09.10.2023, 20:04 ✶
Obawiałem się, że jednak Flynn przez te lata o mnie zapomniał, wykreślił ze swojego życia całkowicie, a jego powrót kompletnie nie był uwarunkowany naszą relację. Zapewne lata temu mamiłem się pięknymi wizjami naszego braterstwa, naszej wspólnej przyszłości w cyrku. To wszystko, cały ten czas był tylko ułudą, którą karmiłem dziecięcy umysł, a wszystko potwierdzało mi jedno pytanie - Znowu? Gdyby Flynn był mi bratem, tym bratem-bratem z dawnych lat, to pamiętałby. Na bogów by pamiętał. Pamiętałby wszystko, bo ja pamiętałem o nim.
Ale on nie pamiętał.
Pewnie staczałbym się właśnie w odmętach swojego umysłu, ale Flynn tu był na podłodze i zamierzał się rozwinąć ze swoją niezbyt przyjemną historią. Nie wiem, czy chciałem tego słuchać, szczególnie że opowiadał o swoich... kochankach? Przełknąłem ślinę, bo miałem wrażenie, że się uduszę. Już nawet nie chodziło o to, że robił złe rzeczy, bo od zawsze był narwany, niespokojny, nienasycony. Rozchodziło się o to, że zostawił mnie tu, nas tu zostawił samych sobie i układał sobie życie na nowo, a jak przestało się układać, to wrócił. Uciekł tym razem od niej. I to z całym swoim kolorowym bagażem!
I żałował. Nie mogłem nie usłyszeć, że żałował... Przynajmniej tych niewinnych dusz.
Ech, miałem niezły mętlik w głowie. The Edge przyniósł nam do domu dodatkowe zmartwienia, mi przyniósł. I tak nie było za ciekawie, właściwie próbowałem odnaleźć jakiś ład, stabilizację, ale za każdym razem coś mi umykało, coś się nie stykało, nie domykało. Tully zostawił mnie z tym wszystkim samego, jeszcze nie tak dawno... Jakby wczoraj, a teraz, kiedy jeszcze nie zdążyłem znaleźć złotego punktu, już dochodziły kolejne sprawy. Zadawałem sobie pytania, wcześniej i teraz też. Jak żyć? Jak to ogarniać? Jak nie zginąć?
Czasami miałem wrażenie, że to jakiś żart, zły sen, że to wszystko, cały ten cyrk spoczął na moich barkach. Czemu ja? Dlaczego ja? Nigdy nie byłem ani najbardziej waleczny, ani najsilniejszy, ba!, z lękiem wysokości, wrażliwym żołądkiem i słabością do takich szemranych typów jak Flynn.
Miałem ochotę skulić się jeszcze bardziej, tak bardzo aż w końcu pęknie mi kręgosłup. Nie wiem, czy to było fizycznie możliwe. Elaine nie pękał, a robiła z ciałem już naprawdę skrajne pozycje. Chyba byłem więc zgubiony?
Poruszyłem się niespokojnie na swoim miejscu, po czym po prostu usiadłem. Choć próbowałem to w sobie tłumić, to denerwowało mnie to niemożebnie. Flynn mnie denerwował, dlatego go uderzyłem tego pierwszego dnia. Bez słowa, a mogłem mu powiedzieć wiele. Wpierw zniknął, zostawił mnie samego, później tu wracał, jak się okazuje z paskudnym ogonem gdzieś tam za sobą, a na dodatek mówi mi, szepcze przejęty, że ON NIE JEST PEWNY, CZY POWINIEN TU BYĆ.
Tak, choć bardzo nie chciałem tego robić, to nie patrzyłem już na ścianę. Obróciłem głowę w prawo by wpatrywać się we Flynna. Niezależnie od tego, czy leżał, czy siedział, czy dalej bawił się w muchę obijającą się uciążliwie o deski, zamierzałem, chciałem, myślałem, że będę się w niego wpatrywał ze wściekłością. Ale KURWA nie mogłem, bo był moim robakiem. Był jak taka pluskwa, co chce czmychnąć w najczarniejszy kąt, kiedy tylko wyczuje czyjąś obecność. Z drugiej strony brzęczał nad uchem uciążliwie i był kąśliwy momentami... Jak komar. Teraz z kolei jak mucha, a może bardziej jak mocarny karaluch. Kto normalny spał z łańcuchami u pasa? Ale to był Flynn. Momentami bywał nieprzejednany jak osa, kiedy stawał w mojej obronie. Ja to pamiętałem.
Byłem cholernie zmęczony. I z tych wszystkich emocji aż zachrypłem, musiałem odchrząknąć.
