13.10.2023, 22:55 ✶
Obserwowanie Loretty przynosiło mu w pewien sposób przyjemność, lubił patrzeć na dzieła sztuki, fajne pojazdy magiczne czy piękne dziewczyny. Nie musiały być wcale idealne, bo wtedy zdawały mu się na dłuższą metę nużące. Im bliżej doskonałości było temu, co sobie akurat upatrzył, tym bardziej chciał sprawdzić, jak bardzo nie było. I zupełnie nad tym nie panował. Łatwiej było jednak podziwiać i zastanawiać się z dystansu, gdy nie trzymała go w potrzasku z bergamotki i drobnych dłoni. Większością rzeczy nastolatek zadawał się nie przejmować, ale głos Louvaina uparcie rozbrzmiewał mu w głowie za każdym razem, gdy jakaś niezbyt przyzwoita i czysta myśl pojawiła się w jego głowie, dotycząca jego siostry. Czy gapił się już bezczelnie, czy jeszcze zachowywał twarz dobrze wychowanego chłopaka?
Nigdy nie zastanawiał się nad sobą i tym, czy on się zmienił tak bardzo zewnętrznie, jak Loretta czy inne koleżanki. Mówił trochę inaczej i był wyższy, co było dość użyteczne, ale na inne detale nie zwracał uwagi. Każdy jednak, kto w myślach porównałby tak śliczną dziewczynę do jałówki, powinien dostać w mordę. Niby wiedział, jak funkcjonował ich świat i że aranżowane małżeństwa były tylko transakcją wymienną, ale nie znaczyło to, że go akceptował. Sam wzdrygał się na myśl, że kiedyś być może to jemu znajdą żonę, pewnie jak na złość — będzie blondynką, a Stanley dostanie słodką brunetkę, bo los był przewrotny. Nie wybiegał jednak myślami w tak daleką przyszłość często, chcąc skupić się na życiu, dobrej zabawie i robieniu tego, co chciał i jak chciał, dopóki mógł.
Nie chciał myśleć, co będzie za pięć lat, chciał myśleć i skupić się na tym, co miał przed sobą i przed oczami, nawet jeśli mógł zachwycać się tylko wewnętrznie. Zdawał sobie też sprawę, z biegiem czasu głos przyjaciela w jego głowie będzie coraz mniej wyraźny, a on w końcu ulegnie niesfornej nimfie, której spojrzenie sugerowało mu, że doskonale zdawała sobie sprawę, jak na niego wpływała. Chciała go sprawdzić, jawnie i bezczelnie, sprowokować, pewnie nawet trochę podniecić, co niestety, ale jej wychodziło.
On też się droczył i bawić, ale ona była siostrą swojego brata. Panował taki męski kodeks w bandzie Borgina (Staszka, nie jego, bo był przecież młodszy), że nie zaczepiali swoich sióstr i starali się nie zabierać sobie dziewczyn, które im się podobały, a przynajmniej w to wierzył i on sam się tym kierował. Przecież jego przyjaciele byli dla niego bardzo ważni, panna nie mogła ich poróżnić, niezależnie, jak śliczna była. Zwykle wtopy miewał Atreus na tej płaszczyźnie, ale mu wybaczano.
Udawał, że się nie zarumienił, że wcale tak nie było. Spoglądał na nią, nie chcąc dać jej pełnego zwycięstwa i satysfakcji, przynajmniej nie tak łatwo. Jego warga nieco drgnęła pod jego kciukiem, wbił spojrzenie w jej wargi, jakby kilka nici pękło w szwie jego samokontroli, sprowokowanych tak drobnym i pozornie delikatnym gestem, który dla młodego chłopaka był dużym krokiem na szczyt jakieś ekscytacji.
- Nie wiem, zwykle nie musiałem docierać na ich krawędź, ale widzę, że bardzo chcesz się przekonać. - mruknął w odpowiedzi, łapiąc głębiej powietrze. Jego dłoń rozluźniła się, wędrując do góry i zgarnęła za ucho kosmyk jej ciemnych, miękkich włosów. Na tyle CHYBA mógł sobie pozwolić? Wierzył naiwnie, że nie zrobi niczego więcej, chociaż jego ciało coraz intensywnie reagowało na jej bliskość i perfumy. Jej dotyk był zadziwiająco miły. Nachyliła się, a on po prostu patrzył jej w oczy, co chwilę zsuwając wzrok na usta, kraniec dekoltu, który dostrzegał. Co za... Był w kropce, walczył i był dzielny, ale jak miał niby wygrać? Przymknął oczy, dmuchnął jej w ucho, prostując nieco głowę i zastanawiał się przez chwilę, czy nie powinien czegoś powiedzieć, ale ostatecznie przygryzł tylko dolną wargę. Ile go dzieliło od jej warg? Były tak słodkie, jak wyglądały? Nie był pewien, zgłupiał, bo jedno mrugniecie, a on czuł na swoich własnych, nieco spierzchniętych ustach jej oddech, a na nosie, ciepło jej nosa.
Tkwił tak w bezruchu, nawet gdy Marta przerwała ciszę — gęstą i ciężką. Odwrócił spojrzenie w stronę ducha, unosząc brew. Była szlamą? Czystokrwistą? Nigdy się tym nie interesował właściwie, ale niewiele obchodziła go martwa dziewczyna, gdy miał przed sobą żywą. Westchnął, unosząc drugą dłoń — tą z posiniaczoną i poprzecinaną, układając ją ze stanowczością na jej karku, a drugą objął jej talię, przyciągając do siebie. Pocałował ją dość krótko, ale intensywnie i zachłannie, przygryzając jeszcze jej usta, chcąc zostawić na nich subtelny ślad. Były słodkie i miękkie. Ostrożnie ją puścił i jak gdyby nigdy nic, wziął od niej chłodny, wilgotny materiał i przetarł dłoń.
