W przypadku takiej sytuacji, z prośbą o stworzenie eliksiru Exstimulo, gdzie pisze się o chęci wykorzystania go podczas pojedynków, Laurence nie chciał zadawać pytań w liście zwrotnym. Uznał, że najlepiej będzie porozmawiać z bratem na ten temat osobiście. Równie dobrze to mogła być przykrywka, na wypadek przejęcia sowy czy kruka jednego z nich. Interpretacje listów, przez osoby trzecie, mogą być różne. Nie byłoby to korzystne dla żadnej ze stron.
Laurence mimo iż wierzył w brata, że tego nie uczyni, to jednak chciał mieć pewność w tej rozmowie, w jego słowach. Że ten eliksir jest mu potrzebny w innej sytuacji niż ogłoszony publicznie pojedynek.
Louvain nie kazał bratu czekać zbyt długo. Mimo iż oboje pracują w Ministerstwie, każdy miał inne obowiązki, różny czas pracy. Słysząc kroki i zwrócenie słowne znajomego głosu "bracie", Laurence spojrzał w kierunku zbliżającej się sylwetki Louvaina. Uniósł lekko kącik ust w delikatnym uśmiechu, ciesząc się na widok młodszego Lestrange. Skinął mu głową na powitanie, a po chwili zdjął swój cylinder, aby mogli uścisnąć się jak na braci przystało. W końcu są rodziną, muszą się wspierać i pomagać. Na tym polega rodzina. Laurence jako ten najstarszy, starał się być wsparciem dla młodszego rodzeństwa i udzielić pomocy, jeżeli tego potrzebowali. Dorastał przygotowywany do roli następcy głowy rodu. Smutne iż ojciec nie potrafi zaakceptować jego innych wyborów.
- Mnie również cieszy to spotkanie, bracie.Odpowiedział, w trakcie uścisku, po czym puścił brata, aby móc znów spojrzeć na jego twarz.
- Inaczej być nie może.
Odparł na jego pochwałę dotyczącą wyglądu. Laurence lubił dobrze wyglądać, bowiem też to świadczy o twoim statusie. Media i prasa często lubią zwracać uwagę nawet na to, jak prezentuje się osoba na wysokim stanowisku.
- Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku? Poza tym pojedynkiem.
Zapytał z uśmiechem, ale i braterską troską, zakładając z powrotem kapelusz cylindrowy na głowę. To co wydarzyło się na Beltame, każdego dotknęło w inny sposób. Laurence mógł nie wiedzieć wszystkiego, jeżeli rodzeństwo go nie informuje, nie chcąc go zapewne martwić. Lecz czy on sam nie postępuje tak samo? Ukrywając swoją chorobę genetyczną. Bo to, że jego posiadłość ucierpiała we wspominanym wydarzeniu, to wiedział każdy kto go znał z Doliny Godryka, lub wiedział, że tam mieszka.