10.10.2023, 17:10 ✶
To był długi dzień. Nowa sprawa o przejęcie majątku jednego z popularnych czarodziejów, który okazał się hazardzistą, pochłaniała większość jego czasu. Była trudna, facet nie chciał współpracować, a Anthony był ambitny i mierzył wyżej, nawet w zostanie głową departamentu, w którym pracował. Siedział nad papierami do czasu, gdy wskazówki zegara dawno minęły punkt, w którym powinien był wyjść z biura. Borgin westchnął, spakował rzeczy do skórzanej teczki i wciągnął na ramiona odwieszoną na wieszak marynarkę, upewniając się, że miał tam papierosy. Pierwotnie zamierzał iść na drinka lub odwiedzić któregoś ze swoich przyjaciół, ale dał sobie spokój. Pożegnał się grzecznie z młodym stażystą, który utknął w archiwum i wyszedł, zmierzając na Aleje Horyzontalną, zahaczając wcześniej o Nokturn.
No kto by się spodziewał, że przy wyjściu dostrzeże znajomą sylwetkę jednej z Brygadzistek, której hobby to było pakowanie się w kłopoty i ściąganie na siebie gniewu niewłaściwych ludzi. Stanął z ręką w kieszeni, mając uniesione brwi, przyglądał się jej chwile badawczo. Longbottom wyglądałaby ładnie nawet w starym worku po pietruszce, ale tym razem jej ubiór wskazywał, że wracała z terenu, bo wyglądała mało barwnie, mało wzorzyście. Najbardziej przecież lubił ją w kwiatkach. Nie podobało mu się, że wraca SAMA z Nokturna o takiej godzinie — spojrzał na zegarek tkwiący na nadgarstku. Pewnie nie chciała go widzieć, pierwotnie nie zamierzał jej zaczepiać, ale wolał upewnić się, że dziewczyna dotrze bezpiecznie do domu — niezależnie, co myślałby o tym Stasiek czy Lou. O jej związkach z Atreusem wolał nie myśleć, wieczór był zbyt młody, aby się wkurwiać.
Brunetka przykucnęła, a on dostrzegł dziwną dziewczynkę. A jak to jakaś sztuczka i zaraz jej coś wbije sztylet w serce? Przetarł oczy dłonią, a potem poprawił krawat i podszedł tak, aby słyszała jego kroki — nie chciał jej zaskoczyć.
- Brenna? Wszystko w porządku? - zapytał, zanim jeszcze znalazł się obok niej, przesuwając spojrzenie ciemnych oczu pomiędzy twarzą swojej nieszczęśliwej miłości a małą i drobną właścicielką zapałek, która okazała się.. Duchem? Zacisnął wargi, jakby nie bardzo wiedział, co powiedzieć lub zrobić. Nie miał zbyt dużego doświadczenia z istotami pozbawionymi ciał, które utknęły w ich szarym i ciemnym świecie. Nie dziwiło go jednak, że zaczepiła akurat Longbottom. Poprawił teczkę w dłoni, a potem sam kucnął obok i przyjrzał się dziecku.
- Taka urocza dama, jak Ty, nie powinna kręcić się tu sama po nocy. Możemy coś dla Ciebie zrobić? - zapytał wyjątkowo łagodnie jak na siebie. Bo ta nieszczęsna Gryfonka wyglądała, jakby jej zależało i nie chciał ducha wystraszyć, o ile to w ogóle wchodziło w grę. Czy duchy się bały? Przeniósł spojrzenie na jej rączki i zapałki. Sprzedawała je? Odwrócił twarz w stronę Brenny, posyłając jej pytające spojrzenie.
No kto by się spodziewał, że przy wyjściu dostrzeże znajomą sylwetkę jednej z Brygadzistek, której hobby to było pakowanie się w kłopoty i ściąganie na siebie gniewu niewłaściwych ludzi. Stanął z ręką w kieszeni, mając uniesione brwi, przyglądał się jej chwile badawczo. Longbottom wyglądałaby ładnie nawet w starym worku po pietruszce, ale tym razem jej ubiór wskazywał, że wracała z terenu, bo wyglądała mało barwnie, mało wzorzyście. Najbardziej przecież lubił ją w kwiatkach. Nie podobało mu się, że wraca SAMA z Nokturna o takiej godzinie — spojrzał na zegarek tkwiący na nadgarstku. Pewnie nie chciała go widzieć, pierwotnie nie zamierzał jej zaczepiać, ale wolał upewnić się, że dziewczyna dotrze bezpiecznie do domu — niezależnie, co myślałby o tym Stasiek czy Lou. O jej związkach z Atreusem wolał nie myśleć, wieczór był zbyt młody, aby się wkurwiać.
Brunetka przykucnęła, a on dostrzegł dziwną dziewczynkę. A jak to jakaś sztuczka i zaraz jej coś wbije sztylet w serce? Przetarł oczy dłonią, a potem poprawił krawat i podszedł tak, aby słyszała jego kroki — nie chciał jej zaskoczyć.
- Brenna? Wszystko w porządku? - zapytał, zanim jeszcze znalazł się obok niej, przesuwając spojrzenie ciemnych oczu pomiędzy twarzą swojej nieszczęśliwej miłości a małą i drobną właścicielką zapałek, która okazała się.. Duchem? Zacisnął wargi, jakby nie bardzo wiedział, co powiedzieć lub zrobić. Nie miał zbyt dużego doświadczenia z istotami pozbawionymi ciał, które utknęły w ich szarym i ciemnym świecie. Nie dziwiło go jednak, że zaczepiła akurat Longbottom. Poprawił teczkę w dłoni, a potem sam kucnął obok i przyjrzał się dziecku.
- Taka urocza dama, jak Ty, nie powinna kręcić się tu sama po nocy. Możemy coś dla Ciebie zrobić? - zapytał wyjątkowo łagodnie jak na siebie. Bo ta nieszczęsna Gryfonka wyglądała, jakby jej zależało i nie chciał ducha wystraszyć, o ile to w ogóle wchodziło w grę. Czy duchy się bały? Przeniósł spojrzenie na jej rączki i zapałki. Sprzedawała je? Odwrócił twarz w stronę Brenny, posyłając jej pytające spojrzenie.