Do dziadków zawsze podróżowała pociągiem, bo nie potrafiła kłamać, więc po prostu wolała wysiąść na stacji, opowiedzieć mu, że podróż minęła jej długo i męcząco, że się gdzieś musieli zatrzymać na dłużej, bo coś się zepsuło. Lubiła też podróżowanie pociągami nawet jeśli mogła ten etap pominąć i przenieść się tu za pomocą teleportacji. W momencie, gdy zjawiała się u dziadków nie korzystała z magii, nie miała nawet przy sobie różdżki. Mogło to się wydawać głupie, ale dla swoich dziadków chciała być tylko mugolską, aby nie czuli się dziwnie w jej obecności. Dodatkowo bała się, że będą mieli na starość demencję i ich pamięć będzie płatać im figle.
– Wciskam hamulec! – krzyknęła, a jej noga wręcz dusiła pedał hamulca. Nawet próbowała robić to obiema stopami. – Co się na majtki Merlina dzieje!? To tak nie powinno robić, cholera! – była przerażona, gdy przejechali drzewo, które Brenna zaczarowała odetchnęła z ulgą. Traktor zaczął zwalniać, a Avelina odzyskała władzę nad kierownicą. – Wyskakujcie, przenieście się, zróbcie cokolwiek. Spróbuję zatrzymać ten piekielny pojazd! – krzyknęła do nich, próbując manewrować tak, aby ominąć drzewa, ale zaczęło być ich coraz więcej i w końcu uderzyła w jedno z nich zatrzymując się na nim gwałtownie. Szarpnęło ją mocno, ale zaparła się na kierownicy tak, aby nie uderzyć w nic głową. Trochę zabolał ją kark. Traktor zaryczał głośno, zabulgotał i ostatecznie zgasł, a Avelina oparła się o siedzenie z ciężkim westchnięciem. – Jesteście cali? – zapytała z zamkniętymi oczami.