09.10.2023, 01:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.10.2023, 01:11 przez Pandora Prewett.)
Nienawidziła się spóźniać, a przez tę kobietę oczywiście tak się stało! Całe szczęście, że nie mieszkały razem każdego dnia, bo jak świat kochała, tak trafiłaby do Azkabanu za matkobójstwo. Prychnęła na nią jeszcze na odchodne, po tym, jak przez dwie godziny na jej durnym przyjęciu musiała być perfekcyjną, niesamowicie nudną córką. A prawdziwa, dobra zabawa czekała w Dolinie, gdzie miało być mnóstwo bliskich jej osób. Jak mogłaby zrezygnować z takiego wieczoru? Owszem, Pandora miała napięty grafik przez wszystkie swoje zlecenia oraz wykopaliska, ale zawsze starała się coś wymyślić. Gdy dostrzegła tarcze zegara w holu ich posiadłości, pokręciła głową z niedowierzaniem i teleportowała się, ignorując już nagląca potrzebę przebrania się z tej cholernej sukienki.
Pojawiła się ze świstem, mając zamknięte oczy, bo w pierwszych sekundach uczucie towarzyszące żołądkowi po teleportacji nie było wcale przyjemne. Świeże powietrze omiotło jej twarz, brunetka uśmiechnęła się lekko, czując na skórze przyjemny dreszczyk, pobudzający. Po tym paskudnie nudnym wieczorku przypominało to rześką kąpiel. Rozmaite zapachy niesione przez kołyszący materiałem różowej sukienki wiatr, wdzierały się jej do nosa. Pachniało już latem. Uniosła dłoń, wyciągając z włosów ozdobną spinkę i pozwalając, aby te rozsypały się po plecach i ramionach, ruszyła do przodu, spinkę wrzucając do niewielkiej torebki, którą miała.
Zejście z małego wzgórza na szpilkach okazało się wyzwaniem, szczególnie gdy interesowało ją wszystko dookoła, tylko nie pod własne nogi. Zapatrzyła się właśnie na jednego z gości, gdy straciła równowagę i brzydko przeklęła pod nosem, czując, jak leci w dół. Los chciał, że jej ofiarą padł Czarodziej - chyba równie zszokowany co ona, chociaż on przynajmniej nie zgubił butów, co przy szpilkach nie było jakieś trudne. Spojrzała na niego z góry przepraszająco, kręcąc głową.
- Przepraszam Pana bardzo, to wszystko przez moją matkę. I te cholerne buty! A buty podobno mają zaprowadzać do dobrych miejsc i wspomnień, nie przekształcać w taran. Nic się Panu nie stało?- wyjaśniła z bezradnym wzruszeniem ramion, mając tylko nadzieję, że nie zrobiła mu krzywdy i nie był jakimś zadufanym w sobie snobem, który pozwałby ją i skończyłaby w Azkabanie za zamach na urzędnika czy coś podobnego. Dziewczyna przyglądała mu się chwilę, zanim oprzytomniała i spróbowała okiełznać warstwy tiulu, aby wstać i poczuć pod stopami trawę, bo nawet nie pomyślała o szukaniu zagubionych butów. Pięknie, nie dość, że się spóźniła, to wyglądała jak wyrób cukierniczy i już się na kogoś wywaliła. A wszystko przez Ayday. - Widzi Pan, chociaż staranowała Pana miękka beza z tiulu, a nie jakaś nadziana szpikulcami... - urwała, jakby nie mogła znaleźć słowa, pokręciła znów głową, zaciskając w dłoniach lekkie warstwy materiału. Podniosła spojrzenie na towarzyszącą mu parę i uśmiechnęła się jedynie bezradnie, jakby nie mogła nic więcej zrobić i poradzić na tę wywrotkę. Swoją drogą, blondynka była naprawdę zjawiskowa. Zwilżyła wargi, wciąż pokryte szminką.
