11.11.2022, 12:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.11.2022, 10:38 przez Castiel Flint.)
Po otrzymaniu listu od Loretty od razu wiedział, że nie może się spóźnić, źle wyglądać czy broń Merlinie, spławiać. Odmawianie takim postaciom można porównać do sportu ekstremalnego - ryzykujesz dla własnych korzyści. Powstaje pytanie czy w ogóle chciał jej odmawiać spotkania. Przypuszczał, że mogła chcieć od niego jakąś przysługę bądź sprawdzić czy wciąż ulega jej sile przekonywania. Rozmowy z nią wzbudzały w nim solidną ciekawość. Sposób w jaki postrzegała świat był oryginalny, a ona sama miała odwagę być sobą w tak parszywych czasach. Pod całą tą otoczką wydawała się bardzo interesującą osobą. Nie obchodziła go jej arogancja, próżność i wybuchowość bo to równie dobrze mogła być zasłona dymna dla słabych i maluczkich. Chciał wiedzieć o niej więcej i choć ich relacja była nad wyraz świeża, ledwie zawarta nić porozumienia, to już wiedział, że lepiej darować sobie spóźnienia i kazać jej czekać.
Teleportował się z cichym trzaskiem nieopodal kawiarenki, którą zaproponował na miejsce spotkania. Z zewnątrz nie prezentowała się nadzwyczaj kusząco lecz wewnątrz nadrabiała pierwsze wrażenie. Zanim rozejrzał się za czarnymi włosami Loretty powiódł wzrokiem po okolicy w poszukiwaniu wszelkich oznak mogących wzbudzić niepokój bądź zakłócić spotkanie. Cynthia mówiła mu nie raz, że czasami zachowuje się jak paranoik. Cicho westchnął i nie ujrzawszy niczego ciekawego czekał na nadzwyczajność w jednej osobie - Lorettę. Ubrany był zwyczajnie choć czysto i schludnie. Lekko szpiczasty kaptur kończył się na pierwszej linii jego włosów, a trącany wiosennym wiatrem płaszcz bezszelestnie łopotał na wysokości łydek. Nie wybrał pierwszej lepszej kawiarni. Upewnił się, że Loretta będzie mogła tu bezkarnie palić. Zadbał też aby był dla nich stolik, gdzie rozmowa będzie mogła przebiegać bez towarzystwa gumowych uszu. Nigdy nie starał się tak dla żadnej kobiety spoza rodziny. Mówcą był słabym dlatego działał poprzez czyny, a zależało mu aby panna Lestrange czuła się w jego towarzystwie swobodnie. Oboje mogą skorzystać na tej relacji więc trzeba ją odpowiednio pielęgnować.
Teleportował się z cichym trzaskiem nieopodal kawiarenki, którą zaproponował na miejsce spotkania. Z zewnątrz nie prezentowała się nadzwyczaj kusząco lecz wewnątrz nadrabiała pierwsze wrażenie. Zanim rozejrzał się za czarnymi włosami Loretty powiódł wzrokiem po okolicy w poszukiwaniu wszelkich oznak mogących wzbudzić niepokój bądź zakłócić spotkanie. Cynthia mówiła mu nie raz, że czasami zachowuje się jak paranoik. Cicho westchnął i nie ujrzawszy niczego ciekawego czekał na nadzwyczajność w jednej osobie - Lorettę. Ubrany był zwyczajnie choć czysto i schludnie. Lekko szpiczasty kaptur kończył się na pierwszej linii jego włosów, a trącany wiosennym wiatrem płaszcz bezszelestnie łopotał na wysokości łydek. Nie wybrał pierwszej lepszej kawiarni. Upewnił się, że Loretta będzie mogła tu bezkarnie palić. Zadbał też aby był dla nich stolik, gdzie rozmowa będzie mogła przebiegać bez towarzystwa gumowych uszu. Nigdy nie starał się tak dla żadnej kobiety spoza rodziny. Mówcą był słabym dlatego działał poprzez czyny, a zależało mu aby panna Lestrange czuła się w jego towarzystwie swobodnie. Oboje mogą skorzystać na tej relacji więc trzeba ją odpowiednio pielęgnować.