- Flynn, odpowiedz nam lepiej, czy chcesz tu być? - zapytałem przyciszonym głosem. Nie byłem pewny, czy chciałem znać odpowiedź na to pytanie, ale patrzyłem na niego bezradnie, rozebrany z wszelkich sił, a jeszcze ten księżyc... Bezczelnie świecił mi po twarzy.
@The Edge
Ale on nie pamiętał.
Pewnie staczałbym się właśnie w odmętach swojego umysłu, ale Flynn tu był na podłodze i zamierzał się rozwinąć ze swoją niezbyt przyjemną historią. Nie wiem, czy chciałem tego słuchać, szczególnie że opowiadał o swoich... kochankach? Przełknąłem ślinę, bo miałem wrażenie, że się uduszę. Już nawet nie chodziło o to, że robił złe rzeczy, bo od zawsze był narwany, niespokojny, nienasycony. Rozchodziło się o to, że zostawił mnie tu, nas tu zostawił samych sobie i układał sobie życie na nowo, a jak przestało się układać, to wrócił. Uciekł tym razem od niej. I to z całym swoim kolorowym bagażem!
I żałował. Nie mogłem nie usłyszeć, że żałował... Przynajmniej tych niewinnych dusz.
Ech, miałem niezły mętlik w głowie. The Edge przyniósł nam do domu dodatkowe zmartwienia, mi przyniósł. I tak nie było za ciekawie, właściwie próbowałem odnaleźć jakiś ład, stabilizację, ale za każdym razem coś mi umykało, coś się nie stykało, nie domykało. Tully zostawił mnie z tym wszystkim samego, jeszcze nie tak dawno... Jakby wczoraj, a teraz, kiedy jeszcze nie zdążyłem znaleźć złotego punktu, już dochodziły kolejne sprawy. Zadawałem sobie pytania, wcześniej i teraz też. Jak żyć? Jak to ogarniać? Jak nie zginąć?
Czasami miałem wrażenie, że to jakiś żart, zły sen, że to wszystko, cały ten cyrk spoczął na moich barkach. Czemu ja? Dlaczego ja? Nigdy nie byłem ani najbardziej waleczny, ani najsilniejszy, ba!, z lękiem wysokości, wrażliwym żołądkiem i słabością do takich szemranych typów jak Flynn.
Miałem ochotę skulić się jeszcze bardziej, tak bardzo aż w końcu pęknie mi kręgosłup. Nie wiem, czy to było fizycznie możliwe. Elaine nie pękał, a robiła z ciałem już naprawdę skrajne pozycje. Chyba byłem więc zgubiony?
Poruszyłem się niespokojnie na swoim miejscu, po czym po prostu usiadłem. Choć próbowałem to w sobie tłumić, to denerwowało mnie to niemożebnie. Flynn mnie denerwował, dlatego go uderzyłem tego pierwszego dnia. Bez słowa, a mogłem mu powiedzieć wiele. Wpierw zniknął, zostawił mnie samego, później tu wracał, jak się okazuje z paskudnym ogonem gdzieś tam za sobą, a na dodatek mówi mi, szepcze przejęty, że ON NIE JEST PEWNY, CZY POWINIEN TU BYĆ.
Tak, choć bardzo nie chciałem tego robić, to nie patrzyłem już na ścianę. Obróciłem głowę w prawo by wpatrywać się we Flynna. Niezależnie od tego, czy leżał, czy siedział, czy dalej bawił się w muchę obijającą się uciążliwie o deski, zamierzałem, chciałem, myślałem, że będę się w niego wpatrywał ze wściekłością. Ale KURWA nie mogłem, bo był moim robakiem. Był jak taka pluskwa, co chce czmychnąć w najczarniejszy kąt, kiedy tylko wyczuje czyjąś obecność. Z drugiej strony brzęczał nad uchem uciążliwie i był kąśliwy momentami... Jak komar. Teraz z kolei jak mucha, a może bardziej jak mocarny karaluch. Kto normalny spał z łańcuchami u pasa? Ale to był Flynn. Momentami bywał nieprzejednany jak osa, kiedy stawał w mojej obronie. Ja to pamiętałem.
Byłem cholernie zmęczony. I z tych wszystkich emocji aż zachrypłem, musiałem odchrząknąć.
- Flynn, odpowiedz nam lepiej, czy chcesz tu być? - zapytałem przyciszonym głosem. Nie byłem pewny, czy chciałem znać odpowiedź na to pytanie, ale patrzyłem na niego bezradnie, rozebrany z wszelkich sił, a jeszcze ten księżyc... Bezczelnie świecił mi po twarzy.
@The Edge