11.10.2023, 01:53 ✶
List był niepokojący, nie użył swojego pełnego podpisu i to zaalarmowało Pandorę na tyle, aby uznała, że sprawa jest poważna. Była jednak kobieta pracującą, niezależną i obowiązywały ją kontrakty, nie mogła zerwać się z Wykopalisk tak po prostu, nie wspominając o tym, że musiała dostarczyć jeszcze zlecenie. Ojciec doskonale wiedział, jak napięty miała grafik, więc uznała, że nie będzie się specjalnie niecierpliwi, zwłaszcza że nie była osobą, która się spóźnia, wiec jak napisała, że będzie o siedemnastej, to się nie spóźni.
I tak oto stała piętnaście minut przed czasem przed wejściem do rodzinnego zamku, wzdychając ciężko. Miała słodko-gorzką relację z tym miejscem, o którym właściwie nikt z jej znajomych poza Akane i Geraldine nie wiedział. Przeczesała dłonią włosy, przyglądając się zdobionym oknom, nienagannym donicom z kwiatami, przyciętym trawnikom i krzątającemu się na schodach wejściowych młodzieńcowi, który ochoczo je zamiatał.
Pokonywała kolejne korytarze i stopnie, witając się z doskonale znanymi sobie ludźmi. Pracownicy rodziców ją uwielbiali, zawsze była dla nich była i szczodra, pomagała wykręcać się z obowiązków swojej pokojówce i stajennemu. Odgłos obcasów rozchodził się echem, niósł do wysokich sufitów i kolorowych witraży, zdobionych obrazków, ciężkich kotar. Wszystko było doskonale urządzone i względnie nowoczesne, bo Ayday bardzo o to dbała. Lubiła być modna, zawsze powtarzała, że dobry wygląd ułatwia załatwienie każdej sprawy, dotyczyło to również wnętrz domu. Przed wejściem do gabinetu ojca spotkała starego kamerdynera, którego przytuliła krótko na przywitanie i ukradła z niesionej przez niego tacki talerzyk z ptysiami. Zapukała w ciężkie drzwi, które prowadziły do umieszczonego na górnych piętrach królestwa jej ojca. Gdy służący otworzył drzwi, odetchnęła głębiej i weszła do środka z promiennym uśmiechem.
Zobaczyła go od razu, siedzącego na tronie w zamyśleniu i z gniewnymi ognikami w oczach, jednak Pandora wiele sobie z tego nie robiła, szybko zmniejszając dzielącą ich odległość. Ułożyła ptysie na blacie biurka, a sama przysiadła na podłokietniku i objęła ojca, dając mu całusa w policzek. Miał taki charakterystyczny zapach, który zawsze ją uspokajał. Zlustrowała jego twarz wzrokiem. - Cześć Tatku. Przepraszam, że nie mogłam wcześniej, odkryliśmy nowy mechanizm i musiałam się z tym uporać. - wyjaśniła, patrząc na niego z odrobiną pokory i skruchy w dużych, ciemnych oczach, które otoczone były wachlarzem czarnych rzęs. Musnęła ojcowski policzek raz jeszcze, opierając głowę na jego ramieniu. Obydwoje byli zajętymi ludźmi, a ona była córeczką tatusia i po prostu się stęskniła. - Wszystko w porządku? Gdzie mama? Leyla powiedziała, że wyjechała? - zapytała z ciekawością, zerkając na niego z dołu. - Patrz, co mam! - ruchem dłoni, triumfalnie wskazała na złoty talerzyk z pięknie wyglądającymi ptysiami. Ciekawe, jaki miały krem?
I tak oto stała piętnaście minut przed czasem przed wejściem do rodzinnego zamku, wzdychając ciężko. Miała słodko-gorzką relację z tym miejscem, o którym właściwie nikt z jej znajomych poza Akane i Geraldine nie wiedział. Przeczesała dłonią włosy, przyglądając się zdobionym oknom, nienagannym donicom z kwiatami, przyciętym trawnikom i krzątającemu się na schodach wejściowych młodzieńcowi, który ochoczo je zamiatał.
Pokonywała kolejne korytarze i stopnie, witając się z doskonale znanymi sobie ludźmi. Pracownicy rodziców ją uwielbiali, zawsze była dla nich była i szczodra, pomagała wykręcać się z obowiązków swojej pokojówce i stajennemu. Odgłos obcasów rozchodził się echem, niósł do wysokich sufitów i kolorowych witraży, zdobionych obrazków, ciężkich kotar. Wszystko było doskonale urządzone i względnie nowoczesne, bo Ayday bardzo o to dbała. Lubiła być modna, zawsze powtarzała, że dobry wygląd ułatwia załatwienie każdej sprawy, dotyczyło to również wnętrz domu. Przed wejściem do gabinetu ojca spotkała starego kamerdynera, którego przytuliła krótko na przywitanie i ukradła z niesionej przez niego tacki talerzyk z ptysiami. Zapukała w ciężkie drzwi, które prowadziły do umieszczonego na górnych piętrach królestwa jej ojca. Gdy służący otworzył drzwi, odetchnęła głębiej i weszła do środka z promiennym uśmiechem.
Zobaczyła go od razu, siedzącego na tronie w zamyśleniu i z gniewnymi ognikami w oczach, jednak Pandora wiele sobie z tego nie robiła, szybko zmniejszając dzielącą ich odległość. Ułożyła ptysie na blacie biurka, a sama przysiadła na podłokietniku i objęła ojca, dając mu całusa w policzek. Miał taki charakterystyczny zapach, który zawsze ją uspokajał. Zlustrowała jego twarz wzrokiem. - Cześć Tatku. Przepraszam, że nie mogłam wcześniej, odkryliśmy nowy mechanizm i musiałam się z tym uporać. - wyjaśniła, patrząc na niego z odrobiną pokory i skruchy w dużych, ciemnych oczach, które otoczone były wachlarzem czarnych rzęs. Musnęła ojcowski policzek raz jeszcze, opierając głowę na jego ramieniu. Obydwoje byli zajętymi ludźmi, a ona była córeczką tatusia i po prostu się stęskniła. - Wszystko w porządku? Gdzie mama? Leyla powiedziała, że wyjechała? - zapytała z ciekawością, zerkając na niego z dołu. - Patrz, co mam! - ruchem dłoni, triumfalnie wskazała na złoty talerzyk z pięknie wyglądającymi ptysiami. Ciekawe, jaki miały krem?