12.10.2023, 01:51 ✶
Zawsze pracowała na własny rachunek, starała się być niezależna najbardziej, jak było to możliwe -ku niezadowoleniu ojca. Prewett byli rodem obrzydliwie bogatym, ale Pandora wolała sama na siebie zarabiać, a większość otrzymywanych od rodziców pieniędzy składowała w skrytce lub rozdawała biednym. Kochała podróżować, być w biegu i bardzo trudno byłoby jej któreś miejsce nazwać domem. Praca na wykopaliskach z ekipą tak różnych i ciekawych ludzi była czymś ekscytującym, nowym. Dostarczało jej to nowych bodźców, adrenaliny — tak, jak Ginny pewnie miała przy przygotowaniach do przeprowadzki do miejsca, w którym chciała rozpocząć swoje nowe życie. Egipcjanka na pewno będzie cieszyła się popularnością, wiedziała po sobie, że angielscy gentlemani zwracali uwagę na to, co było orientalne w granicach rozsądku.
- Mój ojciec jest Brytyjczykiem, mama pochodzi z Turcji, ale mam geny bardziej w jej stronę, jeśli chodzi o wygląd. - wyjaśniła pogodnie. Po ojcu była dość wysoka i silna z charakteru, chociaż trudno wybrać, po kim była jej dominująca upartość. Pewne było natomiast, że księżniczką rodziny był Laurent, nie ona. Zgodziłaby się jednak z tym, że niewiele dziewcząt czystego, angielskiego pochodzenia było ładnych. Co prawda zdaniem Pandory każdy człowiek miał w sobie piękno, ale aparycja, cóż. - Ja też nie. I nie rozumiem picia kawy na zimno. Muszę Ci jednak wyznać, rok temu skusiłam się na edycję jesienną, tuż przed świętem duchów i ta kawa, chociaż z odrobiną mleka, była doskonale doprawiona.
Miała minę, jakby popełniła poważne przestępstwo i czekał ją Azkaban za to mleko. Do cukru nie mogła się przekonać, jadła dużo owoców jako wegetarianka i sztucznie dosładzane rzeczy bardzo ją mdliły, jak słodka herbatka, kawa czy nawet sypnięte cukrem naleśniki.
- W takim razie zrobimy małą wymianę, ja Cię zaproszę na Turecką kawę i wódkę, a Ty mnie na Egipską kawę i... Hmmm, jaki macie tam popularny alkohol? Byłam dosłownie godzinę w Kairze, ale niczego nie zdążyłam zobaczyć. A szkoda! Nasz przystojny szef był zachwycony, jak coś mi wspominał.
Wzruszyła ramionami z odrobiną smutku w ciemnych oczach, dodając w głowie do swojej listy jej ojczyznę. Musiała się dowiedzieć o tym więcej. Co prawda jej ulubionym chyba krajem była Islandia, ale nie oznaczało to, że skreślała inne lub ich nie lubiła. Oczywiście, że miała ochotę się z nią spotkać. Uwielbiała ludzi, towarzystwo i przygody. A miała wrażenie, że Ginny miała też słabość do przygód. Gdyby tylko czytała w myślach, pisnęłaby i klasnęła na jej myśli o rytuale, gotowa do wdrążenia go w życie.
Na poduszkach było wygodniej. Popijała gorący, aromatyczny napar i przegryzała drożdżówką, wędrując spojrzeniem pomiędzy nią a mechanizmem, który miała rozbroić. Narzędzia leżały uszykowane, czekając, aż właścicielka po któreś sięgnie.
- Mnie się wydaje fascynujące. Gdyby nie było w tym prawdy, ludzie by z tego nie korzystali. Będę bardzo szczęśliwa, jak użyczysz mi swojego talentu. Mogę nawet teraz, pomiędzy naszą kawą, słodkim, drzewkiem i rozmową. Jestem uniwersalna.
