11.11.2022, 16:12 ✶
Westchnął cicho i wzruszył ramionami, uznając przed Eunice swą kapitulację. Przecież właśnie to jej obiecał, zanim wsunął na jej szczupły palec pierścionek zaręczynowy — pozwoli jej żyć po swojemu i nie będzie wywierał żadnej presji na jej decyzje. Co jeśli zależało mu wyłącznie na jej dobrze, którego Eunice — znacznie młodsza i mniej doświadczona przez życie — mogła nie zauważać. Już podczas podróżny poślubnej, zaledwie trzy doby od połączenia ich przysięgą, nauczył się jednak, że nie może rościć sobie prawa o decydowaniu za nią.
Być może nie miała charyzmy Elliotta i zaciętości Eden, ale (świadomie lub nie) Eunice również nosiła w sobie iskrę, gotową w każdej chwili rozjaśnić jej jestestwo lub strawić wszystko w pożodze. Gdyby tylko zapragnęła, mogłaby dokonywać rzeczy wielkich, tylko nie zdawała sobie, bądź też nie chciała zdawać sobie z tego sprawy.
— Myślę, że wówczas z czystej złośliwości starałaby się zatrzymać mnie na tym okropnym gobelinie siłę. Poza tym, podejrzewam, że gdyby jednak do tego doszło, twój ojciec naciskałby na rozwód — starał się zażartować, lecz słowo rozwód nieoczekiwanie osiadło na jego żołądku, zaczepiło się o jego ścianki i nie zamierzało odpuścić Blackowi do końca tego wieczoru. Jeszcze rok temu nie chciał się z nią żenić; dziś robiło mu się słabo na myśl, że mógłby ją stracić.
Milczał, wsłuchując się w odpowiedzi Malfoya. Jakoś się trzymał. Kolor jego aury zdradzał znacznie więcej, niżby sobie tego życzył. Zazdrościł mu tego, tej łatwości w pogodzeniu się ze stratą. Tymczasem Perseus wciąż nie potrafił wyzbyć się poczucia winy spowodowanego śmiercią Simone; mógł wszakże załatwić tę sprawę w inny sposób, postawić się Elliottowi, zaproponować mu inne wyjście. Tymczasem był zbyt onieśmielony, nieco przytłoczony tym, że po raz pierwszy od jego wyjazdu do Paryża rozmawiają ze sobą jak za dawnych czasów, to znaczy najbardziej naturalnie i szczerze jak tylko potrafili ze sobą rozmawiać.
Odruchowo podążył wzrokiem za spojrzeniem Elliotta i dostrzegł Erika Longbottoma. Dreszcz niepokoju przebiegł po jego plecach, gdy zdał sobie sprawę z tego, jak świetlista otoczka wokół jego ciała zmienia kolor. Nie trzeba była słów, by pojął, że ten mężczyzna nie jest obojętny jego przyjacielowi. Kiedy ich oczy ponownie się spotkały, przełknął nerwowo ślinę, a onyks tęczówek zdawał się mówić tylko bądź ostrożny.
Nie miał na szczęście zbyt wiele czasu na roztrząsanie tego problemu; oto poczuł szturchnięcie, gdy drobne kobiece ciało wpadło na jego własne. Rzucił zaskoczone spojrzenie na sprawczynię tego zamieszania i ujrzał przed sobą twarz Elaine, której posłał łagodny uśmiech. Jeden z tych, którymi chciał ośmielić swego rozmówcę; panna Delacour zdawała się bowiem niezwykle zagubiona pośród napierającego zewsząd tłumu (skąd, u licha, Brenna Longbottom wynalazła tych ludzi? Zrobiła nalot na Dziurawy Kocioł, porwała wszystkich czarodziejów i przebrała w ubrania wieczorowe? Perseus niezbyt dobrze ją znał, jednakże na podstawie przekazywanych mu plotek i opowieści był skłonny uwierzyć w tę wersję wydarzeń).
— C'est bon, Elaine — odparł odruchowo po francusku i z wielkim zdumieniem odkrył, że pozostali rozmawiają po angielsku. Zanim jednak zdążył się zreflektować, ubiegł go Elliott, który przedstawił Eunice jako pierwszy, zapominając, że teoretycznie powinien zrobić to mąż. Szturchnął go dyskretnie laską w czubek buta. Czy ty się uczyłeś savoir-vivre od skrzata?, pomyślał. Nie był zły, raczej zaskoczony i rozbawiony — w innych okolicznościach być może skwitowałby to śmiechem, teraz jednak sytuacja zobowiązywała ich do zachowania powagi.
— Och, tak, wybaczcie. Poznajcie pannę Elaine Delacour, uzdrowicielkę w Świętym Mungu. Pracuje na wydziale zatruć. — Zerknął pośpiesznie na Eunice w oczekiwaniu na jej reakcję. Nigdy nie wspominał jej o znajomości z Elaine, jednakże nie wynikało to z chęci ukrywania czegokolwiek przed małżonką — wręcz przeciwnie, były to kontakty bardziej zawodowe, niźli prywatne (pomijając wydarzenia na Marszu), toteż uważał, że ma właściwie podstaw, aby tłumaczyć się skąd znał czarownicę.
— Cóż... To Eunice decyduje, z czym wracamy do domu — odparł pogodnie, a jego spojrzenie powędrowało na scenę. — A ty, Elaine? Masz na oku coś wyjątkowego?
Nie znał się na biżuterii. Dla Perseusa każdy dodatek ozdobiony błyszczącymi kamieniami jawił się jako ładny (z tego powodu, gdy chciał sprawić prezent jakiejś kobiecie w swoim otoczeniu, prosił o pomoc innych — nawet siostry pomagały mu w doborze prezentów, którymi obsypywał żonę w trakcie podróży poślubnej), dlatego też prędko pochwycił sugestię Elliotta.
