11.10.2023, 22:35 ✶
W przeciwieństwie do swojego młodszego brata Laurenta, Pandora nigdy nie lubiła być w centrum uwagi. Los jednak sprawił, że przy całym swoim optymizmie i dobroci, była dość niezdarna i przez to właśnie kończyła, jako tocząca się beza tiulowa, przewracając bogu ducha winnego Czarodzieja, robiąc wielkie wejście. Godne kogoś, kto wygrał plebiscyt Czarownicy, ale nadal zupełnie zbędne. I owszem, trochę się zarumieniła, ale nie był to też powód do rozpaczy nad utraconym wizerunkiem, bo każdy, kto znał Pandorę, to wiedział, że to nie pierwszy i nie ostatni raz.
Korzystając z okazji, że miała możliwość przez chwilę dość blisko przyjrzeć się Bottowi. Ciemne oczy lustrowały jego twarz z odrobiną obawy, że mógłby być nadwrażliwym snobem. I robić awanturę, zupełnie bezsensu. Im dłużej jednak spoglądała, tym bardziej sympatyczny i niegroźny się jej wydawał, co wywołało uśmiech na twarzy Turczynki, wciąż jednak przepraszający. Taki, który nie znikał podczas trwania jej monologu o matce, butach i ofertach cukierni. Był gentlemanem.
- Zawsze musi być ten pierwszy raz, widocznie jest Pan ciekawym człowiekiem! Takim nieciekawym to się nie zdarza. - odparła z delikatnym wzruszeniem ramion na jego komentarz. Chyba faktycznie nie często ludzie gubili na widok kogoś buty. - Tak, oczywiście! Proszę się nie martwić, to nic takiego. Dobrze, że Pana nie uszkodziłam, to miałby Pan zabawę wtedy.. - kontynuowała, korzystając z jego pomocy przy wstaniu, co w takiej ilości lekkiego materiału sukienki nie było łatwe. Starała się ją doprowadzić dłońmi do porządku, ale w gruncie rzeczy liczyła na chwilę, aby skorzystać z transmutacji i ubrać coś wygodniejszego. - Całe szczęście, że lubi Pan te Bezy. To byłby prawdziwy dramat, gdyby okazał się Pan ... No wie Pan, nadwrażliwy?
Była szczera, była paskudnie szczerym człowiekiem, a jej twarz zwykle oddawała większość emocji. I naprawdę nie przejmowała się tym, co ludzie o niej pomyślą. - Bertie. Zapamiętam. I to o bezach też, kiedyś może się przydać.
Dodała, przekręcając głowę na bok i lustrując go wzrokiem z odrobiną zdziwienia na ton jego głosu, który sugerowałby, że staranowanie było dobrym początkiem wieczoru. Wyglądał na optymistycznego człowieka pomimo ciemnych chmur, które ostatnio tak często krążyły nad głowami. - Niechętnie, ale przyznam Ci racje, wieczory wciąż są zwodnicze. Jest coś przyjemniejszego niż dotyk trawy pod stopami? No i szpilki nie są najlepszymi butami na taką zabawę, ale nie zdążyłam się przebrać.
Wyjaśniła nieporadnie, znów oskarżając swoją matkę w myślach. Gdyby nie jej przyjęcie, wszystko byłoby dobrze. Pandora przeniosła wzrok na Alastora, gdy się z nią przywitał, wytrzeszczając oczy i nieco otwierając buzię.
- Alastor we własnej osobie! Na Merlina, nie poznałam Cię! Powinieneś teraz zagrać w jakąś grę lub coś, to podobno przynosi szczęście. W sensie to, że ktoś Cię nie poznaje! - wyjaśniła mu z promiennym uśmiechem, bezceremonialnie podchodząc i przytulając go krótko na przywitanie, zlustrowała go wzrokiem i zaraz zrobiła to samo z Eden, której wcześniej szeptał. - No, no Panie Kapitanie, to Pana narzeczona? Muszę przyznać, jest Pani zjawiskowo ładna.
Pochwaliła obydwoje, byli naprawdę ładną parą. Dłonią zgarnęła burzę ciemnych włosów na plecy, klnąc w duchu o tym, że przydałaby się jej wstążka lub gumka, którą mogłaby je związać. Ostatnio przez pracę tak często je upinała, że błąkające się wszędzie kosmyki zaczynały ją irytować. - Mam nadzieję, że wam nie przeszkodziłam wyskoczeniem z butów? - dopytała jeszcze dla pewności, bo przecież mogli być zajęci sobą, zwłaszcza zakochani. Laurenta, Hjalmara, Brennę i innych znajdzie za chwilę, przecież nie wypadało tak sobie pójść. Na szczęście ona i Bertie dość szybko zlokalizowali wbite w ziemie szpilki, które kilka chwil później trzymała w dłoni, powstrzymując się na razie od wciągnięcia ich na stopy.
