11.10.2023, 20:01 ✶
Dzień pełen wrażeń, intensywnych emocji - od olbrzymiego wkurwienia po zapierające dech w piersi podniecenie. A to wszystko za sprawą jednej kobiety, której uśmiech miałem okazję podziwiać w tejże chwili. A kto wie, może gdybym był bardziej czujny, a nie śliniący się, to ujrzałbym ten łobuzerski błysk w jej oczach i przewidział to, co zamierzała zrobić? Zapewne.
Nie żywiłem urazy, bo właśnie znalazłem się pod wodą i sam nie wiedziałem, co w tej chwili o tej chwili myśleć. Świat wywalał mi się do góry nogami. Dosłownie, bo na chwilę straciłem orientację w terenie. Cała Avelina... Nie, panie Rookwood, nie tak jak być powinno! Nie tak być powinno! Kompletne szaleństwo zmieszane z nieodpowiedzialnością, dziecinnymi fanaberiami...? Choć jako ten Augustus, ten ze szkolnych murów, z Hogwartu... Raczej nawet wtedy nie odważyłbym się na podobne sprawy, bo miałem to wgrane głęboko we krwi by świecić przykładem, a nie tyłkiem. Miałem wszystko poukładane. Nawet myśli potrzebowałem mieć poukładane, a nie oddane chaosowi emocji i zdarzeń.
Szarpnąłem się w wodzie, w końcu odzyskując orientację w terenie, bo czułem pod rękoma dno. Miękkie, ale stabilne i nie muliste. Wstałem, łapiąc powietrze. Zimno. Woda jednak była zimna, tak przynajmniej przy pierwszym wrażeniu, a ja, cóż, byłem cały mokry, cały w mokrych ubraniach. I z jakimś takim... nietypowym? uśmiechem na twarzy. Czemu to ja się cieszyłem jak głupi? Czemu się śmiałem?
- Paxton, ty niegrzeczna jesteś! - zawyłem w jej kierunku, śmiejąc się dalej i wskazując palcem wpierw pustkę obok siebie, a kiedy Avelinę namierzyłem wzrokiem, to już skorygowałem swój błąd. Przetarłem zaraz mokrą ręką jeszcze bardziej mokrą twarz, przegarnąłem włosy do tyłu, bo mi wszystko spływało. Pomyślałem, że teraz to już w ogóle musiałem być przystojny inaczej. Nie myślałem o tym zanadto, tylko odetchnąłem lekko. Może właśnie tego potrzebowałem? Może Avelina miała odrobinę racji z tym wyluzowaniem?
Zanurzyłem się w wodzie by podpłynąć bliżej Aveliny. Nie będziemy się przecież wydzierać do siebie przez pół stawu, poza tym skoro już byłem cały mokry, to mogliśmy pobyć sobie tak razem, powariować. Może będę miał okazję bliżej poznać chochliki, które mieszkały w jej głowie? Tak, to by potwierdzało cały ten bałagan dnia dzisiejszego. Ba!, całą moją znajomość z Paxton.
- Rozumiem, że w słowniku Aveliny Paxton słodka beztroska to nic innego jak dokuczenie Augustusowi, cooo? - zapytałem, zatrzymawszy się tuż przed nią. Może trochę zbyt blisko, ale teraz mogłem sobie na nią patrzeć i oceniać, i kusić... bardziej siebie niż ją, ale kiedy tylko myślałem o jej półnagim ciele, że ono było tak blisko mnie, to moje ciało samo jakoś ciągnęło w jej kierunku, co zamierzałem zbić w sobie całym sobą, przestać o tym myśleć. Ale musnąłem jej dłoń, podrażniłem wewnętrzną jej część by w końcu spleść je w solidnym uścisku. Co? Prawie cały dzień trzymaliśmy się za dłoń, stricte przyjacielsko. A teraz to była bardziej ochrona przed prądami wodnymi, których w okolicy chyba nie było, ale to nie szkodziło.
Spojrzałem prosto w jej oczy. Coś mnie tknęło. Nie mogła zaprzeczyć. Nie mogła.
- Robisz to specjalnie - odparłem. Chciałem zapytać, ale z moich ust wyszło stwierdzenie, i właściwie sam nie byłem pewien, co miałem na myśli. Czy tego kolesia w pociągu, czy tę kąpiel, jej wyeksponowane krótką chwilę ciało? Prowokowała mnie, owijała wokół palca, a przecież nie musiała tego robić. Wystarczyło tylko powiedzieć, a zostawię wszystko, zapomnę cały świat dla tych ust i oczu.
Uniosłem wolną dłoń, tak niepewnie, jakby zaraz miała się spłoszyć, by dotknąć jej policzka, by ująć go i sprawdzić, czy wciąż był równie miękki, równie delikatny co wtedy. Chciałem sprawdzić, czy te wargi wciąż... Wszystko we mnie drżało, wyrywało się ku niej. Czy to było dobre by walczyć z przeznaczeniem? Nie, zdecydowanie nie. A mimo wszystko czułem się niewolnikiem w tej bajce, niewolnikiem własnych, intensywnych uczuć, tego, co przez tyle lat trzymałem na uwięzi. Teraz napieprzało w mojej piersi niczym koliber skrzydłami.
Obawiałem się, że jeśli nic nie zrobię, to wybuchnę, przestanę istnieć. Nie mogłem uciekać, stać obok, udawać, że nic nie było, że moje myśli wcale nie uciekały w jej kierunku. Pochyliłem się by to sprawdzić, by poczuć delikatną woń lawendy, by musnąć miękkość jej warg i jej w pełni posmakować. Ponownie. Po raz drugi, hihi. Druga ręką ująłem ją w talii. Nie chciałem by uciekła? Nie, nic z tych rzeczy. Usilnie pragnąłem by była jeszcze bliżej mnie.
