- Wyśmienity pomysł, może podsuń go Lou. - Na pewno dużo lepiej by się oglądało pojedynek, w którym można było zobaczyć krew, a ostrza raniły głęboko i pozostawiały ślady na całe życie. Takie pamiątki na pewno przypominałyby o niepowodzeniu. Philip zapamiętałby na zawsze, żeby nie zadzierać z przeciwnikami pokroju Lou, bo była pewna, że kuzyn pokaże mu kto faktycznie zna się na rzeczy.
Cóż, sama Trixie ogromnie ubolewała nad tym, że siostry nie pojawiły się tutaj z nią. Miała wrażenie, że kiedy są razem drzemie w nich większa siła, mało kto był w stanie oprzeć się ich urokowi, jednak coraz rzadziej się to zdarzało. Wydawało jej się, że ostatnio trochę się od siebie oddaliły. Zresztą miała wrażenie, że Rabastan również częściej zjawia się sam. Taka była kolej rzeczy, kiedy wchodziło się w dorosłość. Ludzie zaczynali pędzić za swoim szczęściem, gubiąc gdzieś przy tym wartości takie jak swoja rodzina. Pozostawało się jedynie z tym pogodzić, chociaż nie było to wcale takie łatwe.
- Podoba mi się twoje podejście, wierzę w to, że dokładnie tak będzie. Lou pokaże mu, jak powinno się to robić. - Sama Bellatrix miała pewność, że właśnie tak będzie. Jej kuzyn był bardzo zwinny i sprytny, doświadczony, poradzi sobie bardzo szybko z przeciwnikiem pokroju Notta, szczególnie, że miał bardzo dobrą motywację. Walczył w końcu o honor swojej siostry, czy mogłoby go coś bardziej mobilizować? Zdaniem Black nie.
- Niby nie spieszno, jednak wiesz jak jest, zawsze można znaleźć sobie jakieś ciekawe zajęcie. - Nie, żeby oglądanie pojedynku do takich nie należało, jednak ceniła swój czas i wolałaby nie spędzić tutaj całego wieczoru.
Wtedy podbiegł do nich mały Louis najwyraźniej zachęcony jej przywitaniem. Powitała brzdąca ogromnym uśmiechem na twarzy. - A kto to tak urósł? - Zapytała nachylając się przed chłopcem. Dobrze było widzieć, że kuzyn tak świetnie sobie radzi z wychowaniem kolejnego pokolenia czarodziejów. Jeszcze chwila, moment, a będzie z niego wspaniały kawaler, który będzie mógł przedłużyć czystokrwisty ród, jej serce rosło z dumy.
- Gdzie tam, jego towarzystwo jest zawsze mile widziane. - Wstała i uśmiechnęła się tym razem do Laurenca.
- Oczywiście, nie przepraszaj, tylko pędź do niej. - Było to nawet dla niej wygodniejsze, że została sama z Rabastanem, w jego towarzystwie zawsze czuła się najbardziej swobodnie i nie musiała uważać na słówka, bo wiedziała, że jest przyzwyczajony do jej nastawienia.
Wtedy zupełnie znienacka pojawił się przy nich ktoś jeszcze. Na twarzy panny Black pojawił się ogromny uśmiech, kiedy go zobaczyła. - Panie Borgin.- Dygnęła, kiedy ujął jej dłoń. Cieszyła się, że się tutaj pojawił, tyle, że pewnie nie będą mieli sposobności, aby porozmawiać nieco dłużej. Była pewna, że to nadrobią w bliskim czasie. - To nie ja powinnam dzisiaj lśnić, a mój kuzyn, aczkolwiek doceniam. - Dodała jeszcze nie ignorując jego komplementu. Trudno było jej zachowywać się tak oficjalnie, jednak stał przy nich Rabastan, co nieco utrudniało sprawę, wszak była narzeczoną jego brata.
Nie umknęło jej oczko puszczone przez Tony'ego, w ramach odpowiedzi na ten gest jedynie przewróciła oczami.