Moja budowa ciała nie wyróżniała się niczym. Byłam taka o, zwyczajna. Chociaż nie, bardziej, jednak jakieś mięśnie miałam. I mama mi mówiła, że powinnam więcej jeść, bo jestem za chuda jak na kogoś, kto chce pracować na gospodarstwie. Gdybym miała się bić z kimś, dałabym radę. Może nie z jakimś mięśniakiem, czy ekspertem walki, ale tak. W pojedynku czarodziejskim? Być może. Zapewne nie. Starcie z duchem? Absolutnie odpadałam. Im mniej materialna sprawa, tym gorsze stawały się moje zdolności. Dlatego spotkanie tej dziwnej zjawy wywróciło moje wnętrzności do góry nogami.
— Ale duchy nie powinny być takie... bardziej przejrzyste? Wiesz o co mi chodzi, co nie? Nigdy nie widziałam żadnego, ale ten... ten wyglądał jakby naprawdę tu był... tak z ciałem...
Przetarłam oczy pod okularami, bo czułam zbierające się tam łzy. Byłam wciąż przerażona.
— Masz na myśli... te potwory? — Spytałam ściszając głos, bo co jeśli samo mówienie o nich je przywołuje? Wolałam nie ryzykować. Otworzyłam szerzej oczy, gdy powiedział, że być może zjawa szukała swojej głowy. — Myślisz... że ta głowa wciąż gdzieś tu leży? Może... Może powinniśmy ją znaleźć dla niego to opuści Dolinę?