11.11.2022, 11:29 ✶
Darcy się bał.
I nie, wcale nie testu z eliksirów, który czekał go kolejnego dnia (zdołał uśmiechem, komplementem oraz czekoladową żabą wydębnić od koleżanki z klasy notatki, więc istniała szansa, że zdobędzie to Z, mimo tego, że na ostatniej lekcji pisał artykuł o skandalicznym romansie Gryfonki i Ślizgona). Obawiał się trochę, co wymyśliła jego siostra. Daisy, oczywiście, była bardzo mądrą i uroczą dziewczynką – Darcy musiał w to wierzyć całym sercem i duszą, wszak od zawsze słyszał pełne zachwytu rodziców „och, ależ wy jesteście do siebie podobni! Pod każdym względem!”. A on przecież był bardzo mądry. I uroczy. Ale czasem tak odrobinę, odrobineczkę, Daisy ponosiły entuzjazm oraz fantazja. (Nie to, żeby sam Darcy Fitzwiliam Lockhart nie miał na koncie podobnego grzechu.)
Na przykład teraz doprowadziła go do damskiej łazienki.
- To… to byłby dobry pomysł na opowiadanie – przyznał Darcy ostrożnie, nerwowo się garbiąc i przestępując z nogi na nogę, i prostując się ledwo chwilę później, gdy zdał sobie sprawę z tego, co robi. Nie mógł przecież pokazać po sobie, że nerwowość wywołuje w nim wizja złamania szkolnego regulaminu i wejścia do damskiej łazienki. Oczyma wyobraźni już widział całe stada dziewczyn, wytykające go palcami i nazywające zboczeńcem. A także śmiechy – chichy kolegów z klasy, żartujących sobie, że o, Darcy ma nie tylko ładną buzię, jakoś tak podejrzanie, ma też podejrzane skłonności, chodzi do damskiej łazienki…
Tolerancja i równość nie były pojęciami, z którymi Darcy w roku 1967 był dobrze zaznajomiony.
- Pogadać? Z zamordowaną? – Chłopak zamrugał, zaskoczony w pierwszej chwili, zanim odpowiednie klapki zaskoczyły w jego głowie, a na twarzy pojawiło się większe zainteresowanie. Nie słyszał dotąd o Marcie, bo i zdecydowanie nie odwiedzał damskich łazienek. Ale z poskładanych słów siostry wynikało, że faktycznie siedział tam duch jakiejś zabitej dziewczyny. – Mam tytuł! Nazwałbym to „Wywiad z duchem”, i narratorem byłaby zabita dziewczyna, która opowiada o tym, jak główny bohater… nazwijmy go Williamem… - …czysty przypadek, że jego drugie imię brzmiało Fitzwilliam… - …prowadzi śledztwo po jej śmierci!
Nie wahając się już, pozwolił, aby siostra pociągnęła go do środka. Mruknął coś pod nosem z pewnym niezadowoleniem, gdy podeszwy jego butów zanurzyły się w cienkiej warstwie wody. Obrzydlistwo! Ale czego się nie robi dla dobrego tematu... Kiedy jego uszu dobiegł cichy płaszcz, dobiegający z jednej z kabiny, spojrzał zaintrygowany na Daisy.
- To ona? - szepnął. Bardzo cicho, ale w pustej łazience jego głos był na tyle dobrze słyszalny, że Marta prawdopodobnie też go usłyszała, bo łkanie ustało, a wprost z drzwi wyłoniła się widmowa postać dziewczyny w okularach...
I nie, wcale nie testu z eliksirów, który czekał go kolejnego dnia (zdołał uśmiechem, komplementem oraz czekoladową żabą wydębnić od koleżanki z klasy notatki, więc istniała szansa, że zdobędzie to Z, mimo tego, że na ostatniej lekcji pisał artykuł o skandalicznym romansie Gryfonki i Ślizgona). Obawiał się trochę, co wymyśliła jego siostra. Daisy, oczywiście, była bardzo mądrą i uroczą dziewczynką – Darcy musiał w to wierzyć całym sercem i duszą, wszak od zawsze słyszał pełne zachwytu rodziców „och, ależ wy jesteście do siebie podobni! Pod każdym względem!”. A on przecież był bardzo mądry. I uroczy. Ale czasem tak odrobinę, odrobineczkę, Daisy ponosiły entuzjazm oraz fantazja. (Nie to, żeby sam Darcy Fitzwiliam Lockhart nie miał na koncie podobnego grzechu.)
Na przykład teraz doprowadziła go do damskiej łazienki.
- To… to byłby dobry pomysł na opowiadanie – przyznał Darcy ostrożnie, nerwowo się garbiąc i przestępując z nogi na nogę, i prostując się ledwo chwilę później, gdy zdał sobie sprawę z tego, co robi. Nie mógł przecież pokazać po sobie, że nerwowość wywołuje w nim wizja złamania szkolnego regulaminu i wejścia do damskiej łazienki. Oczyma wyobraźni już widział całe stada dziewczyn, wytykające go palcami i nazywające zboczeńcem. A także śmiechy – chichy kolegów z klasy, żartujących sobie, że o, Darcy ma nie tylko ładną buzię, jakoś tak podejrzanie, ma też podejrzane skłonności, chodzi do damskiej łazienki…
Tolerancja i równość nie były pojęciami, z którymi Darcy w roku 1967 był dobrze zaznajomiony.
- Pogadać? Z zamordowaną? – Chłopak zamrugał, zaskoczony w pierwszej chwili, zanim odpowiednie klapki zaskoczyły w jego głowie, a na twarzy pojawiło się większe zainteresowanie. Nie słyszał dotąd o Marcie, bo i zdecydowanie nie odwiedzał damskich łazienek. Ale z poskładanych słów siostry wynikało, że faktycznie siedział tam duch jakiejś zabitej dziewczyny. – Mam tytuł! Nazwałbym to „Wywiad z duchem”, i narratorem byłaby zabita dziewczyna, która opowiada o tym, jak główny bohater… nazwijmy go Williamem… - …czysty przypadek, że jego drugie imię brzmiało Fitzwilliam… - …prowadzi śledztwo po jej śmierci!
Nie wahając się już, pozwolił, aby siostra pociągnęła go do środka. Mruknął coś pod nosem z pewnym niezadowoleniem, gdy podeszwy jego butów zanurzyły się w cienkiej warstwie wody. Obrzydlistwo! Ale czego się nie robi dla dobrego tematu... Kiedy jego uszu dobiegł cichy płaszcz, dobiegający z jednej z kabiny, spojrzał zaintrygowany na Daisy.
- To ona? - szepnął. Bardzo cicho, ale w pustej łazience jego głos był na tyle dobrze słyszalny, że Marta prawdopodobnie też go usłyszała, bo łkanie ustało, a wprost z drzwi wyłoniła się widmowa postać dziewczyny w okularach...