14.10.2023, 01:16 ✶
The Loft było jednym z miejsc, które uspokajały jego duszę. Przychodzili tutaj właściwie tylko mugole, widok czarodzieja był niebywałą rzadkością, a nawet kiedy jakiś się trafił, to i tak całkiem świadomie wtapiał się w tłum i nie denerwował go swoją osobą. Lubił muzykę, którą tu grali. Nie miał może jakiegoś szczególnie dobrego poczucia rytmu, ale lubił tańczyć i wychodziło mu to na tyle dobrze, aby urósł do miana stałego bywalca i Patrick, jeden z barmanów, przekazywał mu przy okazji kupowania kolejnych drinków wiadomości zostawiane mu przez znajomych. Bell nie korzystał z sów, nie rozumiał do końca, jak działał ten ich magiczny instynkt i trochę się ich bał, niegdyś nawet pozwolił rzucić na siebie klątwę, żeby nie mogły odnaleźć do niego drogi i większość z nich faktycznie gubiła się gdzieś w okolicy. Nie można więc było osiągnąć go w łatwy sposób i... to mu się podobało. Kartka wręczana mu razem ze szklanką, razem z tekstem, że to nie jego lokal, żeby robili mu za usługi pocztowe, ale zawsze przekazywano mu to z uśmiechem sugerującym, że tak naprawdę nie miał się czym przejmować.
- Crow? - Zapytał jej Patrick, pocierając ścierką i tak już od dawna czystą szklankę. - Chyba jest gdzieś na sali, nie wiem gdzie.
Coś tam jeszcze mówił, chyba o tym, że mógł już wyjść, bo nigdy nie siedział po nocach. I pewnie nie powinien o tym mówić, bo on nie lubi, jak się o tym mówi, ale... Ale co? Widocznie łatwo mówiło się takie rzeczy osobom pokroju Aveliny - drobnym, młodym, o zagubionym spojrzeniu, bo jakaś taka zestresowana tu przyszła...
Ale Avelina wcale nie musiała go słuchać, bo w tłumie tańczących ludzi znajdował się on. Niewiele się różnił od ich ostatniego spotkania. Wciąż ubrany cały na czarno, ewidentnie zmęczony tym, cokolwiek robił, wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i zapalniczkę, zmierzając w stronę bocznego wyjścia. Poszedł pewnie zapalić w bocznej alejce. Nie towarzyszył mu nikt, a spojrzenie miał jakby przygnębione. Był tutaj, ale jednocześnie wydawał się być taki oderwany od całości, jakby wcale nie chciał tu być, a jedynie zmuszał się do udawania.
- Crow? - Zapytał jej Patrick, pocierając ścierką i tak już od dawna czystą szklankę. - Chyba jest gdzieś na sali, nie wiem gdzie.
Coś tam jeszcze mówił, chyba o tym, że mógł już wyjść, bo nigdy nie siedział po nocach. I pewnie nie powinien o tym mówić, bo on nie lubi, jak się o tym mówi, ale... Ale co? Widocznie łatwo mówiło się takie rzeczy osobom pokroju Aveliny - drobnym, młodym, o zagubionym spojrzeniu, bo jakaś taka zestresowana tu przyszła...
Ale Avelina wcale nie musiała go słuchać, bo w tłumie tańczących ludzi znajdował się on. Niewiele się różnił od ich ostatniego spotkania. Wciąż ubrany cały na czarno, ewidentnie zmęczony tym, cokolwiek robił, wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i zapalniczkę, zmierzając w stronę bocznego wyjścia. Poszedł pewnie zapalić w bocznej alejce. Nie towarzyszył mu nikt, a spojrzenie miał jakby przygnębione. Był tutaj, ale jednocześnie wydawał się być taki oderwany od całości, jakby wcale nie chciał tu być, a jedynie zmuszał się do udawania.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.