Przekręciła głowę, przyglądając się jej z błyskiem w oczach. Kilka kosmyków włosów uciekło z koka , muskając szyję i ramiona. Wiatr zakołysał materiałem zakrywającym wejście do namiotu. Poranek był naprawdę miły, nie mogła przestać się uśmiechać. Pewien blond włosy czarodziej przemknął jej przez myśl, pewnie już dawno był na nogach.
- Jeśli zmienisz zdanie, chętnie Ci z Astronomią pomogę. To też może być wymiana jak z kawą. Powiem Ci szczerze Ginny, że nie ma wielu piękniejszych rzeczy od nieba z odpowiednimi konstelacjami. Masz wtedy wrażenie, że świat rozciąga się w nieskończoność, a Ty możesz zrobić wszystko.
Rozmażyła się odrobinę, przymykając oczy i mrucząc cicho. Pomimo tego, że była dość inteligentna i ciekawska, starała się być skromna. Nie lubiła być w centrum uwagi, nie lubiła mówić o sobie i wolała skupiać uwagę na rozmówcy.
Cudowne było to, jak ich zgraja była w sumie mało magiczna. Nie taka typowo magiczna! Bo jak wielu było czarodziejów, którzy rezygnowali z magii bojowej na rzecz run, mechanizmów czy zaklinania i klątw? Uśmiechnęła się pod nosem szerzej, dumna i wdzięczna, że na nich trafiła.
- Rozumiem. Zdolna z Ciebie kobieta. - tym razem to ona ją pochwaliła, kolejny raz dopijając kawy i przegryzając bułką. Lubiła ludzi z pasją bardziej niż tych, którzy starali się po prostu przetrwać i dobrze zarobić. Nie wyobrażała sobie robić czegoś, czego nie lubiła. Wolałaby piec bułki i żyć do końca miesiąca ledwo na ostatkach galeonów, niż być sędzią czy prawnikiem, który zarabiał krocie. Zwilżyła wargi, dłonią otrzepała okruszki, przytakując. - Jest strasznie inteligentny, miło na niego patrzeć, ale muszę przyznać, trochę marudzi i nie jest optymistą. Kracze złe rzeczy, a to je przyciąga. Ostatnio nas wessała hmm klapa w podłodze? I wypowiedział te swoje czarno widzenie, to nas zaatakowały brzydkie pomniki! Ale wszyscy byli niesamowici i daliśmy radę. Szkoda, że Cię nie było Ginny!
Niekontrolowała siebie, więc od tak chywyciła jej dłoń, zaciskając ją delikatnie. Zupełnie, jakby znały się od zawsze.
- Mój ojciec jest Brytyjczykiem, mama pochodzi z Turcji, ale mam geny bardziej w jej stronę, jeśli chodzi o wygląd. - wyjaśniła pogodnie. Po ojcu była dość wysoka i silna z charakteru, chociaż trudno wybrać, po kim była jej dominująca upartość. Pewne było natomiast, że księżniczką rodziny był Laurent, nie ona. Zgodziłaby się jednak z tym, że niewiele dziewcząt czystego, angielskiego pochodzenia było ładnych. Co prawda zdaniem Pandory każdy człowiek miał w sobie piękno, ale aparycja, cóż. - Ja też nie. I nie rozumiem picia kawy na zimno. Muszę Ci jednak wyznać, rok temu skusiłam się na edycję jesienną, tuż przed świętem duchów i ta kawa, chociaż z odrobiną mleka, była doskonale doprawiona.
Miała minę, jakby popełniła poważne przestępstwo i czekał ją Azkaban za to mleko. Do cukru nie mogła się przekonać, jadła dużo owoców jako wegetarianka i sztucznie dosładzane rzeczy bardzo ją mdliły, jak słodka herbatka, kawa czy nawet sypnięte cukrem naleśniki.
- W takim razie zrobimy małą wymianę, ja Cię zaproszę na Turecką kawę i wódkę, a Ty mnie na Egipską kawę i... Hmmm, jaki macie tam popularny alkohol? Byłam dosłownie godzinę w Kairze, ale niczego nie zdążyłam zobaczyć. A szkoda! Nasz przystojny szef był zachwycony, jak coś mi wspominał.
