Widziała jego zaskoczenie w oczach, gdy go uderzyła. Widziała strach i ból i słusznie. On powinien to poczuć, powinien czuć tą niepewność tak jak ona czuła, ale szybko się zreflektowała. Miała nadzieję, że jej to wybaczy, miała nadzieję, że to zrozumie, że podda się jej uczuciom, albo ona jego. W końcu to on zapewniał, że ją kocha. To on miał lwie serce, które pragnęło miłości. Ona była skorpionem, wycofanym, walczącym z każdym, kto próbował się do niej zbliżyć.
Był piękni jak bogowie greccy, jak mężczyźni z antycznych posągów. Idealny, w jej oczach był naprawdę wspaniałym człowiekiem. Nie wiedziała, co robił, nie wiedziała tak naprawdę kim był, nie wiedziała, że taka jak ona powinna być dla niego najgorszym typem człowieka. Nie wiedziała, że żył w jednym domu z tym, który oczyszczał świat z takich jak ona. Zamiast tego patrzyła na niego uwalniając serce z kajdan. Właśnie burzyła swój świat i chciała mu zaufać, właśnie próbowała powiedzieć sobie, że mogła być z nim szczęśliwa.
Czuła ucisk w sercu, gdy powtarzał jej, że ją kochał, że tęsknił. Poczuła jak to rozrywa jej serce i umysł na strzępy, jak budzi w niej strach i obawę, bo ona też go kochała, a zamiast tego wiedziała, że za chwilę będą musieli pójść w swoją stronę. Przerwała w końcu ter przyjemne pocałunku i przytuliła się do niego kurczowo, schowała twarz w jego klatce i poczuła jak łzy zaczęły wypływać jej z oczu, jak ból rozchodził się po jej klatce. Czuła się rozrywana na strzępy, czuła się maltretowana przez to wszystko. Tak cholernie nie wiedziała co miała zrobić. Bała się mu poddać, bała się wejść w tą relacje, bo nie była ona dobra, nie była odpowiednia, ale zamiast tego czuła się tak cholernie dobrze w jego ramionach. Bezpiecznie.
Gdy spróbował ją podnieść pozwoliła mu kładąc dłonie na jego ramionach. Spojrzała mu w oczy z miłością, strachem i smutkiem. Zaśmiała się cicho przez łzy, bez płacz, który dławił ją od środka. Przywarła do jego ust, które chciała zapamiętać, które chciała smakować codziennie. Oplotła nogi wokół jego bioder i objęła za szyję.
– Oh, Augustusie – szepnęła do jego ucha całując jego szyję. – Ja… też cię kocham, ale… – przestała go całować, a na powrót się do niego przytuliła. Jego dłonie na jej ciele były tak przyjemne.