Miała długi rękaw w tej swojej sukni, a Laurent miał na sobie marynarkę, miała więc nadzieję, że choć trochę chłód jej ciała zostanie przez to zatrzymany, kiedy tak go złapała pod rękę siedząc na swoim miejscu, skąd rozciągał się doskonały widok na arenę. Wyłapała pytające spojrzenie Laurenta, kiedy odezwała się do Vakela o śnie, i kiedy już siedziała wyprostowana, patrząc na arenę, gdzie Louvain i Philip się ustawiali, przechyliła się do Laurenta by odpowiedzieć na pytanie, którego nie zadał na głos.
– Vakel jest mężem mojej kuzynki, Annaleigh, ale nie ma jej tutaj dzisiaj – wyszeptała mu na ucho. – Jakoś w maju miał sen dotyczący naszej rodziny i wysłał mi list z wróżbą, była niezwykle trafna. Ale znasz moje zdanie – natomiast sposób w jaki zrobił to Vakel był sto razy lepszy od tego, co zrobiła Szeptucha na Beltane, więc tak się o to nie złościła. Nawet uśmiechała się gorzko pod nosem, kiedy wspominała treść wróżby, bo teraz widziała w tym dużo prawdy. Wielkie problemy, jej naiwność i niewinność, i to, jak został ukształtowany jej charakter. Uważała, że to, że czekają ją wielkie problemy, to może powiedzieć każdy, nie trzeba być do tego wróżbitą, wystarczyło przeczytać w gazecie co się stało na Beltane, a o niej pisali przecież niemało. Tym niemniej… To nie było tylko suche stwierdzenie, że czekają ją kłopoty i koniec. Ale faktycznie nie był to może najlepszy moment na rozmowę o tym, bo na arenie rozpoczął się pojedynek.
– Hmm… Zobaczymy – odparła jeszcze Laurentowi, kątem oka widząc, jak zacisnął powieki wraz z pierwszym błyskiem zaklęcia jakie poleciało od strony Philipa. Ale nic wielkiego się nie stało, Louvain musiał rozproszyć zaklęcie – znała te gesty aż za dobrze.
Błysk. Świst. Odbicie. Dokładnie tyle zobaczyła, wraz z gestami, jakie wykonywali atakujący. Pierwsza tura dobiegła końca, po niej nastąpiła chwila przerwy, by zawodnicy mogli zająć swoje pozycje.
W tym dokładnie czasie poczuła dotyk na swoim ramieniu i odruchowo się odwróciła, by dostrzec swoją najlepszą przyjaciółkę, która zajęła miejsce za jej plecami. Była pewna, że Cynthia się zjawi, chodziło w końcu o Louvaina…
– Cynka, cześć. Tylko troszkę. Zaczynają drugą turę, w pierwszej nic się nie wydarzyło – wyjaśniła przyjaciółce szybko, a widząc, że się przedstawiła, zaraz się zreflektowała. – To jest Laurent, przyjaźnimy się. A to Cynthia, moja najlepsza przyjaciółka – chociaż pewnie mogli się kojarzyć ze szkoły. Ale kojarzyć, a znać… Po latach umykają imiona i nazwiska, jeśli się jakoś nie zapisały w głowie.
Druga tura okazała się być bardziej widowiskowa. Philip rzucił zaklęcie, a Louvain zamiast spróbować go odbić, czy rozproszyć, zamierzał zrobić jakiś zwód. Nie zdążył jednak i zaklęcie go trafiło, i jej kuzyn zamarł. Sędzia uniósł rękę – punkt należał się Nottowi. Victoria w reakcji tylko wypuściła głośniej powietrze i pokręciła głową.
– Zmusza go do ciągłej defensywy. Jeśli tego nie przełamie to cały pojedynek może wyglądać tak, że Nott rzuca zaklęcie, Louvain je rozprasza i koniec tury – skomentowała po chwili.