10.10.2023, 21:24 ✶
- Musisz wytrzymać, tak jakby — jesteś przyszłym bohaterem tej historii stary. Bądź dzielny. - próbował dodać Prewettowi otuchy, ba, nawet posłał mu przez ramię krótki uśmiech. Co innego miał zrobić? Jak ich wyrocznia się załamie, to już na pewno umrą i zgniją w wodzie. Ile pokładów mógł mieć jakiś stary, śmierdzący wrak? Ile niespodzianek krył? Już mało było rozpływających się ludzi, zielonkawej babo-flądry i głosów w głowie Laurenta? Czy takie atrakcje mieli w swoim życiu pracownicy biura Aurorów? Antek zacisnął wargi w zamyśleniu, uważając jednak pod nogi i pilnując zarówno Laurenta, jak i Staszka. Odgłos rozbijającej się o drewniane boki statku wody był coraz głośniejszy. Gdy spojrzał na brata, stał już nisko i miał wody po uda — trochę zielonkawej, jak Pani Fawley i śmierdzącej. Skrzywił się nieco ewentualną perspektywą nurkowania w niej i na myśl o tym, co mogło skrywać się pod jej powierzchnią. Wychylił się nieco przez barierkę schodów, starając się dostrzec coś w mroku, ale było to cicho i spokojnie. To nigdy nie był dobry znak.
- Nie no, coraz lepiej kurwa. Zaraz spotkamy Krakena. - wzruszył ramionami, ruszając za Stanleyem w głąb korytarza. O dziwo im dalej, tym mniej śmierdziało. Sól szczypała intensywnością, ale było jakby tak, że rześkie powietrze prosto z dworu wlatywało jakimś otwartym oknem, co było przecież niemożliwe. Na łunę błękitnego światła zmrużył oczy na chwilę, a gdy je otworzył, omiótł najbliższą przestrzeń pomiędzy nimi, aż trafił na.. Dziecko?
Czy osoba, która przeklęła ten statek, to miała jakiś fetysz dzieci lub kompleksy rodzicielskie? Szturchnął kuzyna.
- Nie podoba mi się wibrujące dziecko, które zmienia się w dym. - zauważył ze ściągniętymi brwiami, mocniej zaciskając w palcach różdżkę. Nie mogliby dostać puzzli, jako fundament tej zagadki? Mimowolnie spojrzał na Laurenta, zdawał się jeszcze bledszy w tym świetle. Jego wzrok tkwił na tafli wody i dopiero gdy, zanim podążył, dostrzegł perły i dostrzegł ciała. Przeklął w duchu.
Dla pewności przysłonił sobą drogę Laurentowi, gdyby ten zdecydował się ruszyć po naszyjnik przestraszony i chcąc skończyć ten cyrk. W głowie cały czas miał słowa flądry o tym, że życie było za życie. Myślał intensywnie, jego oczy o bardzo małych źrenicach wędrowały pomiędzy czarnym dymem, naszyjnikiem, a ciałami. Mogły powstać, jak ten trup na górze, a jeśli dojdzie do tego walka z tym dzieciakiem, będą mieli przejebane, jak Anthony w kwestii Brenny. - Staszek, myślisz, że dasz radę z nim porozmawiać? - zapytał swojego doświadczonego w pracy aurorskiej brata, nie odwracając jednak wzroku od pereł. Zaraz jednak spojrzał na Laurenta. - Myślisz, że jeśli ja pójdę pierwszy i spróbuję rozproszyć zaklęcie, a te trupy ewentualnie zaatakują, będziesz w stanie wykorzystać zamieszanie, zabrać te parły i je w pizdu utopić w morzu? - szepnął do niego, stukając palcami w różdżkę. Jeśli Laurent by oberwał, mieli przejebane. Z Obskurusem to nie była jego działka, zwłaszcza, jak potencjalna rozmowa nic nie da. Z drugiej strony, Stasiek był lepszy, był ich asem w rękawie w kwestii zaklęć. Przeklął brzydko w myślach, zastanawiając się co zrobić i w końcu uznał, że jest bardziej charyzmatyczny niż kuzyn i jemu pozostanie próbować rozmowy/rozproszenia/zaangażowania widmowego dziecka. - Zmiana planów Panowie. Ja zajmuję się dymem, wy zajmijcie się perłami. - zdecydował w końcu, mijając Staszka i robiąc kilka kroków w przód, opuścił dłoń. Zachowywał bliską odległość. Uśmiechnął się i zlustrował chłopaka wzrokiem. Miał podobno podejście do dzieci, miał gadane — pozostało mu wierzyć, że to wystarczy i ewentualnie być w pogotowiu na reakcję obronną. Byle utopili te perły i byle wszyli z tego cało, razem z Brenną i Atreusem.
