Wygląd bywał złudny. Cynthia była niepozorna i był to przecież efekt zamierzony, idealnie wykalkulowany. Kto podejrzewałby ułożoną panią koroner, cichą, spokojną i rzeczową, chudziutką i śliczną, o to, że parała się nekromancją? Zresztą… Nekromancja sama w sobie nie była jeszcze zła, to zaklęcia czarnoksięskie, te najgorsze, po prostu się w nekromancji maczały. Wypaczały duszę, plamiły ją na mnóstwo sposobów i żaden z nich nie był dobry.
– Nie chciałam, żebyś się w taki sposób dowiedziała – westchnęła pod nosem i wzięła głębszy wdech. Teraz znowu czuła to przyszywające zimno, zatrzęsła się nawet i mocniej otuliła tym, co miała na siebie narzucone. Może faktycznie coś w tym było? Anemia? Zmęczenie i stres były jasne jak słońce. Coś na kształt hipotermii też. Wyciągnęła dłonie do filiżanki, ale żadne ciepło nie było w stanie jej ogrzać, już się o tym przekonała. I była to świadomość bolesna w swej prostocie, bo nie była czymś, co chciałaby, by było prawdą. – Nie wiedziałam jak ci to powiedzieć – dodała po chwili. Tak, pewnie wyszedł dlatego, że zgłodniał i że Cynthia miała jej pobrać krew. Rozumiała to. I jednocześnie naprawdę robiło jej się automatycznie przykro, to było absurdalne. – Wiem, że to nie będzie proste. Wiem, że nie będę mogła mieć z nim dzieci – naprawdę: wiedziała to doskonale. I tym bardziej nie rozumiała co kierowało jej rodzicami. Bo przecież musieli wiedzieć. Musieli, prawda? – Przyziemnych uniesień… Mówił mi, że wampiry nie czują podniecenia, nie… – nie czują pożądania, nie uprawiają miłości. Ich jedynym pragnieniem jest krew. Urwała i nie dokończyła. – Wiem to i to rozumiem. To nie jest… To nie jest proste – bo jak mogłoby być? Wiedziała, że to najtrudniejsza relacja jej życia i nie miała zielonego pojęcia jak miałaby wyglądać w przyszłości. Choć co do spraw łóżkowych… Rozmawiali już kiedyś na ten temat ze sobą, ona i Sauriel… Niewykluczone że i tak by spróbowali jakby to miało… mogło wyglądać. – Dzięki, Cyna – dodała i westchnęła. To nie był łatwy temat, ale takie wsparcie jakie miała… Naprawdę trafiła na wspaniałą przyjaciółkę. Była jej bardzo, bardzo wdzięczna. – Nie wiem czy tego chcę. Nie wiem czego chcę – bo jak mogła wiedzieć? Nigdy nie musiała się zastanawiać na przykład nad tym, czy w ogóle chce mieć dzieci – bo i tak miała je mieć. Teraz zaś, kiedy mieć ich nie mogła z nim… Może pora była się zastanowić czego się chce samemu? Nie miała w sobie za to takiej niechęci jak do swojego byłego – Rosiera, znaczy, że nie było tragedii. Bo przy tamtym całą sobą wiedziała, że nie chce.
– Będę uważać, dzięki. Podaj mi skład, to w wolnej chwili zrobię odpowiednie eliksiry… Ostatnio mam trochę więcej czasu, póki co dla mnie tylko praca w biurze – to było znacznie spokojniejsze. Ale tego właśnie potrzebowała.
Posiedziała jeszcze trochę o Cynthii, porozmawiały – na różne tematy. Ale w końcu przyszedł moment, by wrócić do domu. Pożegnała się z Cynthią i wyszła.
Znowu czuła to nieznośne ciągnięcie. Jakby wiedziała, ze Saurielowi naprawdę grozi coś bardzo złego… I co miała z tym zrobić?