Niby nic, a jednak coś. Zupełnie nieświadomie zrobiła mu krzywdę, na szczęście Stanley nie potrzebował szycia. Rana nie była aż taka głęboka, ale kto wie, jakby się to skończyło, gdyby jeszcze chwilę się nad nim znęcała. Na całe szczęście nie było im dane tego sprawdzić.
Łatwo było sprawić, żeby Avery się uśmiechnęła, zresztą tak samo prosto można ją wyprowadzić z równowagi. Wahania nastrojów często jej towarzyszyły, szczególnie, że każdą, nawet najdrobniejszą rzecz bardzo mocno przeżywała. Ten typ tak miał. Od śmierci siostry jeszcze bardziej się to nasiliło. Melancholia łapała ją zupełnie znienacka, potrafiła się cieszyć, a za chwilę wracać do minionych wydarzeń i płakać.
Stella preferowała wino. W końcu zdecydowanie lepiej patrzyło się na kogoś kto siedział w dłoni z gustownym kielichem, niż lał sobie wódki i upadlał się w ten sposób. Wino towarzyszyło jej od zawsze. Przy rodzinnych obiadach, przyjęciach. Jakoś tak przyjęła, że był to jej alkohol. Co by jednak nie mówić i z winem można było przesadzić, szczególnie gdy siedziało się samemu w pustym mieszkaniu z nie do końca przyjemnymi myślami. Najłatwiej jej było uciszyć myśli właśnie w ten sposób. Nie przeszkadzał jej ból głowy o poranku, można było do tego przywyknąć, skorzystać z ziół, które były dostępne od ręki.
- Dobrze, że się zgadzamy w tej kwestii. - Matka Borgina znała się na takich rzeczach, on zdecydowanie w tym przypadku był jej przeciwieństwem. Avery pamiętała kilka sytuacji w których Stanley błyszczał swoją (nie)wiedzą przyrodniczą.
- Wiesz, że dla mnie nie byłby to kłopot, a przyjemność? - Nie zauważyła, że nieco się zmieszał, gdy zapytała, czy nie potrzebuje pomocy. - Jasne, rozumiem, że chcesz spędzić trochę czasu z dziadkiem, pewnie i tak bym wam bardziej przeszkadzała, nić pomagała. - Nie zamierzała naciskać. Nie dziwiło jej też, że Borgin woli udać się tam sam. Zapewne dawno nie widział się z dziadkiem, pewnie chcieli nadrobić stracony czas.
Stella odprowadziła go wzrokiem do kuchni. Uspokoiła się już całkiem mocno, jego zapewnienia o tym, że nie zostawi jej z tym samej pomogły. Mogła wrócić do swoich codziennych zajęć bez niepotrzebnej paniki. Stanely bardzo dobrze wiedział, gdzie trzyma alkohol. Nie trwało to długo, a pojawił się przed nią z kolejną butelką wina.[/a]Avery nie była świadoma, że angażuje się on w te sprawy związane z konfliktem czarodziejów. Pewnie by spanikowała, na całe szczęście nie zamierzał jej o tym powiedzieć. Kłamstwo goniło kłamstwo, ale czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.
- Będę na ciebie czekać, dziękuję, że się tutaj pojawiłeś i zainteresowałeś tą sprawą. - Nie musiał, szczególnie po tym, jak go ostatnio potraktowała, ale nadal się o nią martwił. Chyba już zawsze tak będzie.
Wstała jeszcze i odprowadziła go do drzwi, pożegnała się jak zawsze - delikatnie muskając jego policzek swoimi ustami, a później wróciła na kanapę do swojego kieliszka, który przed chwilą został ponownie napełniony.