- Mówił Ci ktoś Marto, że nie ładnie tak podglądać? - zapytał ducha, unosząc brew z nutą rozbawienia, ale na jego twarzy wciąż widniała ekscytacja, potęgowana szybko uderzającym sercem.
Nigdy nie zastanawiał się nad sobą i tym, czy on się zmienił tak bardzo zewnętrznie, jak Loretta czy inne koleżanki. Mówił trochę inaczej i był wyższy, co było dość użyteczne, ale na inne detale nie zwracał uwagi. Każdy jednak, kto w myślach porównałby tak śliczną dziewczynę do jałówki, powinien dostać w mordę. Niby wiedział, jak funkcjonował ich świat i że aranżowane małżeństwa były tylko transakcją wymienną, ale nie znaczyło to, że go akceptował. Sam wzdrygał się na myśl, że kiedyś być może to jemu znajdą żonę, pewnie jak na złość — będzie blondynką, a Stanley dostanie słodką brunetkę, bo los był przewrotny. Nie wybiegał jednak myślami w tak daleką przyszłość często, chcąc skupić się na życiu, dobrej zabawie i robieniu tego, co chciał i jak chciał, dopóki mógł.
Nie chciał myśleć, co będzie za pięć lat, chciał myśleć i skupić się na tym, co miał przed sobą i przed oczami, nawet jeśli mógł zachwycać się tylko wewnętrznie. Zdawał sobie też sprawę, z biegiem czasu głos przyjaciela w jego głowie będzie coraz mniej wyraźny, a on w końcu ulegnie niesfornej nimfie, której spojrzenie sugerowało mu, że doskonale zdawała sobie sprawę, jak na niego wpływała. Chciała go sprawdzić, jawnie i bezczelnie, sprowokować, pewnie nawet trochę podniecić, co niestety, ale jej wychodziło.
On też się droczył i bawić, ale ona była siostrą swojego brata. Panował taki męski kodeks w bandzie Borgina (Staszka, nie jego, bo był przecież młodszy), że nie zaczepiali swoich sióstr i starali się nie zabierać sobie dziewczyn, które im się podobały, a przynajmniej w to wierzył i on sam się tym kierował. Przecież jego przyjaciele byli dla niego bardzo ważni, panna nie mogła ich poróżnić, niezależnie, jak śliczna była. Zwykle wtopy miewał Atreus na tej płaszczyźnie, ale mu wybaczano.
Udawał, że się nie zarumienił, że wcale tak nie było. Spoglądał na nią, nie chcąc dać jej pełnego zwycięstwa i satysfakcji, przynajmniej nie tak łatwo. Jego warga nieco drgnęła pod jego kciukiem, wbił spojrzenie w jej wargi, jakby kilka nici pękło w szwie jego samokontroli, sprowokowanych tak drobnym i pozornie delikatnym gestem, który dla młodego chłopaka był dużym krokiem na szczyt jakieś ekscytacji.
- Nie wiem, zwykle nie musiałem docierać na ich krawędź, ale widzę, że bardzo chcesz się przekonać. - mruknął w odpowiedzi, łapiąc głębiej powietrze. Jego dłoń rozluźniła się, wędrując do góry i zgarnęła za ucho kosmyk jej ciemnych, miękkich włosów. Na tyle CHYBA mógł sobie pozwolić? Wierzył naiwnie, że nie zrobi niczego więcej, chociaż jego ciało coraz intensywnie reagowało na jej bliskość i perfumy. Jej dotyk był zadziwiająco miły. Nachyliła się, a on po prostu patrzył jej w oczy, co chwilę zsuwając wzrok na usta, kraniec dekoltu, który dostrzegał. Co za... Był w kropce, walczył i był dzielny, ale jak miał niby wygrać? Przymknął oczy, dmuchnął jej w ucho, prostując nieco głowę i zastanawiał się przez chwilę, czy nie powinien czegoś powiedzieć, ale ostatecznie przygryzł tylko dolną wargę. Ile go dzieliło od jej warg? Były tak słodkie, jak wyglądały? Nie był pewien, zgłupiał, bo jedno mrugniecie, a on czuł na swoich własnych, nieco spierzchniętych ustach jej oddech, a na nosie, ciepło jej nosa.
Tkwił tak w bezruchu, nawet gdy Marta przerwała ciszę — gęstą i ciężką. Odwrócił spojrzenie w stronę ducha, unosząc brew. Była szlamą? Czystokrwistą? Nigdy się tym nie interesował właściwie, ale niewiele obchodziła go martwa dziewczyna, gdy miał przed sobą żywą. Westchnął, unosząc drugą dłoń — tą z posiniaczoną i poprzecinaną, układając ją ze stanowczością na jej karku, a drugą objął jej talię, przyciągając do siebie. Pocałował ją dość krótko, ale intensywnie i zachłannie, przygryzając jeszcze jej usta, chcąc zostawić na nich subtelny ślad. Były słodkie i miękkie. Ostrożnie ją puścił i jak gdyby nigdy nic, wziął od niej chłodny, wilgotny materiał i przetarł dłoń.
- Mówił Ci ktoś Marto, że nie ładnie tak podglądać? - zapytał ducha, unosząc brew z nutą rozbawienia, ale na jego twarzy wciąż widniała ekscytacja, potęgowana szybko uderzającym sercem.