14.10.2023, 00:58 ✶
Nikt niestety nie zaproponował mu tak znakomitego układu, a szkoda, bo może wtedy o wiele przychylniej spoglądałby na wizję poślubienia stojącej przed nim dziewczyny. Wciąż oczywiście, uznawałby to za konieczność, ale przynajmniej jego głowa nie chodziłaby na pełnych obrotach myśląc nad tym, jak elegancko się z tego wszystkiego wywinąć i czy Lazarus bardzo się zdenerwuje, gdyby mu się to udało.
- To zależy od okazji. - odpowiedział jej wymijająco. - Ale dziękuję, nie trzeba.
Był bardziej typem, który postanowił sobie, że nie będzie Macmillanówny lubił. Bo przecież wcale nie musiał być dla niej życzliwy, szczególnie kiedy nikt nie patrzył. Tak samo jak nie musiał niczego jej ułatwiać. Był trochę ciekawy jak daleko szło jej samozaparcie i chęć doprowadzenia tej sprawy do końca. Jak bardzo chciała stanąć na tym ślubnym kobiercu i chwalić się obrączką na palcu.
- Gdybyś nie chciała, to faktycznie byś wyjechała? - zapytał, podchwytując płynnie wypowiedziane przez nią słowa, chociaż sam nie wiedział na co liczył, że odpowiedź będzie brzmiała 'tak'? Nie wyglądała jakby mówiła poważnie, a z drugiej strony, gdyby tak miała rozmyć się i nigdy więcej nie rzucać cienia na jego życie, sprawy wydawałyby się o wiele prostsze. Przynajmniej dla niego, bo Leviathan niekoniecznie w tym momencie przejmował się kimkolwiek innym.
- Więc? - zapytał, stojąc w miejscu cały czas, niczym ten słup soli i patrząc na nią cały czas dokładnie tak samo. Nie miał zamiaru zajmować miejsca, bo zdawało mu się, że jeśli tylko to zrobi, panna Macmillan weźmie to za jakąś pomyślną monetę i rozgada się jeszcze bardziej, a głos nawet jeśli miała całkiem przyjemny, to jednocześnie nad wyraz irytujący w swojej ułomności. - Jakie pytania chciałabyś mi zadać?
- To zależy od okazji. - odpowiedział jej wymijająco. - Ale dziękuję, nie trzeba.
Był bardziej typem, który postanowił sobie, że nie będzie Macmillanówny lubił. Bo przecież wcale nie musiał być dla niej życzliwy, szczególnie kiedy nikt nie patrzył. Tak samo jak nie musiał niczego jej ułatwiać. Był trochę ciekawy jak daleko szło jej samozaparcie i chęć doprowadzenia tej sprawy do końca. Jak bardzo chciała stanąć na tym ślubnym kobiercu i chwalić się obrączką na palcu.
- Gdybyś nie chciała, to faktycznie byś wyjechała? - zapytał, podchwytując płynnie wypowiedziane przez nią słowa, chociaż sam nie wiedział na co liczył, że odpowiedź będzie brzmiała 'tak'? Nie wyglądała jakby mówiła poważnie, a z drugiej strony, gdyby tak miała rozmyć się i nigdy więcej nie rzucać cienia na jego życie, sprawy wydawałyby się o wiele prostsze. Przynajmniej dla niego, bo Leviathan niekoniecznie w tym momencie przejmował się kimkolwiek innym.
- Więc? - zapytał, stojąc w miejscu cały czas, niczym ten słup soli i patrząc na nią cały czas dokładnie tak samo. Nie miał zamiaru zajmować miejsca, bo zdawało mu się, że jeśli tylko to zrobi, panna Macmillan weźmie to za jakąś pomyślną monetę i rozgada się jeszcze bardziej, a głos nawet jeśli miała całkiem przyjemny, to jednocześnie nad wyraz irytujący w swojej ułomności. - Jakie pytania chciałabyś mi zadać?