Tylko trochę rozszerzyła oczy, kiedy Avelina przemieniła się tutaj na jej oczach w kota. Znała tę sztukę, jej ojciec potrafił takie cuda, Minerva McGonagall, która uczyła w Hogwarcie, też to potrafiła i sama… też umiała się zamienić. Za to była tu przejazdem, więc się nie rejestrowała jako animag – wolała więc w tak publicznym miejscu jak to nie popisywać się zamianą. Uśmiechała się za to do Aveliny – koty były wspaniałymi zwierzętami. I… najwyraźniej trafiła. Zupełnie przypadkowo, ale trafiła.
– Fiu fiu, noo, nie spodziewałam się tego – przyznała, przyglądając się Avelinie z nowym zainteresowaniem. – Piękna kicia – pochwaliła. – W Hogwarcie tego nie uczą, prawda? Musiałaś się sama uczyć? To tym bardziej gratuluję, niełatwa sztuka – w Uagadou uczyli tego wszystkie dzieciaki – chociaż i tak zaledwie garstka była w stanie to opanować. Ale byli ciągle pod okiem doświadczonych magów, nie zdani na łaskę losu i własne szczęście. Mogli liczyć na podpowiedzi. I dlatego z Uagadou wychodziło stosunkowo więcej animagów niż z innych szkół. Ginevra nie była w tym wyjątkiem, choć jej geny wiele ułatwiały. – Nie, już nie czczą. Ale jak pójdziesz odwiedzić stare ruiny to sporo tam malunków kotów. Jeśli chodzi o czarodziejów… Nie wydaje mi się, żeby czarodzieje pomiędzy sobą czcili animagów, natomiast kiedyś był zupełnie inny stosunek niemagów do czarodziejów. W tych starożytnych czasach wszystko wskazuje na to, że czarodzieje się nie kryli, po prostu byli uznawani za kapłanów, ludzi, przez których przemawiają bogowie i tak dalej. Całkiem możliwe, że jeśli przyłapano któregoś na zamianie w kota, to przynajmniej w Egipcie mógł być uznawany za boga – ale to były tylko przypuszczenia, które Ginevra opierała o różne rzeczy jakie znaleźli podczas wielu wykopalisk.
– Jasne, rozumiem – nie chciała być wścibska, nic z tych rzeczy. Po prostu takie nieszczęścia zawsze dawały jej do myślenia i miała nadzieję, że jeśli ciąża była zagrożona, to udali się do kogoś o pomoc. – Świetnie byś się czuła w Uagadou. Wszystkie przedmioty związane z pierwotną naturą magii były tam na piedestale. Zielarstwo, astronomia, eliksiry, magia bezróżdżkowa, wiedza o duchach, no i oczywiście iluminacja. Znaczy transmutacja, inaczej to nazywaliśmy po prostu. Każdy dzieciak próbował swoich sił w zmiennokształtności – zestaw wręcz idealny dla Aveliny z tego co sama mówiła.