– Dobiegłeś do drzwi w dwie sekundy, to szybciej niż niektóre burki przy mugolskich podwórkach. Wiesz, że czasami mają na płotkach wywieszone tabliczki z napisem „dobiegam do furtki w trzy sekundy, a ty?” – Victoria miała całkiem sporo takich historii, jako że cztery lata pracowała w Departamencie Magicznych Wypadków i Katastrof w Czarodziejskim Pogotowiu Ratunkowym. Z mugolami miała do czynienia nagminnie, trochę się wiec naoglądała. Tak jak teraz oglądała wszystko co Borgin miał przygotowane. Na wzmiankę o tym, że czwartą osobą ma być Atreus tylko skinęła głową – towarzystwo Bulstrode’a zupełnie jej nie wadziło. – Wiesz co jeszcze mi się przypomniało? – gadała dalej, kiedy drzwi otwarły się w ogóle bez żadnego pukania, niczego. – Niektórzy mieli też tabliczki z napisem „uwaga zły pies, ale żona jeszcze gorsza” i myśleli, że to super zabawne – a w rzeczywistości było turbo żenujące i Victorię aż wykręcało. To Sauriel wszedł bez pukania i zobaczyła to dopiero, gdy przeszedł do pomieszczenia, w którym była ona, robiąc oględziny i faktycznie wlazł jak do siebie. U niej robił dokładnie takie same numery. – Hej, Sauriel – przywitała się, kiedy Rookwood zaczął dotykać wszystko co czekało na nich na stole. Czosnek (proszę, oto dowód, że nie odstraszał wampirów), koper, którym zdążył nabrudzić i Victoria już poczuła, że coś w niej narasta bo już nie jest równiutko… – Mulciber? – mruknęła, nie rozumiejąc i zmrużyła nieco oczy. No jak ostatnio pamiętała, to Stanley to był Borgin.
Sama podeszła teraz do tych fartuszków, by założyć sobie jeden, szlag by ją trafił, gdyby się pobrudziła, a kiedy Sauriel swój odłożył, zamiast założyć i zapytał o to samo co ona chwilę przed jego przyjściem, to tylko się uśmiechnęła pod nosem. Widać był równie mocno poinformowany co ona. Akurat podawała fartuszek ponownie Saurielowi z cichymi słowami:
– Masz, ubierz – i wtedy wpadła ostatnia osoba. – Cześć, Bulstrode – rzuciła na przywitanie, tradycji musiało stać się zadość, to zostało już wpisane, żeby mówić do siebie po nazwisku, chociaż kiedy wspominała gdzieś o Atreusie, to mówiła z kolei po imieniu. Ot, taka tam zaczepka, sam zaczął i zostało.
Wywróciła oczami, kiedy Stanley zaczął „przemowę”. Może to nawet zobaczył, bo szybko skończył pierniczyć… a nie, jednak nie skończył, bo gadał dalej, tylko w mniej patetycznym tonie.
Szybko mieli to zacząć – już na wstępie alkohol, no ale nic. Wzięła do ręki szklaneczkę żeby wznieść toast i pewnie nie wychyliła wszystkiego na raz, zwykle zaczynała na dwa, trzy razy, skrzywiła się i odłożyła szklaneczkę.
– No dobra, Bulstrode, masz pojęcie co i jak? Stanleya i Sauriela nie pytam, bo wiem, że nie mają – nie wiedziała po prostu na ile musi ich wszystkich pilnować żeby nie nastąpiła jakaś katastrofa. – Ogórki są umyte? – tu już pytanie skierowała do Stanleya, bo jeśli nie były, to kogoś trzeba było do tego zadania oddelegować.