— Chyba nawet wiem z jakimi — objął Eunice w pasie, a następnie podbił cenę spinki do 80 galeonów.
Być może nie miała charyzmy Elliotta i zaciętości Eden, ale (świadomie lub nie) Eunice również nosiła w sobie iskrę, gotową w każdej chwili rozjaśnić jej jestestwo lub strawić wszystko w pożodze. Gdyby tylko zapragnęła, mogłaby dokonywać rzeczy wielkich, tylko nie zdawała sobie, bądź też nie chciała zdawać sobie z tego sprawy.
— Myślę, że wówczas z czystej złośliwości starałaby się zatrzymać mnie na tym okropnym gobelinie siłę. Poza tym, podejrzewam, że gdyby jednak do tego doszło, twój ojciec naciskałby na rozwód — starał się zażartować, lecz słowo rozwód nieoczekiwanie osiadło na jego żołądku, zaczepiło się o jego ścianki i nie zamierzało odpuścić Blackowi do końca tego wieczoru. Jeszcze rok temu nie chciał się z nią żenić; dziś robiło mu się słabo na myśl, że mógłby ją stracić.
Milczał, wsłuchując się w odpowiedzi Malfoya. Jakoś się trzymał. Kolor jego aury zdradzał znacznie więcej, niżby sobie tego życzył. Zazdrościł mu tego, tej łatwości w pogodzeniu się ze stratą. Tymczasem Perseus wciąż nie potrafił wyzbyć się poczucia winy spowodowanego śmiercią Simone; mógł wszakże załatwić tę sprawę w inny sposób, postawić się Elliottowi, zaproponować mu inne wyjście. Tymczasem był zbyt onieśmielony, nieco przytłoczony tym, że po raz pierwszy od jego wyjazdu do Paryża rozmawiają ze sobą jak za dawnych czasów, to znaczy najbardziej naturalnie i szczerze jak tylko potrafili ze sobą rozmawiać.
Odruchowo podążył wzrokiem za spojrzeniem Elliotta i dostrzegł Erika Longbottoma. Dreszcz niepokoju przebiegł po jego plecach, gdy zdał sobie sprawę z tego, jak świetlista otoczka wokół jego ciała zmienia kolor. Nie trzeba była słów, by pojął, że ten mężczyzna nie jest obojętny jego przyjacielowi. Kiedy ich oczy ponownie się spotkały, przełknął nerwowo ślinę, a onyks tęczówek zdawał się mówić tylko bądź ostrożny.
Nie miał na szczęście zbyt wiele czasu na roztrząsanie tego problemu; oto poczuł szturchnięcie, gdy drobne kobiece ciało wpadło na jego własne. Rzucił zaskoczone spojrzenie na sprawczynię tego zamieszania i ujrzał przed sobą twarz Elaine, której posłał łagodny uśmiech. Jeden z tych, którymi chciał ośmielić swego rozmówcę; panna Delacour zdawała się bowiem niezwykle zagubiona pośród napierającego zewsząd tłumu (skąd, u licha, Brenna Longbottom wynalazła tych ludzi? Zrobiła nalot na Dziurawy Kocioł, porwała wszystkich czarodziejów i przebrała w ubrania wieczorowe? Perseus niezbyt dobrze ją znał, jednakże na podstawie przekazywanych mu plotek i opowieści był skłonny uwierzyć w tę wersję wydarzeń).
— C'est bon, Elaine — odparł odruchowo po francusku i z wielkim zdumieniem odkrył, że pozostali rozmawiają po angielsku. Zanim jednak zdążył się zreflektować, ubiegł go Elliott, który przedstawił Eunice jako pierwszy, zapominając, że teoretycznie powinien zrobić to mąż. Szturchnął go dyskretnie laską w czubek buta. Czy ty się uczyłeś savoir-vivre od skrzata?, pomyślał. Nie był zły, raczej zaskoczony i rozbawiony — w innych okolicznościach być może skwitowałby to śmiechem, teraz jednak sytuacja zobowiązywała ich do zachowania powagi.
— Och, tak, wybaczcie. Poznajcie pannę Elaine Delacour, uzdrowicielkę w Świętym Mungu. Pracuje na wydziale zatruć. — Zerknął pośpiesznie na Eunice w oczekiwaniu na jej reakcję. Nigdy nie wspominał jej o znajomości z Elaine, jednakże nie wynikało to z chęci ukrywania czegokolwiek przed małżonką — wręcz przeciwnie, były to kontakty bardziej zawodowe, niźli prywatne (pomijając wydarzenia na Marszu), toteż uważał, że ma właściwie podstaw, aby tłumaczyć się skąd znał czarownicę.
— Cóż... To Eunice decyduje, z czym wracamy do domu — odparł pogodnie, a jego spojrzenie powędrowało na scenę. — A ty, Elaine? Masz na oku coś wyjątkowego?
Nie znał się na biżuterii. Dla Perseusa każdy dodatek ozdobiony błyszczącymi kamieniami jawił się jako ładny (z tego powodu, gdy chciał sprawić prezent jakiejś kobiecie w swoim otoczeniu, prosił o pomoc innych — nawet siostry pomagały mu w doborze prezentów, którymi obsypywał żonę w trakcie podróży poślubnej), dlatego też prędko pochwycił sugestię Elliotta.
— Chyba nawet wiem z jakimi — objął Eunice w pasie, a następnie podbił cenę spinki do 80 galeonów.