13.10.2023, 20:19 ✶
Alexander nie musiał się nawet starać. Skoro w pobliżu były ostrza, było oczywiste, że Brenna będzie dobrze się bawiła. Za to na informację, że jest niezwykle bystra na swój wiek, spojrzała na niego z pewnym zaskoczeniem.
Zazwyczaj słyszała raczej, że jest na swój wiek niezwykle wygadana, niezwykłe kłopotliwa, ewentualnie od brata – niezwykle pozbawiona instynktu samozachowawczego (gdy powiedział to po raz pierwszy, jakieś trzy lata temu, musiała pójść sprawdzić w słowniku, co takiego miał na myśli).
Zaraz jednak odzyskała rezon.
– Jak na te tysiąc lat, rozumiem? – spytała.
Gdy sięgnął po karty, Brenna śledziła jego ruchy ze skupieniem i uwagą, próbując wyłapać ten moment, w którym użyje magii. Bo niektórzy podobno umieli robić to bez różdżek, chociaż akurat w jej rodzinie raczej z tych korzystano. Tyle że nie wyłapała żadnego gestu, który mógłby świadczyć o rzucaniu zaklęcia. Bo nie, samo pojawianie się i znikanie kart nie było niczym nadzwyczajnym. Zaklęcia znikające przedmioty zaczęli przerabiać już pod koniec trzeciego roku, a na zajęciach z transmutacji profesor robiła tak niesamowite rzeczy, że wyciąganie karty za jej ucha nie było niesamowite same w sobie.
Za to dokonanie tego bez użycia magii już stanowiło najmniej ciekawostkę.
– Niezłe. Musisz być bardzo zręczny – przyznała Brenna, z pewnym zainteresowaniem obserwując kartę. – Tak? A myślałam, że oni to sobie wyobrażają tak, że jest zła czarownica i ona rzuca klątwę, żeby zasnąć na sto jeden dni. Albo jest sobie czarownik w szarym ubraniu z kosturem, który wyczarowuje fajerwerki i mówi hobbitom, że muszą iść do Mordoru… znaczy się, takim małym jakby goblinom, że muszą iść do wulkanu z wielką misją – sprostowała szybko. Odkąd podebrała w tym roku Thomasowi Tolkiena, była dość mocno zafascynowana mugolską literaturą. Większość czarodziejów jednak, rzecz jasna, nie miała pojęcia, o czym Brenna plecie. Matka zdawała się trochę wzdychać na to nowe hobby córki.
Przyjęła kolejny nóż. Alexander miał trochę racji, bo problem z Brenną polegał, że po prostu działała zbyt szybko. Rzucała już różnymi przedmiotami do celu, to była przecież świetna rozrywka, ale ot nie miała w sobie jeszcze dość cierpliwości, aby działać metodycznie. Chciała wszystko na już. Tym razem postarała się przyjąć już odpowiednią pozycję, zanim ponownie cisnęła nożem w kierunku tarczy.
– Rzucacie takimi nożami w ludzi? Słyszałam, że są takie przedstawienia z ciskaniem w innych, ale się zastanawiam, czy za to by was nie aresztowali? Bo takie rzucanie w ludzi jest chyba trochę nielegalne?
Zazwyczaj słyszała raczej, że jest na swój wiek niezwykle wygadana, niezwykłe kłopotliwa, ewentualnie od brata – niezwykle pozbawiona instynktu samozachowawczego (gdy powiedział to po raz pierwszy, jakieś trzy lata temu, musiała pójść sprawdzić w słowniku, co takiego miał na myśli).
Zaraz jednak odzyskała rezon.
– Jak na te tysiąc lat, rozumiem? – spytała.
Gdy sięgnął po karty, Brenna śledziła jego ruchy ze skupieniem i uwagą, próbując wyłapać ten moment, w którym użyje magii. Bo niektórzy podobno umieli robić to bez różdżek, chociaż akurat w jej rodzinie raczej z tych korzystano. Tyle że nie wyłapała żadnego gestu, który mógłby świadczyć o rzucaniu zaklęcia. Bo nie, samo pojawianie się i znikanie kart nie było niczym nadzwyczajnym. Zaklęcia znikające przedmioty zaczęli przerabiać już pod koniec trzeciego roku, a na zajęciach z transmutacji profesor robiła tak niesamowite rzeczy, że wyciąganie karty za jej ucha nie było niesamowite same w sobie.
Za to dokonanie tego bez użycia magii już stanowiło najmniej ciekawostkę.
– Niezłe. Musisz być bardzo zręczny – przyznała Brenna, z pewnym zainteresowaniem obserwując kartę. – Tak? A myślałam, że oni to sobie wyobrażają tak, że jest zła czarownica i ona rzuca klątwę, żeby zasnąć na sto jeden dni. Albo jest sobie czarownik w szarym ubraniu z kosturem, który wyczarowuje fajerwerki i mówi hobbitom, że muszą iść do Mordoru… znaczy się, takim małym jakby goblinom, że muszą iść do wulkanu z wielką misją – sprostowała szybko. Odkąd podebrała w tym roku Thomasowi Tolkiena, była dość mocno zafascynowana mugolską literaturą. Większość czarodziejów jednak, rzecz jasna, nie miała pojęcia, o czym Brenna plecie. Matka zdawała się trochę wzdychać na to nowe hobby córki.
Przyjęła kolejny nóż. Alexander miał trochę racji, bo problem z Brenną polegał, że po prostu działała zbyt szybko. Rzucała już różnymi przedmiotami do celu, to była przecież świetna rozrywka, ale ot nie miała w sobie jeszcze dość cierpliwości, aby działać metodycznie. Chciała wszystko na już. Tym razem postarała się przyjąć już odpowiednią pozycję, zanim ponownie cisnęła nożem w kierunku tarczy.
– Rzucacie takimi nożami w ludzi? Słyszałam, że są takie przedstawienia z ciskaniem w innych, ale się zastanawiam, czy za to by was nie aresztowali? Bo takie rzucanie w ludzi jest chyba trochę nielegalne?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.