— Gdzie Twoje poczucie humoru, chłopcze? — Zapytał z ciężkim westchnięciem. Przecież nie był tak naprawdę oburzony, tylko się z nim przekomarzał. Jak to często miał w zwyczaju. Hjalmarowi naprawdę nie pasowała ta powaga. Powstrzymał na moment swoje rozbawienie, spoglądając na swojego pierworodnego z ojcowską miłością i dumą. Mógł się poszczycić wspaniałym synem, o którym nie wstydził się opowiadać każdemu, kto chciał go wysłuchać. Podobnie jak pozostałych swoich dzieciach, które darzył głęboką ojcowską miłością. Córki były jego oczkiem w głowie.
— Mam nadzieję, synu, mam nadzieję. Wypiję za to. Nie ukrywam, że bardzo chcieliśmy mieć wnuki i je rozpieszczać. To właśnie robią dziadkowie. — Wypowiadając te wszystkie słowa, ponownie wniósł swój róg w górę i przychylił go do ust, wlewając do ust złocisty trunek. — Chłopcze, wychowałem czwórkę dzieci pomimo swojego wzrostu, to i z wnukami dam sobie radę. — Zawtórował mu śmiechem przed zaczerpnięciem kolejnego łyka ze swojego rogu.
— Najwyższa pora na to, Hjalmarze. Miałbym skazać Ciebie i resztę naszej rodziny na picie angielskiego piwa? Nasze przecież najlepsze. Zaczniesz od poznawania tajników warzenia piwa, a gdy już to opanujesz to nauczę Cię pędzić Brennivín — Zdaniem Dagura Hjalmar był w słusznym wieku aby zacząć uczyć się piwowarstwa i gorzelnictwa. Anglicy znali się na warzeniu piwa, ale powinni pozostawać wierni pewnym tradycjom. Istniała szansa, że jego potomek nauczy tego swoje dzieci, gdy te już się pojawią i staną się dorosłe.
— Przyjaciele mogą się od Ciebie odwrócić, czego nie doświadczysz ze strony rodziny. Odnalazły się tutaj. Świetnie sobie radzi w tym Ministerstwie. — Dagur wiedział, że relacje w wielu rodzinach nie wyglądały tak dobrze, jak je opisywał, jednak wraz z żoną dokładał wszelkich starań aby cała czwórka ich dzieci była ze sobą blisko i aby mogli na sobie polegać w codziennym życiu. Zarówno jego żona, jak i on, nie będą żyć wiecznie i ostatecznie pozostaną sami. Niczego innego nie spodziewał się po swoich córkach. Katla z dumą reprezentowała ich ojczyznę na arenie międzynarodowej jako sekretarz ambasadora Islandii. W przyszłości mogła sama awansować na to stanowisko. — Z całym szacunkiem... masz rację, synu. Nie chciałbym patrzeć jak się marnuje podając kawę jakiemuś urzędnikowi albo wykonuje prace biurowe w jego biurze z braku poważniejszych obowiązków. Nazywajmy rzeczy po imieniu. Z fanatykami. — Przyznawał swojemu synowi rację w kwestii perspektyw zawodowych jego córki w islandzkim Ministerstwie Magii. Z tego co zdołał wywnioskować, Śmierciożercy działali z pobudek ideologicznych i nazywanie ich mianem fanatyków doskonale to oddawało. Póki oni nie próbowali skrzywdzić jego rodziny albo znanych mu osób, mógł zachowywać względną bezstronność. Nie oznaczało to, że popierał dokonywanie jakichkolwiek zbrodni na niewinnych ludziach.
— Słucham Cię, synu. — Zapewnił go. — Nauczyłem Cię wszystkiego, czego byłem w stanie Cię nauczyć i jako Mistrz rzemiosła mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że zasługujesz na to samo miano i powinieneś mieć własny zakład. Musisz jednak pamiętać, że rozpoczynając prowadzenie działalności w magicznym Londynie czeka Cię naprawdę sporo pracy i będziesz potrzebował czeladników. Tam nie będzie mnie, tuż obok, zawsze gotowego by Ci pomóc. Jeśli będziesz potrzebować pomocy to zawsze przybędę, jednak nie możesz osiąść na laurach skoro marzy Ci się zakład na Ulicy Pokątnej. To prestiżowe miejsce i musisz się tam wpasować. Zaczęcie od Carkitt Market jest dobre na początek. — Przyuczał syna do zawodu od wielu, naprawdę wielu lat i nadszedł moment, w którym nie będzie w stanie nauczyć go nic nowego. Zachęcał go do tego aby spróbował swoich sił w prowadzeniu zakładu z dala od domu i sprostania wszystkim wyzwaniom, które były z tym powiązane. Nie zamierzał podcinać mu skrzydeł, tylko zachęcał aby je rozwinął. Jednocześnie chciał zapewnić go, że zawsze może na nim polegać. Zacznie od Carkitt Market a za parę lat będzie mieć najsłynniejszy zakład jubilerski w całym magicznym Londynie, jeśli zdoła temu sprostać i nie przestanie ciężko pracować nad swoim sukcesem.
!pęknięcia