Ciekawe, gdzie Rabastan widział równość w tym przypadku. Kobiety bez problemu funkcjonowały z przeziębieniem, chorobą, czy podobnymi dolegliwościami. Jeśli chodzi zaś o mężczyzn wystarczał po prostu katar i byli bliscy śmierci. Nie potrafiła tego zrozumieć, też nie wiedziała dlaczego to właśnie płeć piękna była nazywana słabszą, nie był to jednak odpowiedni moment na takie rozważania. Widziała, jak Rabastan naciąga kołdrę na głowę, jakby się chciał przed nią schować, niesamowicie ją to bawiło.
- Nie strasz Rabastan, co ja bym bez ciebie zrobiła, gdybyś umarł. - Nie spodziewała się, że jest on jednym z facetów, którzy tak mocno przeżywają chorobę, trochę stracił w jej oczach, mimo wszystko bardzo ceniła sobie jego osobę. - Twój ból jest lepszy niż mój. Oczywiście, bardziej chorujecie. - Nie potrafiła uwierzyć, że w to brnie. Przecież nie było to stwierdzone w żaden naukowy fakt, tylko należało od wiecznego pierdzielenia głupot. Bardzo sceptycznie podchodziła do tych słów. - Gorszą odporność, tak, oczywiście. To na pewno jest przyczyna. - Pokiwała głową z politowaniem, ale nie chciała w to brnąć dalej, bo czuła, że niepotrzebnie mogą się tutaj pospinać.
Sama Trixie nie miała pojęcia, jak do tego doszło, że udało jej się zaprzyjaźnić z Rabastanem. Był z niego dzikus, całkiem spory, który nie lubił towarzystwa, jednak jakoś się dogadywali od lat. Pięknie ze sobą kontrastowali, ale jak widać nie przeszkadzało im to wcale w ich relacji, mimo, że osobowości mieli zupełnie różne.
- Dasz radę Rabastan, wierzę w to, że przetrwasz tą noc, nad ranem przyniosę ci dostawę eliksiru pieprzowego, obiecuję. - Musiała być dobrą przyjaciółką, mimo, że nie do końca rozumiała ten jego problem katarowy. Miała zamiar jednak dotrzymać słowa i zjawić się tutaj z lekarstwami. Szczególnie, że Lestrange sam często jej pomagał, wypadało aby mu się odwdzięczyła.
Oczy jej zabłyszczały, gdy przyjaciel wspomniał o genialnym pomyśle. Ten to zawsze w nią wierzył, dodawało jej to skrzydeł. - Oczywiście, jak każdy mój pomysł! - Skromna zdecydowanie nie była. Nie zamierzała w ogóle rozwazać, że jej idea była postrzegana zupełnie inaczej.
- Wprowadzę trochę zamieszania, bardzo dyskretnie. Trzymaj kciuki, aby wszystko poszło po mej myśli. - Nie chciała mu póki co opowiedzieć więcej, żeby później móc się pochwalić swoim sukcesem. Była bardzo pyszna i nawet przez chwilę nie wątpiła w swoją wyjątkowość i fenomenalność.
- Liczę na to, że Czarny Pan wreszcie doceni moje oddanie. - Bardzo, ale to bardzo na tym zależało, żeby Lord Voldemort ją pochwalił. Lubiła komplementy, bardzo chciała, żeby Voldemort ją wyróżnił, pochwalił, cokolwiek. Ważne było dla niej, aby widział jej zaangażowanie.
- Właśnie dlatego, że ja jestem z ministerstwa magii potrzebuję Mary Sue. Nie mogą mnie rozpoznać, bo to się może źle skończyć. - Trudno było pogodzić pracę i knucie przeciwko czarodziejom, którzy bratali się ze szlamami. Ona jednak znalazła rozwiązanie - jak zawsze.
lestrange skończył swoje czary. Była pewna, że mimo problemów ze zdrowiem udało mi się zrobić to, o co poprosiła. Czuła, że wpatruje się w jej oczy, żeby zobaczyć, jaki efekt osiągnął. - Mniejsza o to, jaki to odcień, może być i kakao, najważniejsze, że nie jestem już Bellatrix, dziękuję ci bardzo za pomoc. Na pewno szepnę o tym słówko Czarnemu Panu. - Dodała jeszcze, żeby Rabastan miał świadomość, iż mu również będzie się należało dobre słowo.
- Bardzo dobrze się czuję, dziękuję za wszystko, oczekuj mnie nad ranem, zjawię się tutaj z tym eliksirem. Teraz czas na mnie, mam robotę do wykonania. - Podniosła się z łóżka i aportowała do Doliny Godryka.