10.10.2023, 17:12 ✶
Zawsze był charyzmatyczny, ratowało go to z kłopotów. Jego mama twierdziła, że Antek byłby doskonałym prawnikiem, przegadując każdego sędziego i prokuratora, że to on ma rację. Szkoda tylko, że nigdy nie działało to na ojca. Na pierwszy rzut oka optymistyczny i silny facet, miał w sobie mnóstwo nieokiełznanej agresji, pretensji i poczucia niesprawiedliwości. Był wdzięczny, że jest Borginem, oczywiście, ale czy cieszył się, że jego życie leżało w rękach innych i musiał uważać na to, co robi i z kim się pokazuje? Niezupełnie. Patrząc na idealną Bellatrix, wewnętrznie czuł, że dziewczyna będzie w stanie go zrozumieć.
A może się mylił, nie znajdą wspólnego języka i wszystko to, co układało się w jego głowie od świątecznego balu, było tylko iluzją?
- Jestem gentlemanem, nie mógłbym pozwolić na żaden dyskomfort u damy, którą zaprosiłem na randkę. - zauważył z niewinnym wzruszeniem ramion i błyskiem w oczach, bo chociaż mówił niby żartobliwie, taka była prawda. Kobiety starał się traktować godnie i z szacunkiem, o ile oczywiście na to zasługiwały. Był ostrożny, nie wierzył w miłość i nigdy nie zagłębiał się w relacje emocjonalnie, sprowadzając swoje znajomości z płcią przeciwną głównie do seksu. Nie chodziło o to, że Tony się bał ich, raczej był pełen obaw względem samego siebie i tego, jak głęboko drzemał w nim uśpiony potwór. Co, jeśli się obudzi? Potem nie mógłby spojrzeć sobie w twarz, gdyby skrzywdził kogoś, na kim mu faktycznie zależało. Bezpieczniej było więc odcinak wszystko, co próbowało zakorzenić się w jego życiu i głowie, przedstawiać sprawy jasno.
- Jakbym zabrał Cię do kawiarni albo na spacer to uznałabyś, że jestem nudny. Włamanie sprawi, że o nie zapomnisz. - przebiegły lis ścisnął jej dłoń nieco mocnej, gdy jej nie cofnęła i pozwoliła się prowadzić starą, wydeptaną ścieżką. Zerkał na nią, upewniał się, że nie grozi jej nic, najmniejsze potknięcie na nierównym gruncie, pełnym piasku, wyschniętych szyszek i odrobiny śmieci. Mugle to były straszne brudasy.
- Prawdziwa Ślizgonka, co? Też wybrałbym zielony. - przyznał z rozbawieniem, skłaniając się i wskazując ruchem dłoni drogę prowadzącą do wybranego przez jego świąteczną randkę.
Minęło kilka minut, zanim drzwi się za nimi zamknęły, a domek był uprzątnięty i gotowy. Nie wyobrażał sobie zabrać jej do jakieś meliny, a nie mógł zaproponować swojego mieszkania, bo byłby to zbyt wywołujący presję grunt. Chciał, żeby czuła się swobodnie.
Pomógł się jej rozebrać płaszcza, zanim i swoją kurtkę rzucił niedbale na wieszak przy drzwiach, a gdy usiadła, do podsunął jej krzesło bliżej stolika. Bez garnituru i z włosami pogrążonymi w chaosie, wyglądał całkiem inaczej, niż wielkim balu sprzed dwóch tygodni czy tygodnia. Złapał za torbę, kładąc ją na łóżku.
- Masz ochotę na grzane wino, zwykłe wino, koniak czy wódkę? Wziąłem też jakieś przekąski, oczywiście papierosy. - wyjął z torby butelki, kolejno kładąc je na stole przed nią. Znalazła się też tam magiczna świeczka, która pochłaniała zapach dymu, bo nie wiedział, czy palenie jej przeszkadzało, a z tego nie mógł zrezygnować. Gdy wybrała trunek, zabrał się za jego nalewanie lub przygotowanie. - Powiedz mi, Bellatrix. Jaki jest Twój sekret?
Zapytał nagle, dość wprost, posyłając jej pociągłe spojrzenie i zaintrygowany uśmiech, gdy stawiał przed nią napój. Sam usiadł na krześle naprzeciwko, przyglądając się jej z uznaniem, nie ukrywając nawet tego, jak pomarańczowa łuna światła płynąca z kominka i odbijająca się na jej czarnych włosach mu się podobało. Powinien ją właściwie pocałować, ale był przecież gentlemanem, a ona? Ona była kobietą z najwyższej półki. Sięgnął do kieszeni jeansowych spodni, wyjmując papierosy i zapalniczkę, które rzucił przed siebie. - Zagraj ze mną w pytania. Znasz zasady?