- Cześć młody. Czemu siedzisz tutaj tak sam? - zapytał pogodnie, rozglądając się dookoła, zanim znów wrócił wzrokiem do chłopca. -Chociaż muszę przyznać, ma to miejsce pewien unikalny klimat.
daj mi Merlinie charyzmy
- Nie no, coraz lepiej kurwa. Zaraz spotkamy Krakena. - wzruszył ramionami, ruszając za Stanleyem w głąb korytarza. O dziwo im dalej, tym mniej śmierdziało. Sól szczypała intensywnością, ale było jakby tak, że rześkie powietrze prosto z dworu wlatywało jakimś otwartym oknem, co było przecież niemożliwe. Na łunę błękitnego światła zmrużył oczy na chwilę, a gdy je otworzył, omiótł najbliższą przestrzeń pomiędzy nimi, aż trafił na.. Dziecko?
Czy osoba, która przeklęła ten statek, to miała jakiś fetysz dzieci lub kompleksy rodzicielskie? Szturchnął kuzyna.
- Nie podoba mi się wibrujące dziecko, które zmienia się w dym. - zauważył ze ściągniętymi brwiami, mocniej zaciskając w palcach różdżkę. Nie mogliby dostać puzzli, jako fundament tej zagadki? Mimowolnie spojrzał na Laurenta, zdawał się jeszcze bledszy w tym świetle. Jego wzrok tkwił na tafli wody i dopiero gdy, zanim podążył, dostrzegł perły i dostrzegł ciała. Przeklął w duchu.
Dla pewności przysłonił sobą drogę Laurentowi, gdyby ten zdecydował się ruszyć po naszyjnik przestraszony i chcąc skończyć ten cyrk. W głowie cały czas miał słowa flądry o tym, że życie było za życie. Myślał intensywnie, jego oczy o bardzo małych źrenicach wędrowały pomiędzy czarnym dymem, naszyjnikiem, a ciałami. Mogły powstać, jak ten trup na górze, a jeśli dojdzie do tego walka z tym dzieciakiem, będą mieli przejebane, jak Anthony w kwestii Brenny. - Staszek, myślisz, że dasz radę z nim porozmawiać? - zapytał swojego doświadczonego w pracy aurorskiej brata, nie odwracając jednak wzroku od pereł. Zaraz jednak spojrzał na Laurenta. - Myślisz, że jeśli ja pójdę pierwszy i spróbuję rozproszyć zaklęcie, a te trupy ewentualnie zaatakują, będziesz w stanie wykorzystać zamieszanie, zabrać te parły i je w pizdu utopić w morzu? - szepnął do niego, stukając palcami w różdżkę. Jeśli Laurent by oberwał, mieli przejebane. Z Obskurusem to nie była jego działka, zwłaszcza, jak potencjalna rozmowa nic nie da. Z drugiej strony, Stasiek był lepszy, był ich asem w rękawie w kwestii zaklęć. Przeklął brzydko w myślach, zastanawiając się co zrobić i w końcu uznał, że jest bardziej charyzmatyczny niż kuzyn i jemu pozostanie próbować rozmowy/rozproszenia/zaangażowania widmowego dziecka. - Zmiana planów Panowie. Ja zajmuję się dymem, wy zajmijcie się perłami. - zdecydował w końcu, mijając Staszka i robiąc kilka kroków w przód, opuścił dłoń. Zachowywał bliską odległość. Uśmiechnął się i zlustrował chłopaka wzrokiem. Miał podobno podejście do dzieci, miał gadane — pozostało mu wierzyć, że to wystarczy i ewentualnie być w pogotowiu na reakcję obronną. Byle utopili te perły i byle wszyli z tego cało, razem z Brenną i Atreusem.
- Cześć młody. Czemu siedzisz tutaj tak sam? - zapytał pogodnie, rozglądając się dookoła, zanim znów wrócił wzrokiem do chłopca. -Chociaż muszę przyznać, ma to miejsce pewien unikalny klimat.
daj mi Merlinie charyzmy
Rzut Z 1d100 - 57
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 37
Slaby sukces...
Slaby sukces...