09.10.2023, 02:20 ✶
Bertie kręcił się to tu, to tam, zagadując mugoli. Aktualna sytuacja byłą dla niego niczym przedwczesna gwiazdka i korzystał z niej niemal pełnymi garściami. Bo przecież jakżeby mógł inaczej? Oto miał okazję uzyskać odpowiedzi na wszelkie gnębiące go pytania (głównie kulinarne i dotyczące mugolskich pojazdów) bez wzbudzania jakichkolwiek podejrzeń w magicznym społeczeństwie czy zgłaszania jego zainteresowania odpowiednim organom działania.
Właśnie dyskutował o sposobach przetwarzania produktów mleczarskich, kiedy poczuł jak coś w otoczeniu zmienia się znacznie. Znaczy, w sumie to nie zmieniło się absolutnie nic, ale według Bertiego właśnie zatrząsł się cały jego świat mentalny, tym bardziej kiedy rozejrzał się dookoła i jego spojrzenie padło na sylwetkę Alastora.
Bott uśmiechnął się grzecznie do swojego rozmówcy, pokiwał głową ze zrozumieniem, a potem bardzo zgrabnie zakończył wątek, oferując mężczyźnie magiczną fasolkę. Ten trafił na tę, która sprawia że para idzie ci z uszu, co było natomiast idealnym momentem do ewakuacji. Bertie zaśmiał się więc, poklepał rozmówcę po plecach, zapewniając że zaraz minie, wręczył mu paczkę cukierków, a potem odwrócił się i ruszył w kierunku swojego celu.
Szedł jak po sznurku, sprawnie wymijając ewentualne grupki ludzi dzielące go od Moody'ego, wyciągając krok w wyraźnym podekscytowaniu, w sumie to przez pewien czas w ogóle nie zauważając, że znajdowała się obok niego Eden. Na tę spojrzenie trafiło dopiero w momencie, gdy znajdował się praktycznie obok, a oni też już znajdowali się zaledwie parę większych kroków od stołów. Uśmiechnął się do nich i zamknął Alastora w mocnym uścisku.
- Jak dobrze was widzieć! - oznajmił jowialnie, kiedy już puścił Alka i spojrzał na towarzyszącą mu Lestrange. - Eden - bo chyba mogli już sobie mówić po imieniu? - Nie spodziewałem się ciebie tutaj, ale to wcale nie znaczy, że mniej cieszy mnie twoja obecność. Nawet przeciwnie - uśmiechnął się do niej szeroko. Miał zamiar zaproponować im jedną z przyniesionych nalewek, albo owocową tarte, albo naręcze fasolek wszystkich smaków, ale w ręce wpadła mu jakaś czarownica.
Dosłownie w sumie, bo wypadła z butów i runęła do przodu, a Bertie widząc kątem oka ruch, wyciągnął w jej kierunku dłonie, chcąc uratować ją od niechybnego upadku.
- Jeszcze nie spotkałem się z tym, żeby ktoś dosłownie wyskoczył z butów na mój widok - zażartował, patrząc jednak na nią z troską, a potem na wspomniane przez nie buty. - Ale ale, wszystko z panienką w porządku? Kostka na miejscu? proszę się o mnie absolutnie nie martwić - objął ją pewnie, pomagając pozbierać się po upadku i stanąć na nogi.
- Ah, beza. Jeden z moich ulubionych deserów - i wyglądało na to, jakby rzucił to absolutnie szczerze, mając na myśli oczywiście wybór cukierniczy. - Proszę mi mówić Bertie. Mnie również niezmiernie miło - uśmiechnął się do Pandory ciepło, mówiąc do niej trochę z taką miną, jakby spotkanie jej było najlepszą rzeczą, jaka mu się w życiu przytrafiła, ale prawdę mówiąc Bertie wyglądał tak często. - Może poszukamy twoich butów? Bo chodzenie boso po trawie może być przyjemne, szczególnie pod koniec maja, ale kiedy zrobi się chłodniej, może to skutkować przeziębieniem. Niestety, ale wiem co mówię.
Właśnie dyskutował o sposobach przetwarzania produktów mleczarskich, kiedy poczuł jak coś w otoczeniu zmienia się znacznie. Znaczy, w sumie to nie zmieniło się absolutnie nic, ale według Bertiego właśnie zatrząsł się cały jego świat mentalny, tym bardziej kiedy rozejrzał się dookoła i jego spojrzenie padło na sylwetkę Alastora.
Bott uśmiechnął się grzecznie do swojego rozmówcy, pokiwał głową ze zrozumieniem, a potem bardzo zgrabnie zakończył wątek, oferując mężczyźnie magiczną fasolkę. Ten trafił na tę, która sprawia że para idzie ci z uszu, co było natomiast idealnym momentem do ewakuacji. Bertie zaśmiał się więc, poklepał rozmówcę po plecach, zapewniając że zaraz minie, wręczył mu paczkę cukierków, a potem odwrócił się i ruszył w kierunku swojego celu.
Szedł jak po sznurku, sprawnie wymijając ewentualne grupki ludzi dzielące go od Moody'ego, wyciągając krok w wyraźnym podekscytowaniu, w sumie to przez pewien czas w ogóle nie zauważając, że znajdowała się obok niego Eden. Na tę spojrzenie trafiło dopiero w momencie, gdy znajdował się praktycznie obok, a oni też już znajdowali się zaledwie parę większych kroków od stołów. Uśmiechnął się do nich i zamknął Alastora w mocnym uścisku.
- Jak dobrze was widzieć! - oznajmił jowialnie, kiedy już puścił Alka i spojrzał na towarzyszącą mu Lestrange. - Eden - bo chyba mogli już sobie mówić po imieniu? - Nie spodziewałem się ciebie tutaj, ale to wcale nie znaczy, że mniej cieszy mnie twoja obecność. Nawet przeciwnie - uśmiechnął się do niej szeroko. Miał zamiar zaproponować im jedną z przyniesionych nalewek, albo owocową tarte, albo naręcze fasolek wszystkich smaków, ale w ręce wpadła mu jakaś czarownica.
Dosłownie w sumie, bo wypadła z butów i runęła do przodu, a Bertie widząc kątem oka ruch, wyciągnął w jej kierunku dłonie, chcąc uratować ją od niechybnego upadku.
- Jeszcze nie spotkałem się z tym, żeby ktoś dosłownie wyskoczył z butów na mój widok - zażartował, patrząc jednak na nią z troską, a potem na wspomniane przez nie buty. - Ale ale, wszystko z panienką w porządku? Kostka na miejscu? proszę się o mnie absolutnie nie martwić - objął ją pewnie, pomagając pozbierać się po upadku i stanąć na nogi.
- Ah, beza. Jeden z moich ulubionych deserów - i wyglądało na to, jakby rzucił to absolutnie szczerze, mając na myśli oczywiście wybór cukierniczy. - Proszę mi mówić Bertie. Mnie również niezmiernie miło - uśmiechnął się do Pandory ciepło, mówiąc do niej trochę z taką miną, jakby spotkanie jej było najlepszą rzeczą, jaka mu się w życiu przytrafiła, ale prawdę mówiąc Bertie wyglądał tak często. - Może poszukamy twoich butów? Bo chodzenie boso po trawie może być przyjemne, szczególnie pod koniec maja, ale kiedy zrobi się chłodniej, może to skutkować przeziębieniem. Niestety, ale wiem co mówię.