Wciąż była tutaj nowa dla części osób pracujących przy wykopaliskach. Fakt, że nie mogła być przy znalezieniu ruin jej nie deprymował – ot, tak musiało być. Co prawda była już wtedy w Anglii, ale musiała jeszcze załatwić kilka innych spraw nim mogła się bez przeszkód oddać swojej pracy. To był ledwie ułamek dni, ale wystarczający by zrobił różnicę. Lecz nie było to istotne – bo teraz już tutaj była i akurat miała czas by asystować Pandorze. Była drugim medykiem grupy, mogła więc nieco odciążyć Nell i przypilnować przy specjaliście od mechanizmów, by nie zadziało się nic złego, a jeśli się zadzieje – to by móc szybko temu zaradzić.
Ginny spięła włosy w wysoki koński ogon, bardzo delikatnie umalowała oczy i ubrana w ciemne spodnie i luźną, wzorzystą koszulę wpuszczoną w spodnie, z większą torebką wypełnioną narzędziami przydatnymi dla medyka weszła do namiotu. Pandora już tam była, a nęcący zapach kawy rozlewał się wokół. Ginevra uwielbiała ten zapach. Tak jak uwielbiała kawę – czarną i gorzką.
- Cześć – przywitała się z dziewczyną i uśmiechnęła się do niej ciepło, a potem uścisnęła jej dłoń. - Dziękuję, ty również – odpowiedziała jej bliska roześmiana się, na co wskazywały przymrużone jasnobrązowe oczy. Chyba natknęła się na promyczka wesołości – czyli całkowite przeciwieństwo cynicznego i kpiącego ze wszystkiego Cathala. - Ginevra, ale możesz mi mówić Ginny – przedstawiła się Pandorze, a potem rozświetliły się jej oczy. - Kocham kawę – i to miłością wierną i czystą. Bez obrazy jednak dla Anglików, uważała że na kawie to się nie znają za nic. Na herbatach może i tak, ale specjalistami od kawy to nie byli. I całe szczęście, że wiedząc o tym, zabrała z Egiptu cały zapas kawy, teraz szczelnie zamknięty w domu pod Londynem. Tutaj na wykopaliskach miała tylko jedną puszkę, z którą rzecz jasna nie chodziła po obozowisku.
Dała się pociągnąć Pandorze do stolika, kompletnie nie protestowała, ani się nie skrzywiła, nic z tych rzeczy. Za to od razu sięgnęła po drugi kubek i zbliżywszy go do nosa już wiedziała, że to nie będzie standardowa serwowana przez typowych Anglików lura. Ale Pandora też wyglądała na Angielkę w równym stopniu co sama Ginny: czyli tak sobie. Zrobiła łyka i aż się rozmarzyła.
- Tego mi brakowało – nie to żeby nie potrafiła kawy sobie zaparzyć, bo oczywiście, że umiała. Raczej chodziło o to, kiedy ktoś inny parzy ją dla ciebie. - Faktycznie przepyszna. Nawet nie wiesz jak mi brakuje dobrej kawy – wystarczyło iść do kawiarni i dostać coś, co kawę tylko przypominało. Ginny mówiła z akcentem, jeśli nie po wyglądzie, to po tym dało się łatwo poznać, że nie była stąd. - Jestem magimedykiem – wyjaśniła dziewczynie swój powód bycia tutaj - Ale prócz tego jestem historykiem i specjalizuję się we wróżbach, przepowiedniach i szyfrach – dodała i uśmiechnęła się do Pandory, sięgając po drożdżówkę. Nie przeszkadzał jej sposób bycia Prewettówny, sama była pozytywnie nastawiona do świata i ludzi, czasami niektórym matkowała, ale ogólnie była bardzo otwartą i pozytywnie nastawiona do świata i ludzi osobą. - A ty? Słyszałam, że znasz się na mechanizmach – zagadnęła.