11.11.2022, 20:20 ✶
Zdecydowanie nie zgodziłaby się, że rywalizacji nie ma co forsować. Dla niej był to najciekawszy element praktycznie każdego elementu była właśnie rywalizacja, nie tylko przez rodzinne wychowanie, ale również przez wszystkie sytuacje, których doświadczyła. Bez poczucia rywalizacji ludzie nie starali się i nie działali tak dobrze jak gdy rzeczywiście czuli, że muszą się wykazać. Jednak w ten sposób wiele osób nie myślało…szkoda.
- Ja dziś wyjątkowo jestem tutaj jako niewinny i przypadkowy przechodzień który może coś wygra, a chociaż zawsze zapraszam wszystkich do odwiedzin, dziś nic nie przyszłam reklamować. Czasem też trzeba pozwolić innym dać porwać się zabawie, czyż nie? – Spojrzała na obydwoje rozmówców, unosząc jeszcze kieliszek szampana w geście ich małego toastu.
- Nie wiem, czy to lepiej, czy jednak dobrze, że przeminęłam przez szkołę bez zapamiętania w większości wypadków. Albo może po prostu dobrze się kryłam. – Uśmiechnęła się, upijając również szampana i spoglądając na Mavelle, kiwając głową. – Rzeczywiście, nie jeden rok. Rok wyżej? – Pamiętała te lekko sarnie oczy, które jednak patrzyły z pewną hardością. Albo nie hardością, ale czymś, czego do końca nie umiała opisać. – A co by było w ramach zainteresowania? – Ciekawa była, czego ludzie sobie życzyli. W końcu skoro nie zamierzała tu znaleźć nic dla siebie, to oznaczało, że gustowała poza szerokim zakresem przedmiotów. Więc w czym?
- Takiemu przystojnemu kawalerowi nawet jednego tańca? – Spojrzała z zaciekawieniem na pannę Bones, bez żadnej złośliwości we własnych słowach, gdy o tym mówiła. Gdyby postawić ich tak obok siebie, wyglądaliby całkiem uroczo, a chociaż nie przepadała za bawieniem się w swatkę, namieszać przecież można było odrobinę. No i rozmawiali ze sobą, gdy przyszła, więc coś to oznaczało.
- Bardzo chętnie dam się porwać. Żałuję, że nie ma karnecików, można by było wpisywać się kto, jaki taniec zajmuje. Albo, żeby pamiętać. – Nie, żeby dla niej to był problem, ale ten uroczy drobny szczegół z dawnych czasów wydawał się niezwykle interesujący. Uśmiechnęła się jeszcze, gdy ogłoszono licytację, odczuwając to, mniej bądź bardziej słusznie jako przytyk w jej stronę. Gdyby miała teraz Brennę w zasięgu wzroku, mrugnęłaby do niej, teraz jednak nie skierowała się na licytację, czekając, co jeszcze pojawi się na scenie.
- Ja dziś wyjątkowo jestem tutaj jako niewinny i przypadkowy przechodzień który może coś wygra, a chociaż zawsze zapraszam wszystkich do odwiedzin, dziś nic nie przyszłam reklamować. Czasem też trzeba pozwolić innym dać porwać się zabawie, czyż nie? – Spojrzała na obydwoje rozmówców, unosząc jeszcze kieliszek szampana w geście ich małego toastu.
- Nie wiem, czy to lepiej, czy jednak dobrze, że przeminęłam przez szkołę bez zapamiętania w większości wypadków. Albo może po prostu dobrze się kryłam. – Uśmiechnęła się, upijając również szampana i spoglądając na Mavelle, kiwając głową. – Rzeczywiście, nie jeden rok. Rok wyżej? – Pamiętała te lekko sarnie oczy, które jednak patrzyły z pewną hardością. Albo nie hardością, ale czymś, czego do końca nie umiała opisać. – A co by było w ramach zainteresowania? – Ciekawa była, czego ludzie sobie życzyli. W końcu skoro nie zamierzała tu znaleźć nic dla siebie, to oznaczało, że gustowała poza szerokim zakresem przedmiotów. Więc w czym?
- Takiemu przystojnemu kawalerowi nawet jednego tańca? – Spojrzała z zaciekawieniem na pannę Bones, bez żadnej złośliwości we własnych słowach, gdy o tym mówiła. Gdyby postawić ich tak obok siebie, wyglądaliby całkiem uroczo, a chociaż nie przepadała za bawieniem się w swatkę, namieszać przecież można było odrobinę. No i rozmawiali ze sobą, gdy przyszła, więc coś to oznaczało.
- Bardzo chętnie dam się porwać. Żałuję, że nie ma karnecików, można by było wpisywać się kto, jaki taniec zajmuje. Albo, żeby pamiętać. – Nie, żeby dla niej to był problem, ale ten uroczy drobny szczegół z dawnych czasów wydawał się niezwykle interesujący. Uśmiechnęła się jeszcze, gdy ogłoszono licytację, odczuwając to, mniej bądź bardziej słusznie jako przytyk w jej stronę. Gdyby miała teraz Brennę w zasięgu wzroku, mrugnęłaby do niej, teraz jednak nie skierowała się na licytację, czekając, co jeszcze pojawi się na scenie.