Zapytał ze wzruszeniem ramion, przenosząc na chwilę wzrok na paczkę. Wyjął papierosa i wsunął sobie do ust, zaciskając w palcach chłodną, metalową zapalniczkę.
A może się mylił, nie znajdą wspólnego języka i wszystko to, co układało się w jego głowie od świątecznego balu, było tylko iluzją?
- Jestem gentlemanem, nie mógłbym pozwolić na żaden dyskomfort u damy, którą zaprosiłem na randkę. - zauważył z niewinnym wzruszeniem ramion i błyskiem w oczach, bo chociaż mówił niby żartobliwie, taka była prawda. Kobiety starał się traktować godnie i z szacunkiem, o ile oczywiście na to zasługiwały. Był ostrożny, nie wierzył w miłość i nigdy nie zagłębiał się w relacje emocjonalnie, sprowadzając swoje znajomości z płcią przeciwną głównie do seksu. Nie chodziło o to, że Tony się bał ich, raczej był pełen obaw względem samego siebie i tego, jak głęboko drzemał w nim uśpiony potwór. Co, jeśli się obudzi? Potem nie mógłby spojrzeć sobie w twarz, gdyby skrzywdził kogoś, na kim mu faktycznie zależało. Bezpieczniej było więc odcinak wszystko, co próbowało zakorzenić się w jego życiu i głowie, przedstawiać sprawy jasno.
- Jakbym zabrał Cię do kawiarni albo na spacer to uznałabyś, że jestem nudny. Włamanie sprawi, że o nie zapomnisz. - przebiegły lis ścisnął jej dłoń nieco mocnej, gdy jej nie cofnęła i pozwoliła się prowadzić starą, wydeptaną ścieżką. Zerkał na nią, upewniał się, że nie grozi jej nic, najmniejsze potknięcie na nierównym gruncie, pełnym piasku, wyschniętych szyszek i odrobiny śmieci. Mugle to były straszne brudasy.
- Prawdziwa Ślizgonka, co? Też wybrałbym zielony. - przyznał z rozbawieniem, skłaniając się i wskazując ruchem dłoni drogę prowadzącą do wybranego przez jego świąteczną randkę.
Minęło kilka minut, zanim drzwi się za nimi zamknęły, a domek był uprzątnięty i gotowy. Nie wyobrażał sobie zabrać jej do jakieś meliny, a nie mógł zaproponować swojego mieszkania, bo byłby to zbyt wywołujący presję grunt. Chciał, żeby czuła się swobodnie.
Pomógł się jej rozebrać płaszcza, zanim i swoją kurtkę rzucił niedbale na wieszak przy drzwiach, a gdy usiadła, do podsunął jej krzesło bliżej stolika. Bez garnituru i z włosami pogrążonymi w chaosie, wyglądał całkiem inaczej, niż wielkim balu sprzed dwóch tygodni czy tygodnia. Złapał za torbę, kładąc ją na łóżku.
- Masz ochotę na grzane wino, zwykłe wino, koniak czy wódkę? Wziąłem też jakieś przekąski, oczywiście papierosy. - wyjął z torby butelki, kolejno kładąc je na stole przed nią. Znalazła się też tam magiczna świeczka, która pochłaniała zapach dymu, bo nie wiedział, czy palenie jej przeszkadzało, a z tego nie mógł zrezygnować. Gdy wybrała trunek, zabrał się za jego nalewanie lub przygotowanie. - Powiedz mi, Bellatrix. Jaki jest Twój sekret?
Zapytał nagle, dość wprost, posyłając jej pociągłe spojrzenie i zaintrygowany uśmiech, gdy stawiał przed nią napój. Sam usiadł na krześle naprzeciwko, przyglądając się jej z uznaniem, nie ukrywając nawet tego, jak pomarańczowa łuna światła płynąca z kominka i odbijająca się na jej czarnych włosach mu się podobało. Powinien ją właściwie pocałować, ale był przecież gentlemanem, a ona? Ona była kobietą z najwyższej półki. Sięgnął do kieszeni jeansowych spodni, wyjmując papierosy i zapalniczkę, które rzucił przed siebie. - Zagraj ze mną w pytania. Znasz zasady?
Zapytał ze wzruszeniem ramion, przenosząc na chwilę wzrok na paczkę. Wyjął papierosa i wsunął sobie do ust, zaciskając w palcach chłodną, metalową zapalniczkę.