Wiele rzeczy o Limbo było niepoznanych. Ogień, ogień, ogień – Beltane stało ogniem. Tym w ich świecie i tym upiornym, niebieskim „na dole” (w końcu spadali i spadali, i spadali…). Zastanawiała się, czy Atreus w tym niebieskim ogniu też widział kształty. Tańczących ludzi na Polanie Ognisk, czy wyłoniły się z niego zmarłe osoby jego życia… Może nie zdążyły się wyłonić. A może nigdy nie miały tego zrobić? Trudno było powiedzieć bez specjalistycznej wiedzy – o ile tamto miejsce działało w ogóle wedle zasad, które byli w stanie pojąć?
Nie ciągnęła tego tematu, bo sama niewiele wiedziała. Wszyscy tylko kręcili się po omacku, a o nich pisali w gazetach jak o bohaterach, bo zmierzyli się z Voldemortem (skąd o tym w ogóle ktokolwiek wiedział? Byli tam tylko oni… chyba ze to Śmierciożercy o tym mówili, tylko po co?) i w ogóle wyszli z Limbo, ale… Więcej przy tym było pytań niż odpowiedzi.
– Rozumiem – uśmiechnęła się do niego znad filiżanki. – Ja po prostu… Uznałam, że należy mi się trochę odpoczynku – ale bardziej to musiała do siebie dojść psychicznie. Myślała, że zrobiła już dość, pomimo tego, że Ministerstwo tak ich opluło i na sabat wysłało tak mało brygadzistów i aurorów. – Ale uważaj na siebie, co? W sensie nie bądź jak Brenna i nie pracuj ponad limit w nadgodzinach do nadgodzin – bo ich wspólna znajoma to już konkretnie przeginała.
– Nie jestem pewna jak to działa, ale na pewno nie była w stanie go w żaden sposób nazwać. Trochę po omacku strzelaliśmy w to co chce powiedzieć na podstawie reszty zdania i jej zachowania – wyjaśniła Atreusowi i westchnęła. To był trudny temat, a skoro nadal nie zostało to zdjęte, to wyglądało na to, że było to bardziej skomplikowane. – Nie jestem pewna jak to zadziałało, no ale nie byliśmy tam fizycznie, wygląda na to, że rzucił to… jakoś… Nie wiem. Ale przykleiło się do niej i wyszła razem z tym – grunt, że nie działo się nic poważniejszego, albo Victoria nic o tym nie wiedziała. A mówiła o tym Atreusowi, bo cholera jasna, był tam z nimi i widział na własne oczy co się w ogóle działo. Sama nie chciałaby być trzymana w niewiedzy, więc… opowiedziała mu to i owo.
– O… – chciała powiedzieć coś mądrego, nawet otworzyła usta dwa razy i dwa razy się rozmyśliła, ostatecznie je zamykając i marszcząc brwi. – Mają niezwykle ciekawe metody – powiedziała w końcu i zamrugała. – Cholera, poparzenia, złamania… A ten żywiołak? Bo tam był jeden, uciekali przed nim Śmierciożercy, ale jemu było wszystko jedno kogo atakuje i ciskał w kamieniami równo w nich i w nas – potem, nie wiedziała jak, ale udało im się przebiec pod jego czujnym okiem i wbiec w ogień. – Skąd on w ogóle był, wiesz? – skoro atakował wszystkich jednakowo, to chyba nie był dziełem Śmierćków? – Taa, rozumiem. Może faktycznie coś w tym jest… To ciągle taki niezbadany temat, ale może ciało i duch są ze sobą bardziej związane niż nam się wydaje? Ja nie wiedziałam, że to portal do Limbo, nie miałam pojęcia… Myślałam, że po prostu jesteśmy w innej części Kniei – mruknęła. – Rozpraszałam magie tych dziwnych świateł i nagle zobaczyłam coś dziwnego w dymie. Mavelle i Patrick w ogóle nie wiedzieli o co mi chodzi.