Starała się jednak za wszelką cenę opanować strach i nerwy związane z obecną sytuacją. To jak z źle oddanym składnikiem do aktualnie warzonego eliksiru, prawda? Zacznie nieprzyjemnie bulgotać, wchodzi panika, kocioł chce wykipieć, sprawić, że zaraz wszystko pokryje się nieudaną cieczą, ale wystarczy wyłączyć palnik, opanować emocje i po chwili sytuacja będzie pod kontrolą? Tak samo było teraz, opanować emocje, zdusić strach, skupić się na otoczeniu i na tym, aby przeżyć, prawda?
Gdy udało im się bezpiecznie dostać na piętro poczuła delikatną ulgę. Obserwowała otoczenie, zaglądała nawet ostrożnie i powoli do pomieszczeń, które znajdowały się w tym korytarzu. Zerkała tylko, czy nie ma tam jakiegoś ducha, czy innej osoby. Może ktoś z ich towarzyszy chował się tutaj przed Fawley. Nie była pewna. Zwróciła po chwili uwagę na dziwne drzwi, które znajdowały się na wprost. Nietknięte przez wodę i czas, piękne i zachęcające wręcz do tego, aby tam podejść. Ścisnęła dłoń Augustusa mocniej jakby chciała potwierdzić, że tu jest i że też to widzi, a nie był to naturalny widok. Był wręcz niemożliwy.
Ba dum! Ba dum! Serce nie przestawało dawać o sobie znać, a biło inaczej niż zwykle. Czuła to, że było coś nie tak. Gdy Rookwood zaglądał do środka Avelina rozglądała się po korytarzu szukając zagrożenia, gdy Augustus stwierdził, że w środku jest bezpiecznie weszła tuż za nim. Wstrzymała na chwilę oddech, gdy zobaczyła dziewczynę na łóżku.
– O matko – szepnęła cicho i podeszła do śpiącej, martwej? Nie wiedziała jaki był jej status. Rany mówiły, że drugie, a oddech, że pierwsze. Spojrzała na ducha i poczuła żal, że tu utknął. Zaczynała też czuć wściekłość, że ta kobieta niszczyła innym życie. Zacisnęła dłoń na różdżce i spojrzała na Augustusa. – Powstrzymajmy tę… – suke, dodała w myślach, bo nie chciała wyrażać się tak brzydko przy Rookwoodzie. W końcu zawsze mówił, że nie lubi przekleństw z jej ust. – Co z perłami? Gdzie one mogą być?