Gdy udało się im w końcu wstać, poprawiła sukienkę i omiotła ich wzrokiem, uśmiechając się przyjaźnie. Turczynka wcale nie wyglądała, jakby wywalenie się i staranowanie drugiego człowieka było końcem świata i jej wizerunku. Ruchem głowy odrzuciła brązowe pasma włosów na plecy.
- Pandora, miło mi. - przedstawiła się przy okazji, a potem rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu swoich butów. Gdy tylko je znajdzie, musi znaleźć Laurenta, Hjalmara i pozostałych, którzy mogli tu być. Ba, pewnie na nią czekali, a stęskniła się za nimi wszystkimi potwornie.
Pojawiła się ze świstem, mając zamknięte oczy, bo w pierwszych sekundach uczucie towarzyszące żołądkowi po teleportacji nie było wcale przyjemne. Świeże powietrze omiotło jej twarz, brunetka uśmiechnęła się lekko, czując na skórze przyjemny dreszczyk, pobudzający. Po tym paskudnie nudnym wieczorku przypominało to rześką kąpiel. Rozmaite zapachy niesione przez kołyszący materiałem różowej sukienki wiatr, wdzierały się jej do nosa. Pachniało już latem. Uniosła dłoń, wyciągając z włosów ozdobną spinkę i pozwalając, aby te rozsypały się po plecach i ramionach, ruszyła do przodu, spinkę wrzucając do niewielkiej torebki, którą miała.
Zejście z małego wzgórza na szpilkach okazało się wyzwaniem, szczególnie gdy interesowało ją wszystko dookoła, tylko nie pod własne nogi. Zapatrzyła się właśnie na jednego z gości, gdy straciła równowagę i brzydko przeklęła pod nosem, czując, jak leci w dół. Los chciał, że jej ofiarą padł Czarodziej - chyba równie zszokowany co ona, chociaż on przynajmniej nie zgubił butów, co przy szpilkach nie było jakieś trudne. Spojrzała na niego z góry przepraszająco, kręcąc głową.
- Przepraszam Pana bardzo, to wszystko przez moją matkę. I te cholerne buty! A buty podobno mają zaprowadzać do dobrych miejsc i wspomnień, nie przekształcać w taran. Nic się Panu nie stało?- wyjaśniła z bezradnym wzruszeniem ramion, mając tylko nadzieję, że nie zrobiła mu krzywdy i nie był jakimś zadufanym w sobie snobem, który pozwałby ją i skończyłaby w Azkabanie za zamach na urzędnika czy coś podobnego. Dziewczyna przyglądała mu się chwilę, zanim oprzytomniała i spróbowała okiełznać warstwy tiulu, aby wstać i poczuć pod stopami trawę, bo nawet nie pomyślała o szukaniu zagubionych butów. Pięknie, nie dość, że się spóźniła, to wyglądała jak wyrób cukierniczy i już się na kogoś wywaliła. A wszystko przez Ayday. - Widzi Pan, chociaż staranowała Pana miękka beza z tiulu, a nie jakaś nadziana szpikulcami... - urwała, jakby nie mogła znaleźć słowa, pokręciła znów głową, zaciskając w dłoniach lekkie warstwy materiału. Podniosła spojrzenie na towarzyszącą mu parę i uśmiechnęła się jedynie bezradnie, jakby nie mogła nic więcej zrobić i poradzić na tę wywrotkę. Swoją drogą, blondynka była naprawdę zjawiskowa. Zwilżyła wargi, wciąż pokryte szminką.
Gdy udało się im w końcu wstać, poprawiła sukienkę i omiotła ich wzrokiem, uśmiechając się przyjaźnie. Turczynka wcale nie wyglądała, jakby wywalenie się i staranowanie drugiego człowieka było końcem świata i jej wizerunku. Ruchem głowy odrzuciła brązowe pasma włosów na plecy.
- Pandora, miło mi. - przedstawiła się przy okazji, a potem rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu swoich butów. Gdy tylko je znajdzie, musi znaleźć Laurenta, Hjalmara i pozostałych, którzy mogli tu być. Ba, pewnie na nią czekali, a stęskniła się za nimi wszystkimi potwornie.