Nie, to jej nie przyszło do głowy. Było jej po prostu przykro, że ich naraziła, że miało być miło, a wyszło tak, że Erik musiał ich opuścić. Słowa Brenny jednak trochę ją pocieszyły. Chciała ją jak najszybciej zabrać do pokoju, w którym spały, aby napoić ją eliksirami i spojrzeć na jej stare rany, czy przypadkiem coś się nie zepsuło.
– Nie, nie – zaprzeczyła szybko – Po prostu miało być miło – westchnęła nie chcąc już kontynuować tej rozmowy. Była dręczycielką swojego umysłu i raczej niewiele rzeczy to zmienić zważając, że podejmowała naprawdę głupie decyzję. Jedną z nich był prawdopodobnie Augustus Rookwood, ale tego Brenna raczej nie wiedziała. Nie chciała o tym nikomu mówić, ale nie mówienie o tym powodowało, że jeszcze gorzej się z tym czuła i koło się zamykało.
Skupiła się na teście, który Brenna przeprowadzała jej kuzynowi. Zacisnęła dłonie na swoim ubraniu, bo nie wiedziała, czego miała się spodziewać. Jej dziadek się załamie jak na jego farmie uchowa się kolejny czarodziej, ale Avelina była za to odrobinę zadowolona, bo to oznaczało, że w jej rodzinie jest więcej czarodziejów. Gdy z różdżki poszły iskry Ave rozdziawiła odrobinę usta. Jej własny kuzyn próbował zabić ją i Longbottomów. Pokręciła głową. Młody musiał naprawdę zrozumieć co się dzieje, bo jeszcze zabije jej dziadków, a potem to już w ogóle będzie miał wyrzuty sumienia.
– Ja tylko chciałem się z wami pobawić, pojechać. Nie chciałem zniszczyć traktora – powiedział odrobinę spanikowany i wystraszony – Ja nic nie zrobiłem, ja nie chciałem, jak to zatrzymać?
Avelina sama nie wiedziała jak mu wytłumaczyć jak ma panować nad tym. Miała nadzieję, że Brenna miała już takie przypadki. Miała też młodych Longbottomów na chacie pod postacią Franka, więc pewnie miała już doświadczenie w tym. Dan chyba miał urodziny w sierpniu, ale pewności nie miała. Rodzina jej ojca była duża i nie wszystkich znała. W dodatku nie było tu innego czarodzieja, który mógłby go pilnować, aby nie zrobił komuś krzywdy pod wpływem emocji.