Nie żywiłem urazy, bo właśnie znalazłem się pod wodą i sam nie wiedziałem, co w tej chwili o tej chwili myśleć. Świat wywalał mi się do góry nogami. Dosłownie, bo na chwilę straciłem orientację w terenie. Cała Avelina... Nie, panie Rookwood, nie tak jak być powinno! Nie tak być powinno! Kompletne szaleństwo zmieszane z nieodpowiedzialnością, dziecinnymi fanaberiami...? Choć jako ten Augustus, ten ze szkolnych murów, z Hogwartu... Raczej nawet wtedy nie odważyłbym się na podobne sprawy, bo miałem to wgrane głęboko we krwi by świecić przykładem, a nie tyłkiem. Miałem wszystko poukładane. Nawet myśli potrzebowałem mieć poukładane, a nie oddane chaosowi emocji i zdarzeń.
Szarpnąłem się w wodzie, w końcu odzyskując orientację w terenie, bo czułem pod rękoma dno. Miękkie, ale stabilne i nie muliste. Wstałem, łapiąc powietrze. Zimno. Woda jednak była zimna, tak przynajmniej przy pierwszym wrażeniu, a ja, cóż, byłem cały mokry, cały w mokrych ubraniach. I z jakimś takim... nietypowym? uśmiechem na twarzy. Czemu to ja się cieszyłem jak głupi? Czemu się śmiałem?
- Paxton, ty niegrzeczna jesteś! - zawyłem w jej kierunku, śmiejąc się dalej i wskazując palcem wpierw pustkę obok siebie, a kiedy Avelinę namierzyłem wzrokiem, to już skorygowałem swój błąd. Przetarłem zaraz mokrą ręką jeszcze bardziej mokrą twarz, przegarnąłem włosy do tyłu, bo mi wszystko spływało. Pomyślałem, że teraz to już w ogóle musiałem być przystojny inaczej. Nie myślałem o tym zanadto, tylko odetchnąłem lekko. Może właśnie tego potrzebowałem? Może Avelina miała odrobinę racji z tym wyluzowaniem?
Zanurzyłem się w wodzie by podpłynąć bliżej Aveliny. Nie będziemy się przecież wydzierać do siebie przez pół stawu, poza tym skoro już byłem cały mokry, to mogliśmy pobyć sobie tak razem, powariować. Może będę miał okazję bliżej poznać chochliki, które mieszkały w jej głowie? Tak, to by potwierdzało cały ten bałagan dnia dzisiejszego. Ba!, całą moją znajomość z Paxton.
- Rozumiem, że w słowniku Aveliny Paxton słodka beztroska to nic innego jak dokuczenie Augustusowi, cooo? - zapytałem, zatrzymawszy się tuż przed nią. Może trochę zbyt blisko, ale teraz mogłem sobie na nią patrzeć i oceniać, i kusić... bardziej siebie niż ją, ale kiedy tylko myślałem o jej półnagim ciele, że ono było tak blisko mnie, to moje ciało samo jakoś ciągnęło w jej kierunku, co zamierzałem zbić w sobie całym sobą, przestać o tym myśleć. Ale musnąłem jej dłoń, podrażniłem wewnętrzną jej część by w końcu spleść je w solidnym uścisku. Co? Prawie cały dzień trzymaliśmy się za dłoń, stricte przyjacielsko. A teraz to była bardziej ochrona przed prądami wodnymi, których w okolicy chyba nie było, ale to nie szkodziło.
Spojrzałem prosto w jej oczy. Coś mnie tknęło. Nie mogła zaprzeczyć. Nie mogła.
- Robisz to specjalnie - odparłem. Chciałem zapytać, ale z moich ust wyszło stwierdzenie, i właściwie sam nie byłem pewien, co miałem na myśli. Czy tego kolesia w pociągu, czy tę kąpiel, jej wyeksponowane krótką chwilę ciało? Prowokowała mnie, owijała wokół palca, a przecież nie musiała tego robić. Wystarczyło tylko powiedzieć, a zostawię wszystko, zapomnę cały świat dla tych ust i oczu.
Uniosłem wolną dłoń, tak niepewnie, jakby zaraz miała się spłoszyć, by dotknąć jej policzka, by ująć go i sprawdzić, czy wciąż był równie miękki, równie delikatny co wtedy. Chciałem sprawdzić, czy te wargi wciąż... Wszystko we mnie drżało, wyrywało się ku niej. Czy to było dobre by walczyć z przeznaczeniem? Nie, zdecydowanie nie. A mimo wszystko czułem się niewolnikiem w tej bajce, niewolnikiem własnych, intensywnych uczuć, tego, co przez tyle lat trzymałem na uwięzi. Teraz napieprzało w mojej piersi niczym koliber skrzydłami.
Obawiałem się, że jeśli nic nie zrobię, to wybuchnę, przestanę istnieć. Nie mogłem uciekać, stać obok, udawać, że nic nie było, że moje myśli wcale nie uciekały w jej kierunku. Pochyliłem się by to sprawdzić, by poczuć delikatną woń lawendy, by musnąć miękkość jej warg i jej w pełni posmakować. Ponownie. Po raz drugi, hihi. Druga ręką ująłem ją w talii. Nie chciałem by uciekła? Nie, nic z tych rzeczy. Usilnie pragnąłem by była jeszcze bliżej mnie.