Potrzebowała go w swoim życiu, potrzebowała jego głupoty, jego ośmieszania się, potrzebowała jego złośliwości i mądrości. Chciała, aby był przy niej i zawsze robił te swoje Augustowskie rzeczy, których nigdy nie rozumiał. Była zadowolona, że ten mugol zbił mu twarz. Należało się mu, należało mu się to jak psu miska. Za to, że ją wtedy pocałował, za to, że zasugerował jej, że mogą mieć romans, za to, że zrzucił na nią odpowiedzialność za jego uczucia względem niej, za to, że zamiast zająć się żoną wrócił do niej i wywrócił jej serce na lewą stronę uderzając tak mocno, że prawie każdej nocy myślała właśnie o nim – znowu.
Jak skończyła szkołę też o nim myślała, napisała do niego milion listów, że chciałaby się z nim spotkać, że chciałaby mu coś powiedzieć, ale nigdy ich nie wysłała. Leżą nadal w specjalnym pudełku podpisanym jego imieniem pod obluzowaną deską przy łóżku. Jej mały sekret, który zabierze do grobu. I w końcu pogodziła się z tym, że zajął się swoim życiem, że miał żonę i dzieci, a ona zajęła się pracą, eliksirami i jeszcze raz pracą. Nie szukała romansów, nie wchodziła w relacje z mężczyznami, mimo że jacyś zawsze się wokół niej zakręcili gotowi na to, aby uczynić jej życie lepszym.
Miłość do Rookwooda sprawiła, że zniszczyła swoje życie, że nie oddała swojego serca innemu, że zaczęło ono usychać, cierpieć, bo kochała bez możliwości okazania tych emocji. Nie była w stanie odkryć jego myśli, nie była w stanie zrozumieć dlaczego tak bardzo się nad sobą użalał. Mógł mieć wszystko wystarczyło, aby wyciągnął ręce i to złapał. Mógł też mieć ją i w każdym momencie mógł ją sobie zawłaszczyć, wystarczyło, aby nie peszył się jej odtrącaniem, wystarczyło, aby to zignorował i udowodnił jej, że go kocha i obrączka na jego palcu nie jest przeszkodą, aby mogła go mieć.
Jego oczy tak dobre, tak przyjemne, pełen emocji uciekały od niej niczym spłoszona sarna. Nigdy nie potrafiła zrozumieć jego oczu, nigdy nie potrafiła zrozumieć tego kim był. Patrzył pięknie, przyjemnie i dobrze, ale krył w ich ciemności coś złego, czego nie była w stanie zrozumieć, odnaleźć, złapać. Tańczyli odpychanego walca, aby tylko nie odkryć przed sobą zbyt szybko kart, aby ta gra nie zakończyła się zbyt wcześnie. Dłoń mocno zacisnęła na jego własnej; nie patrzyła na niego.
– Bo po prostu zawsze byłeś kretynem, ale świetnie wychodziło ci udawanie? – odpowiedziała mu pytaniem na pytanie. – Przy mnie nie jesteś w stanie udawać – dodała jeszcze z cichym śmiechem.