Nie miała mu za złe, że zaprosił ją do siebie. W końcu nauka transmutacji powinna odbyć się w przyjemnym otoczeniu, a nic lepiej nie działa na człowieka jak otoczenie własnego domu, prawda? W nim można odpocząć, rozluźnić się, ukryć porażki nieudanych prób przed oczami wścibskich oczu. Nie zamierzała, więc być dla niego złośliwa i wyżywać się akurat na nim, że miała problemy w relacji z jego kuzynem, tak? Sauriel był dla niej ważny, zawsze chętnie go wspierała nawet jak nie wiedział, że ona to ona. Zawsze chętnie dawała się mu głaskać, a rzadko to się działo, ponieważ nie lubiła być dotykana przez ludzi. On był jednak wyjątkiem i nie potrafiła tego objąć umysłem, więc szybko wywalała te myśli z głowy. Tak, można powiedzieć, że Sauriel skutecznie uczynił ją swoją. Nie było w tym żadnych podtekstów, mógł ją po prostu traktować jak przyjaciółkę, jak bratnią duszę, która po prostu była dla niego, na każde jego skinienie i na każdy jego problem. Byli w podobny sposób samotni, w podobny sposób traktowali życie, ale ona otaczała je światłem, starała się szukać dobra, aby nie upaść, a on zapewne robił odwrotnie, ale tego też nie mogła powiedzieć, bo nie wiedziała ile rzeczy powiedział pod wpływem chwili oraz emocji, a ile powiedział tak na serio, tak prosto z serca jako najczystszą prawdę. Nigdy nie chciała zostać chodzącym pamiętnikiem, ale przypadkiem to zrobiła, a może po prostu dlatego, że nie potrafiła zostawić człowieka w potrzebie?
– Wręcz przeciwnie niecnoto, to nawet miłe i nie spodziewałam się tego – odpowiedziała cicho, po swojemu, subtelnie, powoli starając się panować nad obawą, które to miejsce wywoływało. Uścisnęła jego dłoń i cieszyła się, że nie rzucał się na nią z objęciami. Nie przepadała za tym, a teraz chciała być czujna jak kot, aby nie przeoczyć nadchodzącego wroga. Wyczuła, że jego dłoń była zimna i jej brwi uniosły się lekko zaskoczony. Uśmiech jednak nadal gościł na jej twarzy, delikatny, ciepły, Avelinowy, okraszony czymś, co mogło zakrawać o złośliwość, sarkazm, ale nie miała nic złego na myśli. Naprawdę lubiła Sauriela, a Avelina bardzo lubiła też osoby, które doceniały drobne złośliwości. Augustus był jedną z tych osób, z którą po prostu rywalizowała, której mogła powiedzieć coś złośliwego i dostała za to medal, a nie karcące spojrzenie, że jest niemiła. Rozglądała się uważnie, szukała śladów Rookwooda, szukała czegoś, co mogło do niego należeć. Na słowa o tym, że nie chodził na zajęcia z transmutacji cicho parsknęła. Czyli wkopała się w takie bagno. Pokręciła głową i ciężko westchnęła. Lubiła wyzwania, a wiedziała, że Sauriel będzie ciekawym wyzwaniem. – Pogoda jest znośna, możemy wyjść na ogród i w sumie napiję się wody jeśli to nie kłopot – dodała. Wyszła z nim na ogród, gdzie pozwoliła się poprowadzić w to zaciszne miejsce.
– Nie będę mówić na czym polega transmutacja, bo zakładam, że coś tam już sprawdziłeś przed zaproszeniem mnie tutaj – zaczęła, ale jeśli zaprzeczył to wyjaśniła mu po krótce na czym polega, co robi i jak działa. – Zaczniemy najpierw od prostej rzeczy, czyli wcześniej wspomniana zapałka. Zadanie jakie masz to po prostu zamienić ją w igłę. Chce zobaczyć jak bardzo źle jest – wyjęła ze swojej torby zapałkę. Miała w niej jeszcze inne przedmioty większe, bo nie wiedziała jak bardzo źle jest w jego przypadku. Zapałka została umieszczona na stoliku, a Avelina rozsiadła się na krześle. – Czemu tknęło cię po tak długim czasie na transmutację?