13.10.2023, 22:59 ✶
Czy była paranoiczką, gdy chodziło o Laurenta? Tak. Czy obwiniała Brennę za jej reakcję? Nie. Pewnie zrobiłaby tak samo, gdyby zobaczyła kogoś przed domem swojego brata, który miał talent do pakowania się w kłopoty, co było chyba u niech rodzinne. Widok Longbottom w towarzystwie Lestrange sprawił, że zrobiło się jej lżej na sercu. Obdarzyła je szerokim uśmiechem, chociaż wewnętrznie cała się trzęsła.
- To prawda, lepiej być uznawane za szurnięte w grupie Brenna. Miałam przyjechać jutro, ale nie odpisywał i pomyślałam, że.. No wiesz, też musiałam sprawdzić, czy wszystko dobrze. - wyjaśniła z niewinnym wzruszeniem ramion, poprawiając plecak na ramionach i przenosząc spojrzenie ciemnych oczu na Victorie, przyjrzała się jej bliżej. Miała bardzo elegancką i klasyczną urodę, ale pewną iskrę rozsądku w oczach, która przypadła Prewettównie do gustu. Dobrze, że taka osoba miała oko na młodego. Czy wciąż traktowała go trochę jak dziecko? Tak. Był w końcu jej wymarzonym, młodszym bratem. Byli jak dwa żywioły, ale jedno dla drugiego było gotowe zrobić praktycznie wszystko. - Pewnie uznasz mnie za nienormalną i nadopiekuńczą, ale naprawdę, naprawdę nie jestem aż taka zła. I wcale tak źle o nim nie myślę, to inteligentny chłopak, ale czasem ma za długi język.
Wyjaśniła jej z westchnieniem, czując, jak odrobinę pieką ją policzki. Nie chciała źle wypaść przy jego przyjaciółce, która miała w sobie po dłuższym przyjrzeniu się, trochę gracji i powagi Florence. A skoro Bulstrode mowa.. Gdy usłyszała głos kuzyna, aż podskoczyła w miejscu i odwróciła się napięcie w jego kierunku, jakby miała dać mu zaraz w nos. Przekręciła głowę, lustrując go wzrokiem, łapiąc oddech i próbując uspokoić serce. Naprawdę przyjechał!
- Atre, ale Ty jesteś kochany, naprawdę przyjechałeś sprawdzić, co z nim! - zauważyła, zwinnie nie odpowiadając na jego w gruncie rzeczy dość sensowne pytanie. Posłała mu za to śliczny uśmiech i spojrzenie spod wachlarza długich rzęs, a potem wpuścił ich do środka, wchodząc, jak do siebie. Od razu omiotła wnętrze w poszukiwaniu brata, modląc się, aby nie natrafić na jego zwłoki gdzieś przy kanapie lub kominku. Skupiła jednak uwagę na mówiącym Atreusie i kiwnęła głową, pełna wdzięczności. - To dobry pomysł, będzie z Tobą bezpieczny. - przyznała po chwili, spoglądając na całą trójkę łagodnie. - Strasznie się cieszę, że młody ma tyle ludzi, którzy tak się o niego martwią.
Przyznała jeszcze, a stojąc obok kuzyna, pieszczotliwie wyciągnęła dłoń i zmierzwiła mu włosy. Już chciała ruszyć na poszukiwania, gdy pojawiła się przed nimi gwiazda z Proroka we własnej osobie, na co Panda przymknęła oczy, pozwalając sobie na naprawdę głębokie, westchnie ulgi. - Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że Cię widzę.. - mruknęła tylko cicho, przecierając dłonią oczy i bezceremonialnie zsunęła buty, rzuciła plecak i podeszła do niego, obejmując mocno, przytulając do siebie i dając buziaka w czoło. - Dlaczego to zawsze Ty masz kłopoty? - zapytała tylko, nie mając nawet siły robić mu wykładu i na niego krzyczeć. Usiadła na krawędzi kanapy, zaciskając dłonie. Musiała się trochę uspokoić, nie chciała, aby jej nieznośna przypadłość dała o sobie znać.
- To prawda, lepiej być uznawane za szurnięte w grupie Brenna. Miałam przyjechać jutro, ale nie odpisywał i pomyślałam, że.. No wiesz, też musiałam sprawdzić, czy wszystko dobrze. - wyjaśniła z niewinnym wzruszeniem ramion, poprawiając plecak na ramionach i przenosząc spojrzenie ciemnych oczu na Victorie, przyjrzała się jej bliżej. Miała bardzo elegancką i klasyczną urodę, ale pewną iskrę rozsądku w oczach, która przypadła Prewettównie do gustu. Dobrze, że taka osoba miała oko na młodego. Czy wciąż traktowała go trochę jak dziecko? Tak. Był w końcu jej wymarzonym, młodszym bratem. Byli jak dwa żywioły, ale jedno dla drugiego było gotowe zrobić praktycznie wszystko. - Pewnie uznasz mnie za nienormalną i nadopiekuńczą, ale naprawdę, naprawdę nie jestem aż taka zła. I wcale tak źle o nim nie myślę, to inteligentny chłopak, ale czasem ma za długi język.
Wyjaśniła jej z westchnieniem, czując, jak odrobinę pieką ją policzki. Nie chciała źle wypaść przy jego przyjaciółce, która miała w sobie po dłuższym przyjrzeniu się, trochę gracji i powagi Florence. A skoro Bulstrode mowa.. Gdy usłyszała głos kuzyna, aż podskoczyła w miejscu i odwróciła się napięcie w jego kierunku, jakby miała dać mu zaraz w nos. Przekręciła głowę, lustrując go wzrokiem, łapiąc oddech i próbując uspokoić serce. Naprawdę przyjechał!
- Atre, ale Ty jesteś kochany, naprawdę przyjechałeś sprawdzić, co z nim! - zauważyła, zwinnie nie odpowiadając na jego w gruncie rzeczy dość sensowne pytanie. Posłała mu za to śliczny uśmiech i spojrzenie spod wachlarza długich rzęs, a potem wpuścił ich do środka, wchodząc, jak do siebie. Od razu omiotła wnętrze w poszukiwaniu brata, modląc się, aby nie natrafić na jego zwłoki gdzieś przy kanapie lub kominku. Skupiła jednak uwagę na mówiącym Atreusie i kiwnęła głową, pełna wdzięczności. - To dobry pomysł, będzie z Tobą bezpieczny. - przyznała po chwili, spoglądając na całą trójkę łagodnie. - Strasznie się cieszę, że młody ma tyle ludzi, którzy tak się o niego martwią.
Przyznała jeszcze, a stojąc obok kuzyna, pieszczotliwie wyciągnęła dłoń i zmierzwiła mu włosy. Już chciała ruszyć na poszukiwania, gdy pojawiła się przed nimi gwiazda z Proroka we własnej osobie, na co Panda przymknęła oczy, pozwalając sobie na naprawdę głębokie, westchnie ulgi. - Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że Cię widzę.. - mruknęła tylko cicho, przecierając dłonią oczy i bezceremonialnie zsunęła buty, rzuciła plecak i podeszła do niego, obejmując mocno, przytulając do siebie i dając buziaka w czoło. - Dlaczego to zawsze Ty masz kłopoty? - zapytała tylko, nie mając nawet siły robić mu wykładu i na niego krzyczeć. Usiadła na krawędzi kanapy, zaciskając dłonie. Musiała się trochę uspokoić, nie chciała, aby jej nieznośna przypadłość dała o sobie znać.