11.10.2023, 21:07 ✶
Nie oczekiwałem TAKIEJ odpowiedzi na to pytanie. On mi tego nie ułatwiał, niczego nie ułatwiał. Czułem tylko coraz większe, cięższe kajdany na sobie. Otaczało mnie więcej i więcej łańcuchów. Zaraz wrzucą mnie do przeźroczystej skrzyni, ciasnego akwarium na ludzi wypełnionego po brzegi wodą i będzie tylko chlup. The end. Koniec. Może i Flynn by się w tym odnalazł, bo ewidentnie nie przepadał za ścieżkami wytartymi, tylko tymi dojebującymi. Prowadził mnie nimi za rękę, udając, że wszystko gra, że jest świetnie i bawić się będziemy tak, że hej! Tylko czemu tonąłem?
Przetarłem twarz dłonią i pozwoliłem sobie na to, wiedząc, że Flynn nie patrzy. Nie chciałem by to widział, tę słabość we mnie, słyszał szybsze uderzenia serca. Byłem zmęczony, pragnąłem zasnąć i spać tydzień, a zamiast tego miałem milion rozterek do rozwiązania, które będą mnie męczyły coraz bardziej i bardziej, póki nie stanę im naprzeciw. Wiedziałem to, więc byłem tym bardziej zmęczony.
Tęsknił za mną, a ja za nim również tęskniłem. Ale niestety stałem się kimś innym, a przynajmniej starałem się zostać kimś innym, lepszym, bardziej rozsądnym i odpowiedzialnym. Z głową na karku zamiast pod pachą. Co się z tym wiązało? Wyrzucenie stąd Flynna? Ale on może wcale nie chciał tu być? A może nie wiedział, czy chce tu być? Może nie był pewny, czy w ogóle powinien być gdziekolwiek? To byłoby bardziej do niego podobne, bo był z niego taki kurwikleszcz, co wie, że będzie musiał ugryźć, ale się zastanawia, bo nie wie, czy chce to zrobić. Flynn, człowieku... Czemu nie dorosłeś?
Chętnie by się wstało, podniosło go, potrząsnęło albo wgrało nowe myśli, jakąś iskrę życia w tego chłopaka, ale niestety to tak nie działało, a przynajmniej nie miałem takiej mocy, a też myślę, że to nie byłoby w porządku. Flynn cierpiał. Ja go znałem. Ja pamiętałem.
- Flynn... Hej no! Pewnie, że będzie dobrze! I nie kłamię, chodź tu do mnie... - odezwałem się delikatnie, by go nie spłoszyć. Dla niego wykrzesałem w sobie optymizmu, życia. Flynn bywał ostry jak brzytwa, ale nikt nie brał pod uwagę tego jak to ostrze brzytwy się gięło, jakie było delikatne pod siłą. Flynn się giął. Potrzebował czyjejś wiary w lepsze jutro, bo sam jej nie miał. To co, że kłamałem? To co, że barwiłem mu oczu jak też prosił? Ważne, że to mówiłem, powtarzałem, szeptałem. Nic nie będzie w porządku, ale co mogłem poradzić? Po prostu próbować ocalić kolejną zagubioną duszę. Szczególnie, że tą duszą był mój dawny brat.
- Tylko zdejmij te żelastwo, spodnie. Czy ty śpisz z nożami w kieszeni? - zapytałem przyciszonym, cierpliwym głosem, patrząc tak na niego i unosząc z zaproszeniem kołdrę. Może bardziej niż ja jego, on bardziej obawiał się nas? A może tego kogoś, kto ostrzył sobie pazury na niego? Na nas? Na cyrk?
@The Edge
Przetarłem twarz dłonią i pozwoliłem sobie na to, wiedząc, że Flynn nie patrzy. Nie chciałem by to widział, tę słabość we mnie, słyszał szybsze uderzenia serca. Byłem zmęczony, pragnąłem zasnąć i spać tydzień, a zamiast tego miałem milion rozterek do rozwiązania, które będą mnie męczyły coraz bardziej i bardziej, póki nie stanę im naprzeciw. Wiedziałem to, więc byłem tym bardziej zmęczony.
Tęsknił za mną, a ja za nim również tęskniłem. Ale niestety stałem się kimś innym, a przynajmniej starałem się zostać kimś innym, lepszym, bardziej rozsądnym i odpowiedzialnym. Z głową na karku zamiast pod pachą. Co się z tym wiązało? Wyrzucenie stąd Flynna? Ale on może wcale nie chciał tu być? A może nie wiedział, czy chce tu być? Może nie był pewny, czy w ogóle powinien być gdziekolwiek? To byłoby bardziej do niego podobne, bo był z niego taki kurwikleszcz, co wie, że będzie musiał ugryźć, ale się zastanawia, bo nie wie, czy chce to zrobić. Flynn, człowieku... Czemu nie dorosłeś?
Chętnie by się wstało, podniosło go, potrząsnęło albo wgrało nowe myśli, jakąś iskrę życia w tego chłopaka, ale niestety to tak nie działało, a przynajmniej nie miałem takiej mocy, a też myślę, że to nie byłoby w porządku. Flynn cierpiał. Ja go znałem. Ja pamiętałem.
- Flynn... Hej no! Pewnie, że będzie dobrze! I nie kłamię, chodź tu do mnie... - odezwałem się delikatnie, by go nie spłoszyć. Dla niego wykrzesałem w sobie optymizmu, życia. Flynn bywał ostry jak brzytwa, ale nikt nie brał pod uwagę tego jak to ostrze brzytwy się gięło, jakie było delikatne pod siłą. Flynn się giął. Potrzebował czyjejś wiary w lepsze jutro, bo sam jej nie miał. To co, że kłamałem? To co, że barwiłem mu oczu jak też prosił? Ważne, że to mówiłem, powtarzałem, szeptałem. Nic nie będzie w porządku, ale co mogłem poradzić? Po prostu próbować ocalić kolejną zagubioną duszę. Szczególnie, że tą duszą był mój dawny brat.
- Tylko zdejmij te żelastwo, spodnie. Czy ty śpisz z nożami w kieszeni? - zapytałem przyciszonym, cierpliwym głosem, patrząc tak na niego i unosząc z zaproszeniem kołdrę. Może bardziej niż ja jego, on bardziej obawiał się nas? A może tego kogoś, kto ostrzył sobie pazury na niego? Na nas? Na cyrk?
@The Edge