Avery zareagowała dosyć mocno emocjonalnie. Stanley przypomniał jej o tym wszystkim, co zdołała już zapomnieć. Wyparła z pamięci w ogóle fakt o tym, co przydarzyło jej się we śnie kilka lat temu. Teraz to wróciło, a ona znowu zaczęła się bać. Zapewnienia, że drugi mężczyzna z kolejnych snów może wcale nie być niebezpieczny też były raczej średnim pocieszeniem. Będzie musiała jakoś pogodzić się z myślą, że znowu jej się to może przydarzyć. Wiedziała, że to nie będzie nic przyjemnego, musiała się po prostu pogodzić z tym, że może do tego dojść.
Nie była najlepsza w odczytywaniu subtelnych znaków. Zresztą tak bardzo się przejęła, że zdecydowanie nie był to odpowiedni moment. Puściła dłoń Borgina od razu, kiedy zwrócił jej na to uwagę. Przeniosła wzrok, żeby zobaczyć, czy faktycznie zrobiła mu, aż taką krzywdę i dostrzegła ślady paznokci na jego ręce. Trochę ją poniosło. - Przepraszam. - Rzekła zupełnie szczerze, bo nie było to zamierzone. Naprawdę nie chciała mu zrobić krzywdy i był to zupełny przypadek. Miała nadzieję, że on zdaje sobie z tego sprawę.
- Dziękuję, jesteś moim największym wsparciem. - Posłała mu uśmiech, jeden z tych, który był w stanie topić lód. Była mu ogromnie wdzięczna za to, że zawsze znajdował się obok. Pomagał jej z każdym problemem, który pojawiał się na jej drodze. Sama zapewne z większością niedogodności by sobie nie poradziła. Stella bardzo szybko panikowała i zaczynała się bać, że już nic nie będzie się działo po jej myśli. Tym razem było podobnie, układała w głowie najczarniejszy scenariusz, skłonna stwierdzić, że pewnie w przeciągu kilku dni umrze we śnie, chociaż wcale nie było jeszcze takich przypadków. Zupełnie niepotrzebnie panikowała.
- Wspaniale, przy Tobie zawsze się czuję bezpiecznie. - Odetchnęła z ulgą, bo dzięki temu, że będzie spędzał tu noce nie będzie się bała zasnąć, a już tak miała wystarczające problemy ze snem. Często budziła się w nocy i siedziała do rana wpatrując się w sufit. Myślała o siostrze, widok jej ciała w wannie ciągle do niej wracał, niemalże każdego wieczora. Będzie musiała kryć się nieco ze swoją relacją z różowym winem, nie sądziła bowiem, żeby Stanley był zachwycony tym, że co wieczór wypija niemal całą butelkę, ale tym się będzie martwiła później. Póki co, naprawdę cieszyło ją to, że nie będzie musiała być sama. To by ją przytłoczyło.
Miała ogromne szczęście, że wpadła wtedy na Borgina. Los jednak i jej czasami sprzyjał. Może po drodze pojawiło się trochę komplikacji, wierzyła jednak, że pojawiły się one z jakiegoś powodu. Dzięki temu wiedziała, że coby się nie działo, to Stanley zawsze będzie obok, gotowy jej pomóc. Zresztą ona sama nie wyobrażała sobie życia bez niego.
Na całe szczęście Avery nie miała pojęcia o tych wszystkich kłamstwach Borgina, bardzo dobrze szło mu oszukiwanie jej. Ona dzięki temu była spokojna, kto ją tam wie, jakby zareagowała, gdyby poznała prawdę. Pewnie by się jeszcze bardziej załamała, ale to nie moment na rozważanie takich spraw, bo przecież dla niej Stanley był wymarzonym partnerem, grzeczny, ułożony, zawsze ulegał jej prośbom. Niczego więcej w swoim życiu nie potrzebowała.
- Ufam Ci, mam nadzieję, że masz rację. - Zdecydowanie wolałaby, żeby właśnie tak było, żeby ten facet miał dobre zamiary i chciał jedynie przegonić tego pierwszego, chociaż tak naprawdę najlepiej by było, żeby w ogóle się nie pojawiał, a ona nadal miała święty spokój.
- Lepiej, lepiej. Żadnych ziółek, zdecydowanie wolę wino. - Przesunęła swój kieliszek w stronę butelki, która znajdowała się na stole. Zawsze to lepiej wyglądało, jeśli on jej tym razem dolał alkoholu. Czuła się wtedy w pewien sposób wybielona, przecież nie lała sobie sama, nie piła do lustra, wcale nie miała problemu.
- Nie potrzebujesz wsparcia, sam sobie poradzisz? - Skoro jechał w rodzinnych sprawach może potrzebował jakiegoś towarzysza, wolała się upewnić, że tak nie jest, żeby nie było. Skoro on zawsze wyciągał do niej pomocną dłoń nie mogła ignorować jego potrzeb. Nie miała pojęcia, że jedzie tam realizować specjalne zadanie dla Voldemorta.