Wzruszyła ramionami z odrobiną smutku w ciemnych oczach, dodając w głowie do swojej listy jej ojczyznę. Musiała się dowiedzieć o tym więcej. Co prawda jej ulubionym chyba krajem była Islandia, ale nie oznaczało to, że skreślała inne lub ich nie lubiła. Oczywiście, że miała ochotę się z nią spotkać. Uwielbiała ludzi, towarzystwo i przygody. A miała wrażenie, że Ginny miała też słabość do przygód. Gdyby tylko czytała w myślach, pisnęłaby i klasnęła na jej myśli o rytuale, gotowa do wdrążenia go w życie.
Na poduszkach było wygodniej. Popijała gorący, aromatyczny napar i przegryzała drożdżówką, wędrując spojrzeniem pomiędzy nią a mechanizmem, który miała rozbroić. Narzędzia leżały uszykowane, czekając, aż właścicielka po któreś sięgnie.
- Mnie się wydaje fascynujące. Gdyby nie było w tym prawdy, ludzie by z tego nie korzystali. Będę bardzo szczęśliwa, jak użyczysz mi swojego talentu. Mogę nawet teraz, pomiędzy naszą kawą, słodkim, drzewkiem i rozmową. Jestem uniwersalna.
Przekręciła głowę, przyglądając się jej z błyskiem w oczach. Kilka kosmyków włosów uciekło z koka , muskając szyję i ramiona. Wiatr zakołysał materiałem zakrywającym wejście do namiotu. Poranek był naprawdę miły, nie mogła przestać się uśmiechać. Pewien blond włosy czarodziej przemknął jej przez myśl, pewnie już dawno był na nogach.
- Jeśli zmienisz zdanie, chętnie Ci z Astronomią pomogę. To też może być wymiana jak z kawą. Powiem Ci szczerze Ginny, że nie ma wielu piękniejszych rzeczy od nieba z odpowiednimi konstelacjami. Masz wtedy wrażenie, że świat rozciąga się w nieskończoność, a Ty możesz zrobić wszystko.
Rozmażyła się odrobinę, przymykając oczy i mrucząc cicho. Pomimo tego, że była dość inteligentna i ciekawska, starała się być skromna. Nie lubiła być w centrum uwagi, nie lubiła mówić o sobie i wolała skupiać uwagę na rozmówcy.
Cudowne było to, jak ich zgraja była w sumie mało magiczna. Nie taka typowo magiczna! Bo jak wielu było czarodziejów, którzy rezygnowali z magii bojowej na rzecz run, mechanizmów czy zaklinania i klątw? Uśmiechnęła się pod nosem szerzej, dumna i wdzięczna, że na nich trafiła.
- Rozumiem. Zdolna z Ciebie kobieta. - tym razem to ona ją pochwaliła, kolejny raz dopijając kawy i przegryzając bułką. Lubiła ludzi z pasją bardziej niż tych, którzy starali się po prostu przetrwać i dobrze zarobić. Nie wyobrażała sobie robić czegoś, czego nie lubiła. Wolałaby piec bułki i żyć do końca miesiąca ledwo na ostatkach galeonów, niż być sędzią czy prawnikiem, który zarabiał krocie. Zwilżyła wargi, dłonią otrzepała okruszki, przytakując. - Jest strasznie inteligentny, miło na niego patrzeć, ale muszę przyznać, trochę marudzi i nie jest optymistą. Kracze złe rzeczy, a to je przyciąga. Ostatnio nas wessała hmm klapa w podłodze? I wypowiedział te swoje czarno widzenie, to nas zaatakowały brzydkie pomniki! Ale wszyscy byli niesamowici i daliśmy radę. Szkoda, że Cię nie było Ginny!
Niekontrolowała siebie, więc od tak chywyciła jej dłoń, zaciskając ją delikatnie. Zupełnie, jakby znały się od zawsze.