Kontrola ma różne oblicza, a w przypadku Elaine ona tylko lubi być świadoma tego, co robi, z kim robi i jak. Nie chciała przypadkiem wybudzić drzemiącej w niej bestii i skrzywdzić osobę, na której jej w pewnym sensie zależało. Nie znali się, to był fakt, ale nie przeszkadzało jej to, aby Laurenta umieścić w swoim sercu, w szufladce: nie krzywdzić, dbać, strzec przed bestią. Oczywiste było to, że obcych ludzi też nie chciała krzywdzić, ale bardziej cierpiałaby, gdyby dowiedziała się, że skrzywdziła właśnie tego konkretnego Prewetta. Pozwolić kierować sobą innej osobie było całkowicie innym rodzajem braku kontroli. W takiej sytuacji, gdy to Laurent prowadził jej osobą mogła w każdym momencie powiedzieć dość, stop, przestań niż jak zawładnie nią Sionnach, który skrzywdzi każdego kto nawinie mu się pod rękę.
Ta cisza, która między nimi zapadła była przyjemna, odległość obracająca się w nicość również należała do tych miłych sytuacji, które dzisiaj doświadczała. Obserwowanie otoczenia, patrzenie na ptaki, które podrywają się do lotu i lecą w nieznane, ich śpiew, który był nawet lepszy od nie jednej muzyki puszczanej na występach. Niebo tak piękne, z chmurami układającymi się w naturalne obrazy działające na wyobraźnie. Gdy chłopak niespodziewanie skradł jej całusa w pierwszym odruchu ją odrobinę zamurowało, ale w nie negatywny sposób. Nie wiedziała, że on coś takiego zrobi. Jej policzki pomalowały się na delikatny odcień czerwieni, a ona sama również się zaśmiała. W pierwszym odruchu chciała wrócić na swoje miejsce, ale nie byłaby Elaine Bell, gdyby pozwoliła Laurentowi zdominować tę sytuacje i wywołać u niej zawstydzenie, które mimo wszystko malowało się na jej twarzy. Z łobuzerskim uśmiechem przysunęła się do niego i również musnęła jego usta.
– Pierwsza baza zaliczona – łobuzerskie ogniki pojawiły się w jej oczach, a dziewczyna nie chcąc znowu stracić nad nim przewagi odsunęła się od niego i usiadła trochę dalej patrząc na niego z podobną ciekawością.
Nie straciła humoru, nie była zła, była szczęśliwa i rozweselona, nie do końca wiedząc czego od niej oczekiwał. Widziała ewidentnie, że chciał jej spsocić za to, że zakłócała jego przestrzeń osobistą. Nie jej wina, że przyciągał ją do siebie, miał w sobie naturalny urok, który właśnie działał na nią. Zmrużyła oczy, ale złapała jego dłoń i podniosła się zadzierając delikatnie głową. Co ty planujesz? Zapytała siebie w myślach.
– Spróbuj w takim razie – przysunęła się do niego nie przestając się uśmiechać. Jego zapach był przyjemnie odurzający. Bez muzyki zapewne będzie łatwiej, bo będzie mógł narzucić jej własny rytm, a Elaine zdecydowanie będzie miała utrudniony sposób na zdominowanie jego prowadzenia w tańcu.