, bo to był prawdziwie niemalże niewinny całusek, muśnięcie jej warg, jakie dzieci w szkole potrafiły sobie dawać z czystej sympatii, albo którego dawało się mamie na dobranoc. I przy tym odsunął się szybko, żeby spojrzeć na jej reakcję, ale jednocześnie wcale nie daleko. Wrócili do punktu wyjścia, można było rzec.
- Nie nazwałbym siebie wybitnym tancerzem, aczkolwiek... - Wypił łyka herbaty i podniósł się, żeby wyciągnąć zapraszająco do Elaine dłoń. - Postaram się dać z siebie wszystko. - Przyobiecał. - Jeśli tylko pozwolisz mi siebie poprowadzić. - I oddasz tę kontrolę, którą lubiłaś i której, jak mówiłaś potrzebowałaś. Ale w końcu to była kontrola na zupełnie innym poziomie, kiedy samemu można było kontrolować swoje ruchy i zawsze się odsunąć, czyż nie? To nie był ten sam bezwład i ograniczenie wolności, o jakim wtedy rozmawiali. A jednak Laurent ciągle miał to w swojej pamięci i grało to w jego głowie.