— Wiem. — Odwrócił wzrok w bok. — Ale miło by było faktycznie stanąć na nogi samodzielnie. Wiesz, co mam na myśli.
Może gdyby zarabiał nieco więcej i faktycznie miał na tyle dużo wolnego czasu, aby bliżej przyjrzeć się kwestii wynajmu prawdziwego mieszkania, to sprawy miałyby się inaczej. Teraz jednak na rynku nieruchomości pewnie dochodziło do drugiego końca świata. Landlordzi i landlordzice zapewne piali z zachwytu, że mogą znowu podnieść ceny. Cameron zmełł w ustach przekleństwo na samą myśl o tym.
Wzdrygnął się na brzmienie tego nazwiska. W pierwszej chwili jego serce zabiło szybciej, a niespokojny wzrok przeskakiwał z jednego krzaku na drugi, jakby chłopak spodziewał się, że sama Florence Bulstrode postanowi się tutaj przed nimi objawić. Tak się jednak nie stało, toteż Cameron ponownie skupił się na obcym mężczyźnie. Ten jednak chwilę później całkowicie rozpłynął się w powietrzu.
— Jedno jest pewne, na zdrowego to on nie wyglądał — stwierdził, pocierając jedną dłonią o drugą. Nie rozumiał, co takiego się tu stało, ale miał wręcz niezachwianą pewność, że z medycyną miało to niewiele wspólnego. — Ludzie nie dokonują nieświadomych teleportacji. — Pokręcił stanowczo głową. — Ryzyko rozszczepienia byłoby zbyt duże. Poza tym... On dosłownie zniknął. Gdzie ten charakterystyczny dźwięk?
Pstryknął palcami, rozglądając się dookoła. Gorejący na niebiesko krzew również się ulotnił. Zupełnie jakby to był jakiś... Duch, dopowiedział sobie w myślach Cameron, marszcząc brwi. Zaczął się obracać to w jedną, to w drugą stronę, łudząc się, że pomoże mu to jakoś połączyć ze sobą kropki. Miał jednak wrażenie, że brakowało mu jakichś kluczowych informacji. Po raz kolejny jego nieobecność na Beltane dawała mu w kość.
— Nie wyglądał, jak człowiek, prawda? — Spojrzał na Heather. — To znaczy... Nie wyglądał tak, jakby był tutaj fizycznie z nami, co nie? — Przewrócił oczami na to drobne niedopowiedzenie. — Może... Może to jakieś wspomnienie? Albo jedno z tych stworzeń, co ponoć buszuje w Kniei, tylko bardziej przyjazne? — Zasypywał swą partnerkę kolejnymi scenariuszowi, licząc, że ta zdoła dojść do jakichś logicznych wniosków. — Ale to nie mogłoby być wspomnienie. Chyba? Wszyscy walczyliście przy Polanie Ognisk, więc gdyby coś się faktycznie wryło w tutejsze otoczenie, to zapewne tam, gdzie to się stało...
Westchnął przeciągle, aby koniec końców przykucnąć w miejscu, gdzie zniknął Atreus. Nie miał pojęcia, co z tym począć. Może powinni zawiadomić Brennę Longbottom? Albo jakiś zespół bezpieczeństwa, który obecnie chronił Polanę Ognisk i pokrewne tereny?