Jej rodzina nie należała do tych wielkich bogaczy, ale nie była też biedna. Ojciec miał w końcu fundusze na wyjazd do Egiptu i jako klątwołamacz zarabiał niezłe pieniądze, zaś rodzina jej matki też nie była biedna. Ginevra jednak chciała się uniezależnić i pracowała na swój własny użytek, tym bardziej, że miała brzydką miłość do hazardu i nie chciała robić rodzinie jakichś niepotrzebnych długów, gdyby coś nie poszło jak trzeba…
– Musisz mieć piękną matkę w takim razie – rzuciła komplementem i puściła oczko do Pandory. – Ale widzę tutaj podobieństwo, bo mój tata też pochodzi z Anglii, przeprowadził się do pracy do Egiptu i tam poznał mamę. A wygląd to jak widzisz – wyszczerzyła się do Pandory, bo jej uroda mocno odznaczała się na tle Anglików – opalona, ciemne włosy, nieco ostrzejsze rysy twarzy. – Jest tu z nami Jamil, on też jest pół Brytyjczykiem – pół Egipcjaninem, tylko, że akurat angielką jest jego matka. Może miałaś okazję go poznać, znam się z nim jeszcze ze szkoły – to był ich gość od wywoływania duchów, ale Ginevra nie wiedziała, kogo Pandora zdążyła już poznać, a kogo nie. Jamil natomiast zebrał się do Anglii trochę szybciej niż ona. – Na zimno? Ale po co – też nie rozumiała, a jeśli chodzi o jakieś dodatki i przyprawy do kawy to czasami mogły smakować dobrze. – Musiałabym spróbować – przyznała a następnie lekko przekrzywiła głowę na bok. – Jestem za. A popularny alkohol… W Egipcie mało się pije alkoholu, raczej jest sprowadzany. Mogę cię zaprosić za to na sziszę, paliłaś kiedyś?
Pandorze dobrze się wydawało – Ginevra lubiła przygody. Dlatego tutaj była.
– Po prostu jest wiele oszustów, a ludzie mylą też wróżby z przepowiedniami, a to nie jest to samo, bo nie trzeba być jasnowidzem, by wróżyć i nie każdy jasnowidz dotyka w ogóle wróżbiarstwa, chociaż wielu tak – dlatego się nie gniewała na to, że ludzie w to nie wierzyli, albo traktowali jak bajki. Nie musieli w to wierzyć, by miało to swoją moc. – Mogę ci powróżyć z fusów kawy, o ile jakieś masz na dnie kubka – zaproponowała. – Ale musisz najpierw wypić rzecz jasna – wyjaśniła jej. Nie miała też pojęcia jakie doświadczenie Pandora ma z wróżeniem, więc wolała powiedzieć taką, być może dla niektórych, oczywistość. To nie była jedyna metoda na wróżenie, ale w tym momencie najwygodniejsza, chociaż to nie w niej się Ginny głównie specjalizowała. Ale była przeszkolona, nie robiło jej to problemu.
– W takim razie musisz koniecznie przyjechać do Egiptu. Kiedy wyjdzie się poza miasto, trafi w głąb pustyni na przykład na jakieś wykopaliska i spojrzy w nocy na niebo… Nie znam piękniejszego widoku. Wyobrażam sobie, że miałabyś tam na co patrzeć – miałaby też o czym porozmawiać z jej matką tak prawdę powiedziawszy, bo jej mama była egipską jasnowidzącą i wróżbitką, znała się na tych wszystkich rzeczach bardzo dokładnie.
– Och, dziękuję. Ale ty widzę też masz niczego sobie wiedzę. Bardzo niestandardowe zainteresowania – pochwaliła Pandorę i uśmiechnęła się, kończąc drożdżówkę. – Ach, tak, typowy Cal – parsknęła pod nosem, bo jego psioczenie i czarnowidzenie było wręcz legendarne. Ginny lubiła sobie trochę czasami zrobić z tego niewinne żarty. Ale to tak z sympatii. Musiała też się zgodzić, że owszem, był przystojny i inteligentny. I niemalże pozbawiony dżentelmeńskich manier. – Musiałam dopiąć sprawy papierkowe z Ministerstwem, nie chciałabym wam na głowę ściągnąć jakiejś niepotrzebnej kontroli, a trochę się przeciągnęło przez wydarzenia z początku maja – wytłumaczyła swoją nieobecność i uśmiechnęła się do Pandory, nie wyrywając ręki, kiedy Prewettówna złapała ją jak gdyby nigdy nic. Za to zacisnęła też swoje palce – dobrze się czuła tutaj, w tym namiocie i w jej towarzystwie. I byłą pewna, ze nawiążą nić porozumienia. Już nawiązały właściwie.