Korzystając z okazji, że miała możliwość przez chwilę dość blisko przyjrzeć się Bottowi. Ciemne oczy lustrowały jego twarz z odrobiną obawy, że mógłby być nadwrażliwym snobem. I robić awanturę, zupełnie bezsensu. Im dłużej jednak spoglądała, tym bardziej sympatyczny i niegroźny się jej wydawał, co wywołało uśmiech na twarzy Turczynki, wciąż jednak przepraszający. Taki, który nie znikał podczas trwania jej monologu o matce, butach i ofertach cukierni. Był gentlemanem.
- Zawsze musi być ten pierwszy raz, widocznie jest Pan ciekawym człowiekiem! Takim nieciekawym to się nie zdarza. - odparła z delikatnym wzruszeniem ramion na jego komentarz. Chyba faktycznie nie często ludzie gubili na widok kogoś buty. - Tak, oczywiście! Proszę się nie martwić, to nic takiego. Dobrze, że Pana nie uszkodziłam, to miałby Pan zabawę wtedy.. - kontynuowała, korzystając z jego pomocy przy wstaniu, co w takiej ilości lekkiego materiału sukienki nie było łatwe. Starała się ją doprowadzić dłońmi do porządku, ale w gruncie rzeczy liczyła na chwilę, aby skorzystać z transmutacji i ubrać coś wygodniejszego. - Całe szczęście, że lubi Pan te Bezy. To byłby prawdziwy dramat, gdyby okazał się Pan ... No wie Pan, nadwrażliwy?
Była szczera, była paskudnie szczerym człowiekiem, a jej twarz zwykle oddawała większość emocji. I naprawdę nie przejmowała się tym, co ludzie o niej pomyślą. - Bertie. Zapamiętam. I to o bezach też, kiedyś może się przydać.
Dodała, przekręcając głowę na bok i lustrując go wzrokiem z odrobiną zdziwienia na ton jego głosu, który sugerowałby, że staranowanie było dobrym początkiem wieczoru. Wyglądał na optymistycznego człowieka pomimo ciemnych chmur, które ostatnio tak często krążyły nad głowami. - Niechętnie, ale przyznam Ci racje, wieczory wciąż są zwodnicze. Jest coś przyjemniejszego niż dotyk trawy pod stopami? No i szpilki nie są najlepszymi butami na taką zabawę, ale nie zdążyłam się przebrać.
Wyjaśniła nieporadnie, znów oskarżając swoją matkę w myślach. Gdyby nie jej przyjęcie, wszystko byłoby dobrze. Pandora przeniosła wzrok na Alastora, gdy się z nią przywitał, wytrzeszczając oczy i nieco otwierając buzię.
- Alastor we własnej osobie! Na Merlina, nie poznałam Cię! Powinieneś teraz zagrać w jakąś grę lub coś, to podobno przynosi szczęście. W sensie to, że ktoś Cię nie poznaje! - wyjaśniła mu z promiennym uśmiechem, bezceremonialnie podchodząc i przytulając go krótko na przywitanie, zlustrowała go wzrokiem i zaraz zrobiła to samo z Eden, której wcześniej szeptał. - No, no Panie Kapitanie, to Pana narzeczona? Muszę przyznać, jest Pani zjawiskowo ładna.
Pochwaliła obydwoje, byli naprawdę ładną parą. Dłonią zgarnęła burzę ciemnych włosów na plecy, klnąc w duchu o tym, że przydałaby się jej wstążka lub gumka, którą mogłaby je związać. Ostatnio przez pracę tak często je upinała, że błąkające się wszędzie kosmyki zaczynały ją irytować. - Mam nadzieję, że wam nie przeszkodziłam wyskoczeniem z butów? - dopytała jeszcze dla pewności, bo przecież mogli być zajęci sobą, zwłaszcza zakochani. Laurenta, Hjalmara, Brennę i innych znajdzie za chwilę, przecież nie wypadało tak sobie pójść. Na szczęście ona i Bertie dość szybko zlokalizowali wbite w ziemie szpilki, które kilka chwil później trzymała w dłoni, powstrzymując się na razie od wciągnięcia ich na stopy.