12.10.2023, 18:40 ✶
Tak, dumny byłem z tego mojego syna. Może dopiero otwierał swoje skrzydła, jeśli chodziło o biznes, ale miał potencjał, a tego drygu, tej bezduszności trzeba było się po prostu wyuczyć, ale to samo przychodziło z czasem, kiedy po prostu trafiało się na gnidy społeczne. Jedna, druga, trzecia i człowiek nabierał charakteru, nie dawał sobie na głowę wejść, szczególnie kiedy miał świadomość na ile może sobie pozwolić. A my, Prewetci, to mogliśmy sobie pozwalać na naprawdę sporo. To dodawało nie tylko efektu, splendoru, ale również potencjalnej wszechmocności.
- Zajmiesz się zorganizowaniem spotkania z Ministrą czy osobiście mam się tym zająć? - zapytałem Laurenta, bo nie było co czekać z jego planami, poza tym może przy okazji spotkania poruszylibyśmy temat tego mordercy ze snów. Aurorom przyda się nieco presji z góry, żeby tam za leniwi się nie zrobili. Taka młoda kadra, sam Orion i Atreus... Powinni mieć wysoko poprzeczki postawione by nie tracić gardy, a jak zaczną przysypiać na służbie, to jeszcze ich co sieknie.
- Nie obiecuję, że zmienię o niej zdanie, ale nie mówię nie... Może mnie pani Ministrowa w czymś zaskoczy, haha - zaśmiałem się, bo szczerze w to wątpiłem, ale dobra! Bogowie lubili się bawić śmiertelnikami, używającymi mocnych słów, więc kto wie? Może coś mnie zaskoczy, bo osobiście to mniemam, że NIGDY nie polubię Pani Minister. Nawet jeśli założy nieprofesjonalnie krótką spódnicę.
- Zgrzebek, herbatka razy dwa, przynieś też coś słodkiego - poprosiłem skrzata, na chwilę zwracając na niego swe spojrzenie, po czym zerknąłem na Laurenta. Jeśli nie chciał nic dodać od siebie, to machnąłem ręką na skrzata by se poszedł. Lubiłem go, ale nie zamierzałem zanadto się nad nim rozczulać. Jeszcze zrobiłby się leniwszy albo inne skrzaty by się buntowały. Ważne, że robiły swoje.
Ale dobra! Nie ma co się rozczulać, kiedy mi tu przez Pandorkę krew odeszła z twarzy. Nie sądziłem by jakikolwiek mężczyzna był godny Pandorki, bo to było niewykonalne. Nie było czegoś takiego jak odpowiedni dla niej. Nic z tych rzeczy. I nie będzie żadnych uciech u matki. Niczego nie będzie!
- TO ROZMAWIAŁEŚ Z JEGO OJCEM?! - zapytałem podniesionym głosem. Odchrząknąłem jednak, reflektując się. Twarz syna, taka łagodna była tuż obok mnie. Nie chciałem na niego krzyczeć, ale nie mieściło mi się w głowie, że Pandorka ukrywała przede mną jakieś koligacje, relacje z mężczyzną. Tak się nie godziło. Nie godziło. - Jeśli przeprowadza zmówiny z pominięciem mojej osoby, to ja ci gwarantuję, synek, że żadnych powiązań z nami ta rodzina nie będzie miała. Jak on się nazywa? Skąd jest? Bardzo mi się to nie podoba. Tak nie powinno być - stwierdziłem surowo, bardziej do siebie niż do Lorka. Choć właściwie pytałem go o kilka informacji dodatkowych na ten temat, to myślami byłem w przestrzeni kosmicznej, układając sobie adekwatne pomsty w stosunku do tych miłych i sympatycznych ludzi.
Aż mnie palce rozbolały prawej dłoni, bo zdałem sobie sprawę, że nadmiernie ściskam ją w pięść. Oburzające!
- Zajmiesz się zorganizowaniem spotkania z Ministrą czy osobiście mam się tym zająć? - zapytałem Laurenta, bo nie było co czekać z jego planami, poza tym może przy okazji spotkania poruszylibyśmy temat tego mordercy ze snów. Aurorom przyda się nieco presji z góry, żeby tam za leniwi się nie zrobili. Taka młoda kadra, sam Orion i Atreus... Powinni mieć wysoko poprzeczki postawione by nie tracić gardy, a jak zaczną przysypiać na służbie, to jeszcze ich co sieknie.
- Nie obiecuję, że zmienię o niej zdanie, ale nie mówię nie... Może mnie pani Ministrowa w czymś zaskoczy, haha - zaśmiałem się, bo szczerze w to wątpiłem, ale dobra! Bogowie lubili się bawić śmiertelnikami, używającymi mocnych słów, więc kto wie? Może coś mnie zaskoczy, bo osobiście to mniemam, że NIGDY nie polubię Pani Minister. Nawet jeśli założy nieprofesjonalnie krótką spódnicę.
- Zgrzebek, herbatka razy dwa, przynieś też coś słodkiego - poprosiłem skrzata, na chwilę zwracając na niego swe spojrzenie, po czym zerknąłem na Laurenta. Jeśli nie chciał nic dodać od siebie, to machnąłem ręką na skrzata by se poszedł. Lubiłem go, ale nie zamierzałem zanadto się nad nim rozczulać. Jeszcze zrobiłby się leniwszy albo inne skrzaty by się buntowały. Ważne, że robiły swoje.
Ale dobra! Nie ma co się rozczulać, kiedy mi tu przez Pandorkę krew odeszła z twarzy. Nie sądziłem by jakikolwiek mężczyzna był godny Pandorki, bo to było niewykonalne. Nie było czegoś takiego jak odpowiedni dla niej. Nic z tych rzeczy. I nie będzie żadnych uciech u matki. Niczego nie będzie!
- TO ROZMAWIAŁEŚ Z JEGO OJCEM?! - zapytałem podniesionym głosem. Odchrząknąłem jednak, reflektując się. Twarz syna, taka łagodna była tuż obok mnie. Nie chciałem na niego krzyczeć, ale nie mieściło mi się w głowie, że Pandorka ukrywała przede mną jakieś koligacje, relacje z mężczyzną. Tak się nie godziło. Nie godziło. - Jeśli przeprowadza zmówiny z pominięciem mojej osoby, to ja ci gwarantuję, synek, że żadnych powiązań z nami ta rodzina nie będzie miała. Jak on się nazywa? Skąd jest? Bardzo mi się to nie podoba. Tak nie powinno być - stwierdziłem surowo, bardziej do siebie niż do Lorka. Choć właściwie pytałem go o kilka informacji dodatkowych na ten temat, to myślami byłem w przestrzeni kosmicznej, układając sobie adekwatne pomsty w stosunku do tych miłych i sympatycznych ludzi.
Aż mnie palce rozbolały prawej dłoni, bo zdałem sobie sprawę, że nadmiernie ściskam ją w pięść. Oburzające!